Wiedeńskie perwersje

W ciąg czytania tej książki „wpada się jak wicher do mieszkania”. Nagle i od otwierającego akapitu. Od rytmicznej zadyszki pierwszych zdań nie uratuje nas ani szklanka wody przed, w trakcie lub po, ani delikatne schylenie się z wypięciem, już o tak prozaicznych sposobach zwalczania zadyszki jak kontrola oddechu nie wspominając. Nieuniknione jest wejście w ten systematyczny stuk słów, w te kolizje skojarzeń, znaczeń i obrazów, więc od pierwszych liter najlepiej jest im się błogo poddać. Tak jak chciałaby poddać się miłości, lecz się boi, Erika Kohut, bohaterka „PianistkiElfriede Jelinek – bo o tej książce rozprawiam już od paru dobrych linijek.

Kto błogo podda się, niech nie liczy jednak na gładki przebieg tego oddania. Na zdystansowane i chłodne czytanie nie pozwoli nam Elfriede Jelinek, co i rusz w takt swoich wirtuozerskich, gotowych do wyklaskiwania zdań, wbijająca nam szpilki pod paznokcie. A to wymową opisywanych pogardliwie scen (w tramwaju), a to bezwzględną a niespieszną drwiną (z mieszczuchów), a to opisem gwałtów i potyczek, w których intuicyjnie chcemy ochronić wyszarpywane znad czoła kępki włosów (krwawe rozgrywki między matką a córką).

Niepiękny jest ten Wiedeń, gdzie na klatkach schodowych czają się ludzie równie niebezpieczni jak Raskolnikow. Odstraszająca jest ta Austria, w której jawnie i za zgodą* dochodzi do upokarzania dzieci w imię celów wyższych, w imię rodzicielskich ambicji, w imię sztuki.

A jednak, jak wiele rodzajów perwersji, ta wiedeńska również nas fascynuje. Między czytelnikiem a książką rodzi się podobna relacja jak między wiodącymi bohaterkami „Pianistki”: matką i córką. Toksyczna zażyłość, z której nie sposób się wyrwać. I z której tak naprawdę nikt nie chce się wywinąć.

Nie chce, mimo złości i skrywanych demonów, z kleszczy kontrowersyjnego związku wydostać się Erika Kohut – niespełniona pianistka, nauczycielka gry na fortepianie, która, choć „dobija do czterdziestki”, nadal mieszka z matką. Z despotką, która od zawsze decyduje o tym, w co się ubierze, co będzie robić, na co wyda zarobione przez siebie pieniądze i o której wróci do domu. Z którą śpi razem w małżeńskim łóżku. Mamusia za nic dziecka nie wypuści ze wspólnie dzielonego mieszkania: kto inny ją wyżywi, kto inny dotrzyma jej towarzystwa przed telewizorem, kto inny wypełni tę ślepą pustkę, która jej została po – no właśnie po czym?

Szamocą się w nienawiści, tulą w rozpaczy – niemożliwa jest dla nich rozłąka, która byłaby przecież jedynym zdrowym, rozsądnym wyjściem z sytuacji.

Gdy w to wszystko wchodzi niczego nieświadomy młodzieniec, który nie ma większych ambicji niż zostać kochankiem nauczycielki, wszystko zaczyna wirować jeszcze szybciej, zwalniając dopiero, gdy już nadziei na nic nie ma.

Czy dałoby się przełknąć podglądanie wraz z Eriką Kohut miejskich scenek rodzajowych i parkowych kopulacji bez nieporównywalnego z niczym stylu pisania Elfriede Jelinek? Założę się, że nie. Na szczęście, frazeologizmy, porównania, rytm, ironia i gry słowne są w pokornej służbie tej austriackiej pisarki, czemu z nie mniejszą pokorą i chętnie świadkowałam jako czytelnik.

* trzeźwo: nie tylko w niej przecież, niestety

Elfriede Jelinek, Pianistka (oryg. Die klavierspielerin)
przeł. Ryszard Turczyn
Wyd. W.A.B., Warszawa 2004

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Wiedeńskie perwersje

  1. pianistke znam z wersji filmowej i ogladalam wielokrotnie ze wzgledu na ladnego chlopca-pianiste. zareczam ci, ze w krakowie bywaja podobnie duszne relacje rodzinne!

    nie mialas kloptów z czytaniem jelinek? czytala jej chyba ze trzy ksiazki, dwie w oryginale i jedna po szwedzku. w kazdej z nich autorka kopala mnie w dolek. wytrwalam czytajac na raty tylko dlatego, ze jelinak ma „message”

    1. wierzę, że nie tylko w Krakowie – myślę, że i w Poznaniu się takie zdarzają.

      a kopała mnie w dołek o tyle, że wciąż mi przypominała: no tak pisać nie będziesz, tak po prostu nie.
      etc.

      poza tym brutalność i momentami jej drastyczność nie kopały. czasem wbijały w kanapę, a czasem zaciskałam mocniej zęby, ale ciekawość była we mnie silniejsza. no i nie czytałam Jelinek jednym ciągiem, tak pewnie by się nie dało.

  2. Podobnie jak szwedzkiereminiscencje, znam tylko film. Przyznam, że z obcowania z nim płynęła jakaś perwersyjna przyjemność – niby momentami czułam się jakoś urażona, zrażona, zszokowana, w sensie – nigdy o czymś takim nie pomyślałam, nie widziałam tego, etc., a z drugiej chciałam to oglądać. No i jakoś tak wyszło, że zaczęłam powolutku ją rozumieć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s