Pogarda

Wszystko miało pójść jak z płatka: dostał zlecenie na napisanie scenariusza i mógł kupić upragnione przez Emilię mieszkanie. Nie jest to co prawda zgodna z jego aspiracjami praca w teatrze, ale od biedy ujdzie – wszystko byle uczynić żonę szczęśliwą.

W „Pogardzie” Alberta Moravii to oczywiste szczęście rozpada się jak domek z kart, zdmuchnięte ledwo wyczuwalną wrogością i niechęcią, którą narrator zaczyna odczuwać ze strony swojej żony, Emilii. Pozornie bez powodu. Podskórnie czujemy jednak, że powód i to dobry, znajdzie się. Jaki? Co się stało? Dlaczego przestała go kochać? Skąd ten chłód? Przez kilkadziesiąt stron mąż próbuje wydrzeć z Emilii prawdę i zmienić jej stosunek do siebie. Im bardziej się jednak stara, tym bardziej szkodzi ich relacjom.

Odczuwamy żal. Odczuwamy niechęć. A przede wszystkim – tę upartą, gorliwą u zapalonych czytelników ciekawość.

Niedługa ta książka, wydana po raz pierwszy w 1954 roku w Mediolanie, to prosta i elegancka proza, jedna z tych klasycznych form, które przy użyciu nieskomplikowanych zdań i jasnych błyskotliwych sformułowań, co pewien czas ozdabianych bardziej zmysłowym, barwnym opisem, opowiada pełną napięcia historię. Moravia gra tu emocjami narratora, jego niepokojem, przeczuciami, rozpaczą i doprowadza nas do podobnego jemu cichego szału niewiedzy.

Wspaniałe jest to, jak od pierwszego zdania stopniowo punktowane jest i podbijane napięcie. Wiemy, że coś się stanie, ale nie spodziewamy się (oczywiście) co. Najlepsze jest to, że nie stosuje się tu żadnych specjalnych zabiegów i sztuczek: prawie brak dialogów, brak opisów, brak zdarzeń (kilka spinających historię). Cały zapis to psychologia, wglądanie w siebie bohatera, analityka swoich uczuć i postaw Emilii. Kątem oka, na tle Rzymu i Capri, dostrzega też innych – swojego szefa Battistę i reżysera Rheingolda – i ich też dyskretnie, od niechcenia odczytuje i komentuje.

Aż dziw bierze, że tyle stron zajęło temu domyślnemu, inteligentnemu mężczyźnie przejrzenie Emilii, przypomnienie sobie jej potrzeb i sposobu postrzegania świata, który wyniosła z domu.

I aż spokój ogarnia, że tyle czasu mu to zajęło, a historia ma idealnie pasujące domknięcie, że nigdzie Moravii nie powinęła się noga, że w żadnym akapicie nie poszedł na łatwiznę, nie zawiódł zwrotem akcji, słowem ani najdrobniejszym szczegółem.

To wspaniałe, że wciąż czekają na przeczytanie tak dobrze skonstruowane i napisane proste, eleganckie książki. Nad tym niemym, rozedrganym dramatem dyskretne bravo Moravia, bravo!


Alberto Moravia, Pogarda (oryg. Il disprezzo)
przeł. Zofia Ernstowa
wyd. Czytelnik, Warszawa 2005

Reklamy

5 uwag do wpisu “Pogarda

  1. no fakt, jest jeszcze wielu wielkich włoskich ale ja Moravie jakos ukochałam szczególnie, może dlatego, że z jego Gli Indifferenti zmierzałam się po raz pierwszy w oryginale na egzaminach.
    pozdrawiam

    1. Na pewno jedyny w swoim rodzaju, choć ja nie zmierzyłam się z nim na egzaminach ;) Pozdrawiam również!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s