„Smużki medytacyjnej paniki”

„Upał, przestrzeń, bezruch, dal” (s. 23).

To słowa kluczowe dla opisania atmosfery książki Dona DeLillo „Punkt omega”. W nich zapisana jest cisza, samotność, pustka i kosmiczna odległość, która czasem narzuca się jak rów pomiędzy ludźmi, próbującymi się porozumieć. A czasem – jak w przypadku bohaterów tej powieści – niespodziewane, przykre wypadki sprawiają, że zabraknie wysiłku porozumienia i właśnie wtedy ono pojawi się, w milczeniu wymazując dotychczasowe bariery i granice.

„Punkt omega” to szesnasta powieść amerykańskiego pisarza, Dona DeLillo. Historię buduje tu on z trzech części. Akcja dwóch, otwierającej i zamykającej, toczy się w sali galerii z instalacją, polegającą na maksymalnym rozciągnięciu filmu Hitchcocka Psychoza. Przez sześć dni z rzędu ogląda go anonimowy mężczyzna, z fascynacją analizujący najdrobniejsze szczegóły, które to zwolnione tempo uwypukla.

„Surową grozę starego dreszczowca podporządkowano czasowi. Jak długo musiałby tak stać, ile tygodni lub miesięcy, zanim jego własny układ czasowy roztopiłby się w układzie czasowym filmu – a może ta przemiana już się zaczęła?” (s. 12)

– zastanawia się nieznajomy.

Jego konstatacje byłyby bezbarwne, gdyby nie umieszczeni pośrodku niczego, pośrodku bezkresnej przestrzeni, skwaru i pustyni, młody reżyser Jim Finley i 73-letni uczony, Richard Elster, którego ten pierwszy próbuje przez kilka tygodni bezskutecznie przekonać do wystąpienia w filmie. Ich rozmowy, ich zawieszenie, ich uzupełniająca się inność są niekończącą się dyskusją o świecie, o dokonanych wyborach, o przekonaniach. Wszystko ulega zmianie, gdy do tych dwóch jakby ujętych w nawias dołącza córka Elstera, Jessie. Ich pustelnia przestaje być azylem najpierw dlatego, że Jessie się pojawia, a później dlatego, że dziewczyna znika.

Jednostajna linia emocji szybuje w górę, stawia w pionie, w pełnej gotowości i w bezsilnym oczekiwaniu dwóch mężczyzn. Wcześniejsze pełne milczenie staje się pustą ciszą, a

„Wszystkie podniosłe tematy [Elstera.] zlały się w jeden ściśle umiejscowiony ból, skupiły wokół jednego ciała, które może było gdzieś tam, na pustyni, a może nie”. (s. 97)

Coraz puściej, coraz samotniej jest w tym świecie. Znikąd wsparcia. A pustynna izolacja, dotąd zachwycająca (jak u Stasiuka), teraz tylko pogłębia poczucie nicości i wszechdali postaci – cieni ludzi, którymi kiedyś byli.

Każde słowo jest w „Punkcie omega” nasycone sensem, pełne, krwiste, ale subtelne. Nie do zastąpienia, jak ukochana osoba, która odeszła lub zaginęła. Tnące pamięć, systematycznie i bez zapowiedzi, jak niepokojący sen, w którym nic nie dzieje się tak, jakbyśmy chcieli, wywołując w nas całkiem dzienne lęki, przywołując całkiem ciemne, mroczne

„widmowe ptactwo jadące na grzbiecie nocy, dziwniejsze niż sny” (s. 115)


Don DeLillo, Punkt omega (oryg. Point Omega)
przeł. Michał Kłobukowski
Wyd. Noir sur Blanc, Warszawa 2011

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s