Design książek

Nie oceniaj książki po okładce – zwykło się mawiać, poniekąd słusznie. Piszę „zwykło”, gdyż coraz częściej porzucamy tę postawę i przychylniejszym okiem spoglądamy na ciekawie wydane książki.

Już nie gładkie, jednokolorowe tła dla standardowej czcionki. Już niekoniecznie głowa autora w aureoli z regału. Już nie paginacja w dolnym zewnętrznym rogu. Coraz więcej wydawnictw wabi nas nie tylko dobrymi tytułami, ale również atrakcyjnym łamaniem drukarskich zasad.

Preludium ładności

Przedsmaku narobiły mi książki wydawane przez nieumiarkowane w estetyzowaniu prozy wydawnictwo Karakter. „O fotografii” Susan Sontag musiałabym mieć, nawet zakładając, że fotografią w ogóle się nie interesuję, a o amerykańskiej pisarce nie słyszałam wcześniej ani słowa. Faktura okładki, nietypowy format, seledynowo-turkusowy kolor przełamany białą rybią łuską, a w środku intensywnie różowa niespodzianka. No i ta typografia. Przez tydzień od przyniesienia książki do domu przeszukiwałam Internet licząc na to, że gdzieś kupię tę czcionkę, załaduję, użyję, przywłaszczę sobie. Na próżno.

 

Błysk różu | Fot.: Zygmunt fotografia, źródło: http://300mm.blox.pl/

Zresztą nie tylko „O fotografii” tak się Karakterowi udało. Widać, że tu nie chodzi tylko o wydawanie tego, co im się podoba, ale też tak, jak im się podoba.

W regiony sympatii i podobania wkroczyła też cicho, niepewnie książka opublikowana przez korporację Ha!art, „Niepokój” Ryszarda Aptego zespolony nierozerwalnie z „Niedokończoną powieścią” stworzoną przez Piotra Głuchowskiego i Marcina Kowalskiego. Za powabnie skromną przyczynę do publikacji robi tu brulion. Jego niepozorna, lecz całkowicie uzasadniona zgniło zielonkawa oprawa. Właśnie w takiej starej tietradzi znaleziono po kilkudziesięciu latach autentyczne rysunki Ryszarda Aptego. Mógł ha!art wydać książkę z paroma ilustracjami w środku i tyle. Zamiast tego tańszego chwytu (w imię sławionego „wszystko, co się nie opłaca”), zastosował o wiele ciekawszy: dał nam do ręki brulion w formie przypominającej ten faktycznie odnaleziony, z plikiem kartek i rysunków wewnątrz, z zachowaniem charakteru pisma młodego Aptego. Jak już pisałam w recenzji, współczyni z nas to odkrywcę talentu – i dobudowuje historię jak osnowę, jak niewidzialny kokon dla wrażliwszego odbioru tej smutnej historii. Choć jest w tym zabieg promocyjny, to jednak wykraczający poza typowe growing marketing bullshit, z domieszką autentyczności, prawdy w rozmytym konturze.

 

Odkrywanie talentu Aptego. | Fot. Marcin Hernas, źródło: e-splot.pl

Ekstaza św. mola

Wreszcie „Gentlemani”, przy lekturze których zrodził się pomysł na napisanie tego tekstu. Książka na poły beletrystyczna, na poły sensacyjna. Sensacja – choć nie ta przewidziana przez autora książki, Klasa Östergrena, lecz zaprojektowana przez Zuzannę Łazarewicz z DodoDesign – rozpoczyna się już przy pierwszym zetknięciu palców z okładką: niespodziewane starcie z szorstko-gładką fakturą. Intensywna czerwień perfekcyjnie kontruje białe i czarne litery, z których składa się tytuł – w tym przypadku przebiegle rozciągnięte na dwie linijki słowo. Nie koniec na tych estetyzujących doświadczeniach wzrokowo-dotykowych. Jakby tego było mało, kiedy już nasycimy oczy bogatym, tęgim kolorem, okazuje się, że znajduje się tam również początek książki. Fenomenalne zagranie. Fenomenalne z mojej perspektywy, niekoniecznie ze strony moich zleceniodawców, bo akcja zawiązana już na okładce podpełza niecierpliwie, sama wchodzi w oczy i już nic nie może nas powstrzymać – a już na pewno nie tak błaha sprawa jak jakiś deadline – od tego, aby przeskoczyć do środka. Żadnych stron tytułowych, żadnych okładek wewnętrznych. Tylko proza. Równie intensywna co czerwień.

Liczy się też grzbiet – pręży się z regału, to on ostatecznie przyciąga wzrok, kiedy książka odpoczywa, przeczytana lub przebywając pod czujnym znakiem zakładki. Zewnętrzne szycie, efekt na kształt trzciny (myślącej?), a na nim jedno proste słowo – kluczowe – nazwisko autora. O tym, że szyte książki to komfort czytania na najwyższym poziomie wie każdy, pardon, mol książkowy. Szyta książka nie rozwala się, nie rozrywa, nie rozpoławia się ostatecznie. Szyta książka, otwarta w dowolnym miejscu, gładko rozkłada ramiona, z gościnnym oczekiwaniem witając czytelnika.  Szycie to wielki przyjaciel czytelnika, zwłaszcza tak grubej powieści jak „Gentlemani”.

 

Lepszy drapieżny grzbiet czy sprytna okładka?

I te wszystkie detale, i rozwiązania, które smakuje się w trakcie czytania. Boczna paginacja odkreślona czarną kreską, tworzącą kolejną – na zewnątrz, po zamknięciu książki. Jakby ktoś ją od niechcenia namalował. Gdy byłam mała, na nudnej lekcji zabazgrałam wszystkie rysunki w elementarzu na czarno. Później okropnie żałowałam, płacząc i skarżąc sama na siebie rodzicom. Dlaczego? Nie wiem; dziś mi się ten postępek podoba, z akceptacją kiwam nad nim głową. Teraz prostota tej czarnej linii przywołuje to zapomniane wspomnienie. I tym bardziej czerń ta satysfakcjonuje mnie, książkowego sybarytę. Jest jak błyskawiczny zamek skuwający książkę.

Równie sprytnie potraktowano mapę w tym swoistym przewodniku po Sztokholmie. Spryt tkwi w legendzie, która odwołując się do punktów na planie miasta, od razu przenosi nas na odpowiednią stronę (znów magia tej bocznej paginacji) w książce, gdzie dane miejsce Klas Östergren przywołał po raz pierwszy.

Gdyby nie fakt, że „Gentlemani” to sama w sobie dobra książka, chciałabym ją mieć w domu tylko po to, by od czasu do czasu pogładzić jej grzbiet. Chore? Nie tak jak krojenie ofiar w drobne kostki i smażenie ich na patelni. Egzaltowane? Nieszkodliwie. Zresztą kogo to obchodzi, gdy ma się do dyspozycji 10 zapasowych powieści na wypadek, gdyby wszyscy przyjaciele z fochem odeszli. Ale nie odejdą. O nie. Zbytnio czają się na „Gentlemanów” i co tam mam jeszcze na półkach…

 

Reklamy

20 uwag do wpisu “Design książek

  1. Świetnie to napisałaś :) Karakter szybko wyszedł na designerskie prowadzenie, DodoEditor depcze mu po piętach, na podium wrzuciłbym jeszcze WBPiCAK. Skrót to nieszczęsny, prawdziwy łamacz języka, ale okładki projektowane przez Piotra Zdanowicza są przednie.

    1. Owszem, okładki WBPiCAK również mi się podobają. Brak w tekście mogę tłumaczyć tylko tym, że żadna nie wpadła mi w oko, gdy zabrałam się za pisanie tekstu.

  2. „Karakter”, a właściwie odpowiedzialny tam za design Przemek Dębowski, daje radę. Sam nie zwracam szczególnej uwagi na wygląd książek, ale „”Ajatollah śmie wątpić” Majda był nie do przegapienia.

    1. Wiadomo, okładki nie są najważniejsze. Wybierając książkę, nie kieruję się ich wyglądem. Są jednak ładną wartością dodaną.

  3. Oj, oceniamy książki po okładkach, oceniamy. Tego się nie da uniknąć. Jestem właśnie po lektuze „Gentlemanów” i pierwsze wrażenie także w moim przypadku dotyczyło okładki. Jest zjawiskowa i wielce innowacyjna. Przesuwałam sobie podczas lektury palcami po grzbiecie (mam przeczucie, że nawoskowanym lekko) i sam grzbiet stanowił konkurencję dla piórek, które zwykle podczas czytania w domu miętoszę w poduszce. Konkurencja dla piór – dla mnie to znaczy BARDZO wiele.
    Kiedyś popełniłam notkę na temat samych okładek, gdzie pokazałam te, które bardzo mi się podobają i wymieniłam plusy i minusy designu. W każdym razie niezmiernie sobie cenię dbałość wydawcy o stronę wizualną i uprzyjemnienie lekury piękną i/lub ciekawą, przyciągającą wzrok okładką.
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

    1. Konkurencja dla piórek – wszystko rozumiem! U mnie gładzenie zastąpiło trzymanie kolejnych filiżanek z herbatami. Zwierzę się jednak, że brakowało mi przez to trzeciej ręki…
      Jak wrażenia po lekturze „Gentlemanów”? Wyglądam Twojej opinii.

      1. Really useful article. Just developing my freelance business (similar background to Chris above) and had wondered whether to do the blog bit on my self-hosted WordPress site or using blogger. I have found in the past that Google picks up Blogger posts more readily than a self-hosted site, which can make a difference if your business is reliant in being &#d226;foun8᾵ on Google.

  4. Asiu, wrażenia są bardzo dobre. Z wydawnictwem umówiłam się na recenzję w Archipelagu wiosennym, więc jeszcze troszkę będziesz musiała poczekać na moją dokładniejszą opinię.

  5. Oj, oceniamy książkę po okładce, po użytej czcionce (czy też obecnie foncie, w dobie składu komputerowego), po wiszących spójnikach, zbyt wąskich marginesach itp itd. Niedawno sami wydaliśmy książkę i wrażenia estetyczne były ex equo na pierwszym miejscu z jakością tekstu ;)
    Do sprawdzenia, jaki font został użyty sprawdza się strona http://new.myfonts.com/WhatTheFont/, należy zeskanować fragment tekstu, oznaczyć jaka literka jest jaką i zazwyczaj udaje się nazwę fontu odnaleźć.

    1. Bastetio, nazwę czcionki (a nawet fontu!) znam, tylko niestety nigdzie jej nie można kupić. Nazywa się, o ile pamięć mnie nie myli, bo niestety nie mam książki pod ręką, Malaga.

  6. Co mnie nieco zaskakuje, to fakt, że polscy wydawcy rzadko kiedy piszą, jakiego fontu/jakiej czcionki używali. W książkach wydawanych w Wielkiej Brytanii od jakiegoś czasu to norma, że jest notka o użytym foncie i czasem nawet króciutka jego historia. Bardzo mi się to podoba, nawet jak nieszczególnie mnie samą to interesuje.

    1. To dobry zwyczaj, w polskich książkach jeszcze go nie zauważyłam. Co najwyżej pojawia się nazwa czcionki i nazwisko twórcy. Szkoda. Jeśli to nie jest standardowa typografia, to najczęściej interesuje mnie, jak się nazywa, kto ją wymyślił i co planował tworząc ją.

  7. umieszczanie notki o kroju nie ma najmniejszego sensu. wystarczy wrzucić nazwę w google i pojawi się strona – jeśli nie twórcy, to przynajmniej sklepu internetowego, gdzie znaleźć można obszerne opisy intencji twórcy etc. natomiast pełna zgoda – dobrym zwyczajem byłoby umieszczenie w kolofonach informacji o użytych krojach. niestety projekt i skład wnętrz książek (paradoksalnie) coraz mniejsza liczba wydawców uznaje za byt odrębny, powierzając ich wykonanie raczej bezimiennym firmom niż osobom z krwi i kości, podpisanym nazwiskiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s