Jakby podwójnie widziany tytuł wpisu

W Warszawie pada. Wiem nie dlatego, że z natężoną uwagą oglądam prognozę pogody, lecz dlatego, że w niej siedzę (w W-wie, nie na tyłach pogodynki). Żadne to deus ex machina, a jeśli już, to tylko machina, przez nas, współczesnych, jakże bystro, nazywana samochodem. Co prawda, sam nie chodzi, tylko przez kogoś musi być odpalony, kierowany i strofowany na zakrętach, co prawda, nie chodzi, lecz jeździ, lecz nazwa jest wystarczająco śmiała i przechytrzona, by została przez wszystkich zaakceptowana. Zlecenie wykonane, rachunek wystawiony, pieniążki z mbanku poszły.

Zresztą, możliwe, że za słowo „samochód” nikt nie otrzymał zapłaty. Taki los, takie życie na ziemi.

Dziś jednak nie o ziemi i niebiańskich tantiemach, nie o karpowiczowskich „Balladynach i romansach” (choć w ich klimacie najlepiej się ostatnio czuję i nie chcę z ich bosko-stanu wychodzić), lecz o dwóch zbiorach opowiadań, z których pierwszy to:

Słoń

Według chrześcijan słonia stworzył Bóg. Podług Raymonda Carvera, autora tak zatytułowanej książki, słonia tworzy człowiek. Każdy sam sobie, samowolnie, czy ma zdolności manualne, czy mu ich braknie. Słoń bowiem to tylko pewna figura stylistyczna lub, by powiedzieć mniej polonistycznie, a bardziej przyziemnie, pewien stan.

Stan słonia osiąga się przy osiągnięciu zbyt wielkiego balastu. Za wysokie obciążenia wziąwszy na swoje barki, niektórzy jeszcze się przez chwilę z nimi siłują, próbują się pod nimi wyprostować, by w końcu pod nimi upaść i się nigdy nie podnieść. O czym wie carverowski bohater – samotny mężczyzna, pracujący ponad swoje siły, aby móc wysyłać pieniądze matce, córce, byłej żonie, synowi i bratu. Tak nieasertywny człowiek jak on nie przeżyłby w żadnej cywilizacji, a co dopiero w naszej, w której wielu – większość? – obdarzona jest specjalnymi czułkami wychwytującymi wszelkie znaki u bliźnich, potwierdzające ich nieumiejętność powiedzenia „nie”. Ginie zatem, ginie, bo jak tu nie zginąć, ale – co niezwykłe u Carvera – ginie w dość spektakularny sposób. Zbyt ponadprzeciętny i efekciarski, by uwierzyć, że to prawdziwy bohater Raymonda Carvera, że to nie postać, którą już znamy i z którą nas wielki pesymista-pisarz oswoił. U niego jeśli giną, to zwyczajnie, szaro i samotnie. Jeśli nie giną, to życie płynie tak, jak płynęło dawniej: nieszczęśliwie niezmienne, żałośnie niespełnione, gorzko nieskończone. Bardzo ludzko i bez zdarzeń.

Dziwne to przetorowanie: z ludzkiego w prawdopodobne, lecz nie do wiary.

W ogóle w zbiorze opowiadań „Słoń” powiało niespotkanym w „Katedrze” optymizmem. Optymizmem jednak wyjątkowym, bo kryzysowym. Optymizmem rozumianym jako odmiana, rozpaczliwa odwaga, jakiś czyn mimo wszystko. Nie oznaczający bynajmniej przejścia na wyższy level, w opary i opiłki szczęścia. O szczęściu u Carvera nie ma mowy. I to jest nieodmienne, i to jest w tej minimalistycznej prozie piękne.

Maniakalni uliczni kaznodzieje

Kim są? Nijakim kimś i jakimś nikim. Poznajemy ich na ogół w większych lub mniejszych opałach, a ich monologi spisuje Krzysztof Bizio, dramaturg i autor m.in. opowiadań. W swoich krótkich formach oddaje on głos zwyczajnym osobom i jednej krowie. Postaci, w tym krowa, skarżą się na swój los, jakimkolwiek by nie był. Zdarzają się bogaci nieszczęśliwi, trafiają się mordercy z rozpaczy. Są tacy, którym podrzucają zwierzęce mięso do śmietników. Są wśród nich oszukani, zranieni, opuszczeni i zmanipulowani. Łączy ich jedno – czara goryczy się przelała i biorą sprawy w swoje ręce. Biją, kłują, plują, kombinują, mordują, uciekają. Czy dzięki temu jest im lepiej? Bynajmniej. Są jak te sosny rosnące nad morzem – uparcie przechylane przez wiatr, już nie powrócą do pionu. Chyba że komuś chciałoby się je odkopać, przewieźć i zasadzić w zupełnie innym środowisku. A na to nikt nie ma ochoty. To nikomu przez myśl nie przemknie. I tak zostają – sosny dość malowniczo, lecz niewygodnie obsadzone, ludzie dość zesztywniali w grymasie niezadowolenia, z wystarczającą ilością zmarszczek, by stać się charakterystycznymi gębami, dobrymi do malowania przez jakiegoś artystę naturalistę.

Krótkie, gadane teksty, które zmyślił (wynotował? miał okazję lub raczej tyle okazji? Do spotkania z krową?) Krzysztof Bizio, czyta się szybko i, pomimo nie raz ciężkich grzechów i przewinień opowiadających, lekko. Gdzieś spomiędzy potoków mowy i śliny wyskakuje pointa – zazwyczaj tak zaskakująca, jak tylko można się spodziewać po kimś, kto napisał tekst z punktu widzenia krowy.

Czy w polskiej stolycy zawsze pada? Czy tylko w umiarkowanie wolny dzień w środku lata?

Krzysztof Bizio, Maniakalni uliczni kaznodzieje
Czuły Barbarzyńca Press, Warszawa 2011

Raymond Carver, Słoń (oryg. Elephant)
przeł. Hanna Pustuła-Lewicka
Czuły Barbarzyńca Press, Warszawa 2011

Reklamy

8 uwag do wpisu “Jakby podwójnie widziany tytuł wpisu

  1. wracaj, wracaj JJ, bo tęskno nam…
    no, właśnie zdania o „Słoniu” podzielone, znaczy z tego co pamiętam to ty jesteś na „tak”, a r_e_s i ja na „nie”

  2. readeatslip, taką długą powieść czytając trudno mi nie wczuć się w jej styl; z lekka chorobliwa przypadłość ;) Na szczęście, przemija wraz z końcem powieściowym.

    A co do „Słonia” to faktycznie, jestem bardziej na „tak” niż na „nie”, choć teraz – po dwóch (?) tygodniach od przeczytania z jakimś mniejszym entuzjazmem. Pamiętam jednak, że w czasie czytania podobało się. Mimo że – jak wyżej, jak w recce. A Wam? Co i jak (na nie)?

    I jeszcze PS do outremer: Twoją relację z Ligatury czytałam, czekam na drugie pół. I może teraz, już na spokojnie i po przeprowadzce, wezmę się za napisanie o Gili Gili. Czy coś jeszcze pamiętam? Pamiętam. Chyba..

    1. Koniec weekendu, a tu nadal leje. Myślałam, że poniedziałek przywróci mi wiarę w porządek rzeczy na świecie (dzień pracujący wszak powinien być najsłoneczniejszy i drwić z nas, którzy zawiedliśmy się na pogodzie w wolne dni), ale proszę, oto nie. Czyli jakaś sprawiedliwość jeszcze istnieje. Tylko nie wiem, czy mi ona w smak.

      Cieszę się, że miałaś udany weekend! I zwrotnie pozdrawiam :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s