Owijaliśmy nasze lęki liśćmi ciszy

Jean Hatzfeld poświęcił ludobójstwu w Rwandzie jak dotąd pięć książek. „Nagość życia” to trzecia z nich, która została przetłumaczona na język polski. Tym razem reporter koncentruje się na poznaniu doświadczeń ocalałych z masakry Tutsi.

Kraj tysiąca wzgórz – tak określa się Rwandę, niewielkie państwo leżące w środkowo-wschodniej Afryce. M.in. z tego naturalnego pofałdowania terenu, rosnącego na nim buszu i rozlewających się tam bagien korzystali Tutsi, ukrywający się przed Hutu, którzy przez około 100 dni od 6 kwietnia do lipca 1994 roku zajmowali się ich systematycznym wycinaniem maczetami. Dlaczego? To pytanie zadaje sobie i garstce ocalałych z ludobójstwa Tutsi Jean Hatzfeld. Większość rozmówców reportera nadal nie zna odpowiedzi. „Prawdą jest, że bardzo wielu Hutu nie znosiło Tutsi – wyjaśnia Claudine Kayitesi, jedna z ocalałych. –  Dlaczego? To odwieczne pytanie, które nawiedza wszystkie plantacje bananów. Wiem, że istnieją różnice między Tutsi i Hutu, z powodu których ci ostatni są bardzo podejrzliwi. Tutsi mają czasami dłuższe szyje i bardziej proste nosy. Twarze jakby trochę szczuplejsze. Są bardziej opanowani i dbają o wygląd. Hutu bez obawy idzie do urzędu czy ambulatorium w roboczym ubraniu; Tutsi zmienia strój. Jeśli chodzi o zamożność czy inteligencję, nie ma żadnej różnicy. Wielu Hutu obawia się rzekomej przebiegłości Tutsi, która nie istnieje”. (s. 157-158)

Choć Jean Hatzfeld przeprowadzając wywiady z ocalałymi poszukuje przyczyn, dla których tysiące Hutu rzucili się mordować swoich sąsiadów, główny cel jego pisania jest inny. Przede wszystkim chce rzucić światło na historię tych, którzy przeżyli – historię, która przez większość mediów i autorów książek była przemilczana czy ignorowana. Jak sam pisze:

„Podczas jednej z podróży do Rwandy, w samym środku owej masowej ucieczki, uderzył mnie brak świadectw ludzi ocalałych. Podczas drugiej podróży, trzy lata później, w Nyamacie, ich milczenie zaskoczyło mnie jeszcze bardziej. Mutyzm i izolacja ocalałych ze wzgórz mogą zbijać z tropu. Jak już wspomniałem we wstępie do książki, przyszło mi wtedy na myśl, jak długo trzeba było czekać, by ludzie ocaleni z nazistowskich obozów koncentracyjnych zaczęli mówić i by zechciano ich słuchać i czytać, po niezliczonych tekstach napisanych już przez innych na temat Holokaustu, i jak istotne były ich opowieści dla tych, którzy próbowali zrozumieć. Podczas pierwszych dyskusji (…) wydało mi się oczywiste, że muszę poświęcić czas, żeby ich wysłuchać”. (s. 140)

A słucha ich bardzo uważnie, przywiązując ogromną wagę do każdego wypowiedzianego przez rozmówców słowa. Z nagrań i notatek redaguje wstrząsająco proste, plastyczne i przerażające autentyzmem relacje. Zachowuje w nich język i styl wypowiedzi każdej mówiącej osoby, różnicując tym samym punkty widzenia, sposób wyrażania się i odczuwania. Poszerzając pole postrzegania ludobójstwa w różnych miejscach, na różnych etapach i w różnych sytuacjach.

Lecz książka Hatzfelda to nie tylko osobiste opowieści o przeżyciach tych, którym udało się uciec oprawcom. To również próba zgłębienia istoty ludobójstwa i zła, które potrafi zbudzić się w każdym człowieku, jeśli pociągnie się za właściwe sznurki, jeśli trafnie nazwie się pragnienia drzemiące w głębi duszy, jeśli dobrze się nimi pokieruje, przechytrzy moralne opory i popchnie do zbrodni. „Teraz już wiem, że człowiek może w jednej chwili stać się bardzo zły – mówi Jeanette Ayinkamiye, jedna z rozmówczyń Hatzfelda. – Nie wierzę w koniec ludobójstw. Nie wierzę tym, którzy mówią, że po raz ostatni dotknęliśmy najgorszego z okrucieństw. Gdy doszło do ludobójstwa, może dojść do drugiego, w dowolnym czasie, w dowolnym miejscu, w Rwandzie czy gdzie indziej; jeżeli powód pozostał i nadal go nie znamy”. (s. 30)

Inny rozmówca nazywa przekonanie historyków o tym, że to ludobójstwo będzie ostatnim, kpiną. I kontynuuje: „Ludzie odpowiedzialni za ludobójstwo w Rwandzie to nie jacyś ciemni i biedni rolnicy ani okrutni alkoholicy z interahamwe; to ludzie wykształceni. To profesorowie, politycy, dziennikarze, którzy wyjechali do Europy, by studiować historię Rewolucji Francuskiej i nauki humanistyczne. (…) Oni bynajmniej nie zabijali własnymi rękami, ale wysyłali ludzi, by wykonali swoją pracę na wzgórzach”. (s. 88)

Pod koniec 100 dni ludobójstwa pozostała garstka Tutsi, którzy przeżyli, „sprinterzy”, jak o sobie mówią. Wciąż nie mogą uwierzyć, że żyją. Wciąż nie mogą otrząsnąć się z żalu i rozpaczy po tych, którzy zostali w tyle i zginęli od ciosu maczetą, bezlitośnie posiekani, skazani na długotrwałe cierpienie czy z odciętymi głowami. „Nagość życia” to opowieść o sile i tajemniczych powodach, dla których człowiek chce nadal żyć – zawstydzony, z poczuciem winy, śmiertelnie zraniony, bez szans na otrząśnięcie się z traumy i ułożenie sobie na nowo życia po masakrze, w której zginęli jego najbliżsi. Ale książka ta to także straszliwe proroctwo, że ludobójstwo może zdarzyć się w każdej chwili, gdziekolwiek.

Jean Hatzfeld, Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy
przeł. Jacek Giszczak
wyd. Czarne, Wołowiec 2011

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Owijaliśmy nasze lęki liśćmi ciszy

  1. W ramach suplementu pozwolę sobie skopiować moje notatki z ubiegłorocznego Festiwalu Conrada, kiedy to Hatzfeld był jednym z gości.

    „Hatzfeld: To nie prawda nie ma mocy sprawczej, lecz pisanie. Gdyby pisanie miało moc sprawczą, pisarze mieliby władzę nad światem. Piszemy, bo piszemy. Z potrzeby chwili, z potrzeby wewnętrznej. Interesuje mnie chaos. Skąd fascynacja wojną? Należę do pierwszego pokolenia Francuzów nie znającego wojny. A jednak ta wojna – jak w was, Polakach – fascynuje, ciekawi. Za każdą wojną stoi tajemnica: dlaczego [wojna] to nierozerwalna część historii ludzkiej? Przecież jest nonsensowna. A jednak ten nonsens kusi.

    Czy to przemoc czyni te miejsca nią ogarnięte dalekimi? Czy to zawsze inne kraje? Czy wręcz przeciwnie – chodzi o uniwersalność?

    Hatzfeld: Brak poczucia obcości, brak antynomii oni–my. Nie ma: gdzie indziej. Istnieje jakiś rodzaj jedności ekonomicznej, kulturalnej. Ludzie innego koloru skóry, historii, są do siebie podobni. Nie ma natury ludzkiej, kulturalnej, która byłaby inna. Wojna jest ta sama, pozmieniały się warunki. To sprawia, że wojna wydaje się być obca. Wojna rozwija własną logikę, umykającą prowadzącym wojnę.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s