Chiny gnębicieli i gnębionych

„Wszelkie zatrudnienie jest poniżające. Tylko nauka z książek wywyższa”.

Te słowa Konfucjusza cytuje jeden z rozmówców Liao Yiwu, będący kierownikiem szaletu publicznego. W ten lakoniczny sposób wyraża on pogląd dominujący w reportażu „Prowadzący umarłych”, w którym prawie żaden z bohaterów nie może szczycić się ani swoją karierą, ani dokonaniami.

Liao Yiwu, chiński dziennikarz i prozaik, za swoje artykuły prześladowany przez władze, rozmawia z ludźmi, z którymi nikt nie przeprowadza wywiadów, bo błędnie zakłada się, że nie mają nic ciekawego do powiedzenia lub mogliby powiedzieć coś, co wypaczyłoby dośrubowany wizerunek okręgu/kraju/instytucji (dowolnie wybrać). Są wśród nich m.in. trędowaty, wspomniany już wcześniej kierownik szaletu, zawodowy żałobnik, chłop podający się za cesarza, kompozytor, były właściciel ziemski, kontrrewolucjonista, grajkowie uliczni i lunatyk. Yiwu rozmawia z gnębionymi i gnębiącymi, z od początku biednymi i zubożałymi wskutek rewolucji, z wykształconymi i analfabetami. Nie cofa się przed zadawaniem pytań niewygodnych, bolesnych, nieraz złośliwych. Chce wyciągnąć informacje zarówno od popierających komunistyczne rządy, jak i ludzi uznawanych za przestępców o niezgodnych z obowiązującą linią poglądach.

Łącznie z 28 osobami.

Dzięki nim oglądamy na przestrzał Chiny – kraj ludzi biednych, głodnych, bezdomnych, upokorzonych, torturowanych i tych, którzy zmuszeni byli oglądać zabójstwa najbliższej rodziny. Widzimy Chiny przeludnione, lecz w których trudno się ukryć przed niesprawiedliwością. Poznajemy Chiny, w których wcale nie najlepiej mają się ci, którzy nie cofną się przed niczym. Czujemy strach, obrzydzenie, a momentami – coraz rzadszymi w erze cynizmu i gorzkiej przewidywalności najgorszego – zdumienie.

Książka spełnia cele, które postawił przed sobą jej autor, chcący mimo przeszkód, uwięzienia i licznych represji, pisać i publikować. Nie mogący zamilknąć Liao Yiwu, używa sposobów i sposobików, by przemycić swoje wywiady z Chin. W przedmowie chiński tłumacz na język angielski, Wen Huang, opisuje jak przez osoby trzecie  przekazywał reporterowi pytania, a ten tymi samymi drogami udzielał mu odpowiedzi.

Dobrze, że to przedsięwzięcie się udało. Dobrze, że francuski wydawca książki, Philip Gourevitch, zdecydował się na jej publikację i nagłośnienie. Dobrze przede wszystkim ze względu na tematykę książki, ale dobrze też z uwagi na talent reporterski, jakim wykazuje się w „Prowadzącym umarłych” Liao Yiwu.

Ten śmiały, w każdych okolicznościach zaskakująco wyluzowany reporter, zawsze rozmawia swobodnie. Potrafi zachować dystans, w niektórych sytuacjach potrafi nawet zachować poczucie humoru. Umie skrytykować rozmówcę lub z niego zakpić, gdy się z nim nie zgadza („Chyba jesteś wredny, co?”). Podpuszcza ich, wyciągając z nich żrące emocje.

Stara się, aby efekty rozmów zapisać jak najciekawiej. Wiemy, że wiele wywiadów przeprowadził bez notesu i zapisywał je później z pamięci. Wiemy, że czasem wzbogaca narrację bohaterów, aby tekst był lżejszy. Często czujemy szwy, kiedy dodaje wyjaśnienia, bez których Europejczyk czy Amerykanin nie zrozumiałby o czym mowa (głównie chodzi tu o opisy świątyń i obyczajów). Jednak dobrze, że to robi, bo tekst na tym zyskuje. Bez tych zabiegów, ta przykra ze względu na przelewaną krew, cierpienia i bezsensowne niszczenia lektura, byłaby trudna do zniesienia.

Warto przeczytać również dla informacji o kulturze i tradycjach Chin – zwyczaje żałobne, „samochodzący” umarli i znaczenie muzyki erhu są tylko niektórymi z fascynujących rytuałów, jakie przetrwały w wielu regionach Chin do dzisiaj, a o których możemy nie dowiedzieć się w inny sposób niż poprzez czytanie właśnie.

Liao Yiwu, Prowadzący umarłych. Opowieści prawdziwe. Chiny z perspektywy nizin społecznych,
z angielskiego przekładu Wen Huanga tłumaczyła Agnieszka Pokojska
Wyd. Czarne, Wołowiec 2011

Reklamy

2 myśli na temat “Chiny gnębicieli i gnębionych

  1. Poszukam tej książki, chociaż zdanie: „Wiemy, że wiele wywiadów przeprowadził bez notesu i zapisywał je później z pamięci. Wiemy, że czasem wzbogaca narrację bohaterów, aby tekst był lżejszy.” – budzi pewne moje obawy.
    Bo ja chcę przeczytać wypowiedzi zwykłych, prawdziwych ludzi, a nie literaturę.

    Pozdrawiam

    1. To przede wszystkim są wypowiedzi zwykłych ludzi, ale momentami czuje się, że są nie tyle podkolorowane, co poprawione redakcyjnie czy stylistycznie. Czasami przeczuwa się też, że rozmówca mógł mówić trochę mniej potoczyście – nie każdy przecież jest typem gawędziarza, a po lekturze tej książki można odnieść takie wrażenie.

      Również pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s