Studium codzienności (w USA)

Dziwna poetka snów – w ten sposób określiła Julię Hartwig w swoim artykule na culture.pl Małgorzata Baranowska. „Poetka chciałaby wrócić do stanu skupienia i spokoju. Może droga wiedzie przez sny, w których objawiają się nieraz uczucia silniejsze niż w innych stanach”, czytamy w tym samym tekście.

Powrotu do stanu skupienia i spokoju w czasie pobytu w Stanach Zjednoczonych w latach 1970-1974 Julia Hartwig zmuszona była poszukiwać w innym środku. Jak wyznała w przedmowie do swojego „Dziennika amerykańskiego”:

„Ameryka była dla mnie przez cały ten czas krajem bez snów. Sypiałam tam twardo i bez marzeń. Ale były to dni pełne niespodzianek, same trochę jak sen, realistyczny, dokładny, nie pozbawiony jednak czułej często i niemal poetyckiej atmosfery. Lecz jakby sen czyj inny, z innego życia wzięty” (s. 6)

W efekcie życia w kraju bez snów powstaje zapis sam trochę jak sen – niepozbawiony czułej atmosfery reportaż codzienności poetki i jej rodziny przebywających na emigracji, realistyczny i dokładny notatnik społeczno-kulturalny, słowem: „Dziennik amerykański”. Julia Hartwig zaczyna pisać go w jednym z kolejnych lat pobytu w Stanach, po przyjeździe na Long Island, w pobliże Nowego Jorku. Jego kartki wypełnia bieżącymi obserwacjami życia społeczności akademickiej, w której się znalazła z racji wykonywanej profesji, i efektami wsłuchiwania się w rytm wielkiego miasta. Często powraca również do paru lat, które spędziła na Midweście, w Iowa City, gdzie prowadziła uniwersytecki kurs Creative Writing.

Ujmujące są te bardziej prywatne zapisy poetki wypełnione obserwacjami przyjaciół i córki, zapisami rozmów, spotkań przy kolacji, zasłyszanych historii, notatkami z lektur (sporo o Emily Dickinson; krótko, lecz celnie o Henrym Millerze). Strony pisane pomiędzy wypełnianiem codziennych obowiązków, kiedy Julia Hartwig przysiada na moment i szuka stanu skupienia w notowaniu myśli, porządkowaniu zdarzeń i refleksji.

„We współżyciu z ludźmi niewiadoma jest zawsze przed nami, dobra lub zła, przyjemna czy nieprzyjemna, mniejsza o to. (…) każdy schemat psychologiczny bywa zawodny, a motywy, jakimi kieruje się uczuciowość drugiej strony, czasem do końca pozostać muszą nieznane” (s. 94)

Dzięki precyzyjnemu, eleganckiemu językowi, starannemu doborowi słów, wszystko to, co opisuje – czy są to ludzie, przyroda czy wędrowne koty i psy, które okresowo zamieszkują z jej rodziną – nabiera przejrzystego znaczenia, oczywistego sensu, tak jak w prostym stwierdzeniu:

„bliskość morza czy oceanu (…) pod każdą szerokością geograficzną nadaje życiu inną jakość” (s. 9)

Dzięki dostrzeganiu tej innej jakości zwyczajne życie otrzymuje kontury i ujęte w nie cieszy, budzi pozytywne odczucia.

Jednak Hartwig nie poprzestaje na tym. Idzie w swoim notowaniu dalej. Wychodzi na ulicę i z pozornie prozaicznych miejskich zdarzeń tworzy konkretny obraz życia Amerykanów. Wczuwa się w rytm kroków przechodniów, w ich sposób myślenia. Lub poddaje się własnemu poczuciu izolacji, tym ostrzej dostrzegając różnice.

„Idąc ulicami tego miasta poddawałam się rytmowi kroków, w którym jest coś ze snu, kiedy maszeruje się przed siebie kilka godzin nie czując zmęczenia, wśród ludzi o twarzach porywająco ciekawych i różniących się rasą, barwą skóry i wyrazem, i kiedy wie się z całą pewnością, że w tym ulicznym tłumie wzrok nie napotka żadnych rysów znajomych, że nikt nie zdejmie kapelusza na powitanie, nikt nie powie nagle: Dzień dobry. Uczucie to, przez każdego w podróży poszukiwane, jest zarazem trujące: w zbyt dużych dawkach zachwiewa poczucie rzeczywistości” (s. 124)

Z ciekawością przygląda się w muzeach, w metrze, w Central Parku amerykańskiemu stylowi życia; zajmująco podsumowuje zwyczaje np. wyprzedaży garażowych, gorączkę masowych zakupów; od niechcenia odmalowuje klimat przedmieść, w których decyzje o wyglądzie trawnika przed domem podejmowane są gremialnie, a zdanie właścicieli jest najmniej ważne.

Z pojedynczych zdarzeń wyciąga trafne ogólne wnioski. Dzięki temu powstaje przekrój zjawisk społecznych (np. przemocy na ulicach Nowego Jorku), ogólnej atmosfery, nastawienia ludzi. Pod lupę bierze Hartwig również życie akademickie: zaprzyjaźnia się z wykładowcami i ze studentami. Patrzy. Wsłuchuje się. Z ciekawością, wyzbyta jakiejkolwiek złośliwości czy krytyki, co nie znaczy, że z bezmyślnym zachłyśnięciem.

Ten dystans nie krytykującego obserwatora stosuje również wobec córki, Danieli, studiującej w tym czasie. Wspomina o niej czule, z troską, jednak pozwalając jej na całkowitą swobodę w podejmowaniu decyzji. Jest w tej relacji coś aksamitnie sympatycznego – wydaje się, że Julia Hartwig podziwia córkę, gdy tak z ukrytą między słowami pochwałą pisze o jej życiu, przyjaciołach, opiniach. Boi się o nią, kiedy wyrusza w podróż przez Amerykę autostopem, ale i cieszy się tą jej narastającą niezależnością. Bardzo podobał mi się „Dziennik” również jako ta dyskretna, tocząca się w tle historia relacji matki i córki.

„Dziennik amerykański” łączy wszystko, co powinna mieć dobra książka o podróżowaniu. Zawiera mnóstwo informacji i obserwacji o Stanach Zjednoczonych, które, przeczuwam, wcale się nie przeterminowały mimo upływu kilkudziesięciu lat. Autorka realistycznie kreśli w nim obraz Amerykanów w ich codzienności i w ich święcie, pojedynczo i w tłumie. Jednocześnie nie ucieka od osobistego rejestrowania chwil. Wszystko to prowadzi do refleksji, że gdybym kiedykolwiek pisała o Lizbonie, to właśnie tak. Chciałabym właśnie tak. Taki mały prywatny sen.

Julia Hartwig, Dziennik amerykański
wyd. PIW, Warszawa 1980

Reklamy

5 uwag do wpisu “Studium codzienności (w USA)

  1. Owszem, mnie też wydaje się interesująca. Pewnie będę poznawać ją przez kolejną książkę – późniejsze „Zawsze powroty. Dzienniki z podróży”.

  2. Trzymam kciuki za spełnienie snów :) Stany raczej nie bardzo mnie interesują, ale to studium codzienności – bardzo. Ciekawe czy jest do zdobycia w księgarniach…

    1. :)
      Czaro, o „Dzienniki” w księgarni będzie trudno, o wznowieniach nie słyszałam – lepiej zapolować na nie w antykwariacie czy zarzucić na nie sieć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s