Romantyk w labiryncie

41-letni mężczyzna, który był tajnym agentem, zakochuje się w dziewczynie spotkanej przypadkowo w autobusie. Przez kilka lat pisze do niej listy, nie ujawniając swojej tożsamości. Dla niej to początkowo czarująca zabawa, dla niego sprawa życia i śmierci. Raz zawiązana nić porozumienia zostanie przerwana dopiero w dramatycznych okolicznościach. „Minotaur” Benjamina Tammuza.

Książka jest czterobokiem – jej fabularny labirynt tworzą cztery części, w których jedna historia opowiedziana jest z czterech perspektyw. Udział biorą, widzą i przedstawiają swoją wersję zdarzeń: tajny agent, G.R., Nikos Trianda i Aleksander Abramow. Dwie ostatnie osoby dopowiadają historię, zamykając figurę – szczelnie, ostatecznie, nieodwracalnie. Wszystkich łączy jedno – miłość do dziewczyny z autobusu, Thei, uwikłanej w romans bez szans na spełnienie, szukającej realnego szczęścia gdzie indziej.

Wszystkie nitki do niej prowadzą. A poprzez nią do Minotaura – pół romantyka, pół wyrachowanego agenta, który przez większą część życia był odporny na jakiekolwiek emocje. Dopiero Thea, jej gładkie miedziane włosy, muzyczny talent i wyobrażona przez tajnego agenta wrażliwość przywróciły go do świata uczuć. Zabrały go jednak tym samym  kilku innym osobom.

Nie zdradzając zbyt wiele z fabuły, nie czyniąc złego lekturze, dopowiem, że właśnie ta czterokątna budowa, misternie przeplatane nitki i sznurki robią tu – oprócz samej fabuły – najlepsze wrażenie. Zresztą nie tylko umiejętność łączenia wątków jest tu ciekawa. Ale również to, jak w opisaną innymi słowami i z innej strony historię, Tammuz umie wpleść identyczne zdania, osiągając zupełnie inny rezultat – inny nastrój, inne wnioski, inną ocenę zdarzeń. W dalszej kolejności ciekawe jest, jak podobnymi biografiami wszystkich trzech męskich bohaterów Tammuz steruje tak, że otrzymuje podobne, jednak różniące się odcieniem i efektem losy. Panowie – mający niemal taki sam start, podobnie wymagających ojców, pochodzenie, wykształcenie i charakter – podejmują tylko w jednym momencie inne decyzje, zmieniając tym samym wszystko doszczętnie. Swoista zabawa puzzlami czy raczej – splotami nici.

Nie poznajemy bezpośredniej relacji postaci centralnej, czyli Thei. Jej postawę obserwujemy, tak jak trzej mężczyźni, z zewnątrz, na podstawie jej reakcji. Cieszę się, że nie ma części piątej książki, że nie mamy przesytu informacji, że jest przestrzeń do domysłów.

Styl jest prosty, słownictwo wyważone, nie mówiące ani więcej, ani mniej, ale dokładnie tyle, ile trzeba, by przykuć uwagę. Żadne słowo nie jest zbędne, każdy wyraz dopasowany pod każdym względem. Elegancka, przemyślana konstrukcja, jak labirynt, by znów do niego powrócić, jak trzymanie nitki prowadzącej do Minotaura, by go znów nadużyć.

Powieść „Minotaur” hebrajskiego pisarza Benjamina Tammuza została uznana przez Grahama Greene’a za najlepszą w 1981 roku w Anglii. W roku 2011 w Polsce ma szansę spodobać się wszystkim romantykom i tym, którzy smakują w światowej literaturze.

(Z ciekawostek: dziś w niewielkiej kamienicy, w której mieszkał Tammuz, mieszka inny izraelski pisarz, Etgar Keret. Myślicie, że to przypadek czy raczej że Keret zabiegał o mieszkanie w tym samym miejscu? Obie wersje całkiem prawdopodobne.)

 

Benjamin Tammuz, Minotaur
przeł. Michał Sobelman
Wyd. Claroscuro, Warszawa 2010

Reklamy

9 myśli na temat “Romantyk w labiryncie

    1. mnie też GG właśnie przekonał.

      [krzycz od razu, gdy denerwuje – szukam mniej typowej, ale jednak przede wszystkim lekkiej dla oka, stąd –> powrót]

  1. co to się porobiło

    ani Grahama Greena już nie ma, odszedł (równie bezpowrotnie) świat w którym pisano listy.
    poza inteligentnymi kobietami czytającymi (jeśli wierzyć Chwinowi) nikt już literatury nie czyta.

    Armaggeddon. ;)

    P.S. Dziękuję, sam bym pewnie nie znalazł.

    1. Telemachu, większość stron pierwszej części to korespondencja – całkiem współczesna, na ile można się domyślać z niedopowiedzeń autora. Polecam raz jeszcze.
      Chciałabym, aby listy powróciły, zwłaszcza takie, jakie pisze Tammuz (i nie tylko ze względu na papier i maszynopis).

      PS Obiecuję zatem nie kombinować w najbliższym czasie z typografią. Niech już taka zostanie.

    1. To jakiegoś speca muszę znaleźć! Trudno o zmiany „na dużo lepsze” na wordpressie z mojego punktu widzenia ;) A mnie już się bardziej niż opatrzyła.

      Cóż, zacytuję ojca mojego przyjaciela: na razie tak.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s