Kreml bez lukru

Czechow, Dostojewski, Bułhakow i Nabokov. Cztery wielkie nazwiska, za którymi kryją się niezrównani pisarze rosyjscy, bez których może nigdy nie zaczęłabym pisać o czytaniu. Od pierwszych stron otwierającego „Cukrowy Kreml” opowiadania dołączył do nich Władimir Sorokin. Wydarzenie bez precedensu.

Dołączenie do tak znakomitego grona nie zdarza się nikomu zbyt często, bo też nie co dzień mamy do czynienia z takim odważnym, nieoglądającym się na nic talentem. Władimir Sorokin posiadł Czechowskie poczucie humoru i umiejętność momentami komicznego wczucia się w np. osobowość dziecka; Dostojewskie kaskadowanie napięcia rosnącego wraz z pokonywanymi przez postaci schodami (tymi tymi i taaakimi); Nabokovską zuchwałość w scenkach miłosno-erotycznych i gibkość w słowotwórstwie; wreszcie Bułhakowską fantazję wbudowaną w znane twarde i betonowe realia. Z tym że zamiast przemawiającego kota, mamy tu do czynienia z przemawiającym robotem, wyciągającym z metalowego brzucha kieliszek wódki.

Wszystko to jest tak na wskroś rosyjskie, tak dobrze czytającym rosyjską literaturę znane, że na moment można nawet zwątpić. Kiedy toczy się akcja? W XIX czy XX wieku? Do końca można by było wątpić, gdyby zechcieć ignorować wszystkie te „mądre maszyny” i „dalekogadaczki”, i inne akcesoria, w które wyposażeni są od najmłodszych lat bohaterowie poszczególnych opowiadań (ich akcja toczy się, notabene, w 2028 roku). Staroświeckie nazwy są tylko kolejnym kamuflażem, mającym nas zmylić w pierwszej ocenie i następnym – po fabule i przerysowanych nieraz postaciach – dowodem na drwinę, napiętą i nasączoną jadem linkę, którą przeciąga przez wszystkie swoje historie rosyjski pisarz.

Drwina, kpina, absurd, śmiech – za śmiałe i prześmiewcze podejście do rosyjskiej władzy, polityki i realiów Sorokin został przez popierającą Władimira Putina organizację „Idący Razem” uznany za twórcę „pornograficznego” i skierowano przeciw niemu sprawę do prokuratury. Jednak w opowiadaniach Sorokina pobrzmiewa też zdumienie i widać zastanowienie – przyjmowaną ze śmiechem zgrozę – w jakim kierunku zmierza Rosja: jak będzie się tu żyć za 20 lat, jak będzie wyglądać władza, jak codzienność zwykłych ludzi, czy wszyscy będą znać język chiński, itp.

Tym bardziej dotkliwa jest ta spisana przez Sorokina futurologiczna wizja, że właściwie w przedstawionej przez niego Rosji nic się nie zmienia. Jednopokojowe mieszkanie, w którym mieszkają trzy pokolenia – nie dziwią. Woda gotowana w samowarze – norma. Kolejki po każdy najmniejszy produkt spożywczy, z niewiedzą, po co się właściwie stoi, ale lepiej stać, bo nie wiadomo kiedy znowu to rzucą – znamy. Tortury. Agenci. Obozy pracy. Rosyjska wizja nie zmienia się. Te same opowiadania mógłby napisać Czechow czy Dostojewski – i w obu wersjach „czasowych” byłyby/są równie wiarygodne. To odczucie pogłębia jeszcze język, którym mówią dzieci, ich rodzice, przechodnie, stojący w kolejce i w którym do siebie piszą rozdzielone całym krajem siostry – język przerysowany, na wskroś archaiczny, dawny i przebrzmiały, tym większym echem się w nas odbijający.

Nic się w Rosji nie zmieniło – przybyło tylko nowoczesnej techniki, maszyn wyalgorytmowanych do ostrzejszego traktowania wiarołomnych i … cukrowych Kremli, które dzieci dostają od kochanego władcy raz do roku, by podzielić się nimi na szczęście z całą rodziną.

Rosja taka sama – to nieznośne. Poziom rosyjskiej literatury ten sam – powalające.

Władimir Sorokin, Cukrowy Kreml (oryg.  Sacharnyj Krieml)
przeł. Agnieszka Lubomira Piotrowska
Wyd. W.A.B., Warszawa 2011

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s