Zazy próba aprobaty i szoku

Dlaczego niektórym pisarzom uchodzi na sucho pisanie nawet najbardziej dosadnych form? Dlaczego Michel Houellebecq może pisać całe akapity o chujach i waginach i nie powoduje to niesmaku? Dlaczego Henry Miller, mimo że właściwie ¾ jego książek traktuje o seksie, jest wielkim pisarzem, a Zaza Burczuladze pozostaje tylko dziennikarzem Playboya i niczym więcej?

Szukając przyczyn, zawsze dobrze cofnąć się do możliwie odległych czasów. Tym razem nie cofamy się aż tak daleko, zaledwie do ławki szkolnej. Po boisku biegają chłopcy i kopią piłkę. Są wśród nich dwa typy. Jeden trafia piłką w okno i zbija szybę. Zostaje zbesztany, rodzice są wzywani do szkoły i muszą zapłacić za szybę. Drugi trafia piłką w okno, zbija szybę i nic się nie dzieje. Szkody pokrywa szkoła i nikt nie robi zamieszania. Dlaczego? Trudno powiedzieć: urok osobisty, dar przekonywania czy po prostu fart.

Z pisaniem o seksie jest jak z tą historią z rozbitą szybą: jednemu ujdzie na sucho, drugi mocno wtopi.

Zaza Burczuladze w książce „Adibas” wtapia.

Rzecz dzieje się w gruzińskiej stolicy, Tbilisi, w trakcie otaczania jej przez wojska rosyjskie. Jest sierpień, panuje upał i spiekota. Mieszkańcy Tbilisi wygrzewają się na leżakach wokół basenów i słuchają muzyki ze swoich iPodów. Narrator nie różni się niczym od nich – również wyleguje się, wpuszcza sobie chill-outowe kawałki do uszu, rozmawia przez telefon i skype’a, pisze na czacie, je pizzę. Oprócz tego, na okrągło się pieprzy, zmieniają się tylko partnerki i pozycje. Wszystko to przetykane jest refleksjami o Gruzji, jednak bez dogłębnej analizy. Przemyślenia obracają się wokół tego, że Gruzini naśladują Europejczyków i chcą się do nich jak najbardziej upodobnić, a Tbilisi to miasto podróbek (fake city). Z podrobienia nazwy zresztą wywodzi się tytuł.

Książka skonstruowana jest z krótkich rozdziałów, w których większość akcji koncentruje się na opisywaniu seksu i relacji ze zmieniającymi się partnerkami narratora i jego przyjaciółmi. Każda z tych więzi jest płytka, na nikim na dłuższą metę nie można polegać, a wszelka zażyłość wiąże się tylko z trzema czynnościami: z jedzeniem, ćpaniem i seksem. Kwestia otaczających Tbilisi wojsk rosyjskich jest zepchnięta na drugi plan. Wszelkie informacje o aktualnych wydarzeniach pojawiają się w formie urwanych newsów radiowych. Jasne, za tym wszystkim kryje się zapewne myśl, że w czasach wojny każdy skupia się maksymalnie na sobie i żyjąc w iluzji dobrobytu, tworząc wokół siebie fałsze i przekłamania, zamyka oczy na to, co naprawdę się dzieje. Tylko to sprawia, że mimo wszystko ludziom udaje się jakoś żyć, nie panikują, nie uciekają. Wewnętrzna emigracja? Świadomość zagrożenia? Możliwe, jednak nie jest to niestety wniosek, który nasuwa się jako pierwszy w trakcie lektury. A jaki się nasuwa? Że to po prostu słaba proza.

 „Adibas” to książka pisana z pewnym całkiem ciekawym pomysłem. Jednak na etapie realizacji zabrakło tu głębi i tego błyskotliwego uroku, dzięki któremu na wszystko, co zdolny pisarz opisze, patrzymy z aprobatą. Próbując podrobić sposób pisania innych, stracił Zaza Burczuladze szansę na stworzenie czegoś naprawdę szokującego i odkrywczego.

Adibas, Zaza Burczuladze (oryg. Adibas)
przeł. Magdalena Nowakowska,
wyd. Claroscuro, Warszawa 2011

Advertisements

9 uwag do wpisu “Zazy próba aprobaty i szoku

  1. Wydawnictwo działa od około roku i ma już na swoim koncie kilka książek, które trudno jednoznacznie zakwalifikować. Sami piszą o sobie tak: „Stawiamy sobie za cel promowanie pisarzy dotychczas nieznanych w Polsce lub zapomnianych a pochodzących z różnych zakątków świata”.
    Jak dotąd czytałam ich trzy książki: „Świadka” Ilji Mitrofanowa, „Minotaura” Benjamina Tammuza i „Adibas” właśnie. Najbardziej podobał mi się „Minotaur”. Pisałam o nim jakiś czas temu.

  2. czyzbys poszukiwala kamienia filozoficznego lietartury? ;-)

    zapomnialas jeszcze o chlopcu/ dziewczynce, kt mamusia nie kupila pilki – a moze by kopac lubili

    mysle, ze to troche jak z opowiadaniejm „brzydkich” dowcipów. osoby o duzej kulturze wlasnej moga sie pokusic o opowiadanie tych najgorszych

    henry miller wysluchal swoje od wydawców, a zwlaszcza amerykanskich. znanym „futbolista” stal sie chyba dopiero po smierci. a wczesniej wiele lat glodowal w paryzu, piszac do szuflady. moze wina lezy po stronie wydawnictw, kt teraz wietrza tani zysk?

    jak wykazuje ostatni casus wojewódzkiego nie nalezy mylic chamstwa z rozrywka – w przypadku gruzina wulgarnosci z literatura

    a houllebecq ma refleksje filozoficzne o postmodernie, nie tylko o fizycznej milosci…

  3. Oczywiście, że Houellebecq ma refleksje filozoficzne – nie zaprzeczam temu. Wręcz przeciwnie, bardzo sobie cenię Michela pisanie i przemyślenia, to jego sceptyczne, rzeczowe i trzeźwe podejście do rzeczywistości.

  4. Farino, można pozwolić sobie na czytanie „Adibasa” jako reportażu, jasne, choć mnie nie nasunęło się takie podejście w trakcie czytania. Może niezachwycające walory literackie przesłoniły reportażowość? A może przywykłam do innego rodzaju reportaży?
    cieszę się, że blog się podoba. zapraszam do odwiedzin i komentowania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s