Berlin – miasto z kamienia

Marthe Műller jedzie pociągiem do Berlina, dokąd ucieka z rodzinnego domu, poszukując pomysłu na swoje życie. W przedziale poznaje dziennikarza, Kurta Severinga. Jest rok 1928 i głównym tematem wszystkich rozmów jest zbrojenie i nasilający się ruch robotniczy. Tych dwoje połączy jednak znacznie więcej.

 

Berlin wita.

„Berlin. Miasto kamieni” Jasona Lutesa to nie romans, ale przede wszystkim komiks historyczny, uplastyczniający realia życia zwyczajnych Niemców różnych klas społecznych w 10 lat po zakończeniu I wojny światowej. Galeria bohaterów obejmuje nieśmiałą i wrażliwą rysowniczkę Marthe, sceptycznego dziennikarza wystukującego na maszynie kolejne artykuły o ruchu robotniczym, samotną matkę i nastoletniego żydowskiego chłopca. Dobór postaci tak ogólny, że może aż nazbyt oczywisty, jednak w trakcie czytania nie zwraca się na to specjalnej uwagi.

 

Severing piszący. Dla odmiany.

Wszystkich bohaterów, podglądanych przez okna ich domów i podpatrywanych zza ramienia, gdy przetwarzają słowem i obrazem swoją teraźniejszość w przeszłość, łączy moment zmian w ich życiu. Marthe traci uprzywilejowaną pozycję i z dnia na dzień staje się biedna – bardzo na dodatek nieporadna w swym nowym niedostatku i nieumiejąca dostosować się do nowej sytuacji. Cyniczniejący w miarę zapisywanych kartek i widzianych przemian reporter Severing bez zapału opisuje kolejne wydarzenia i obserwuje wolty w poglądach przyjaciół i znajomych. Wyrzucona z domu przez męża Gudrun chce jak najlepiej dla swoich dzieci – poszukując bezpieczeństwa, trafia w sam środek ryzykownych rozgrywek między robotnikami a rządem.

Z czarno-białych plansz wyłania się miasto – zgiełkliwe, taranujące niezdecydowanych i dyktujące twarde warunki swoim mieszkańcom. Słyszy się tu niespotykaną kakofonię dźwięków: drynda tramwaj, stukoczą maszyny do pisania na ulicy pisarzy, dziennikarzy i „wolnych strzelców piszących dla reklamy”, a w pogodne dni niesie się muzyka z radia słuchanego przez sąsiadów. Miasto żyje. Turkocze życiem.

 

Berlin terkocze, drynda i dyszy.

Jason Lutes osiągnął mistrzostwo w dwóch sztuczkach: impresjach o dźwięczącym mieście i jego mieszkańcach oraz w płynnym kojarzeniu prowadzącym nas od jednej postaci do drugiej. Podobały mi się te zmiany perspektyw, które miłośnicy prozy Woolf również rozpoznają: mijamy się, słyszymy myśli jednej i drugiej osoby, niezauważenie zmienia się sposób patrzenia, jego kierunek, nastrój, kluczenie myśli i mylenie kroków.

Wszystko to sprawia, że od „Berlina” trudno się oderwać. Ciekawe, czy ktoś kiedyś porwie się na miejski komiks z planem rozciągniętym na, dajmy na to, Poznań?

Jason Lutes, Berlin. Miasto kamieni (oryg. Berlin – City of Stones)
przeł. Wojciech Góralczyk
Kultura gniewu, Warszawa 2008

Advertisements

7 uwag do wpisu “Berlin – miasto z kamienia

  1. Brzmi świetnie, uwielbiam komiksy historyczne. Jestem wielbicielką Jacquesa Tardi’ego i jego rekonstrukcji Paryża, Jasona Lutesa muszę sobie wpisać na listę.

  2. ocj,, jaki piekny komiks! niezwykle interesujacy okres czas w berlinie – znany z fabiana kästnera i fassbinderowskiego berlin-alexanderplatz. nawet w czasie NRD istnialy cale dzielnice „jak przed wojna”. super, ze ktos sie pokusil na graficzne odwzorowanie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s