Historia białej róży

Moment przełomowy w życiu redaktora: wstawia jedno „nie” i przeistacza się w pisarza. Kilka białych róż, bezpański pies, pewna książka i para redaktorów. „Historia oblężenia Lizbony” José Saramago

Raimundo Silva mieszka w kamieniczce przy lizbońskim zamku i pracuje w domu. Zdalnie redaguje podsyłane mu przez wydawnictwo książki. Co rano je tosty z masłem, a codzienną fasolówkę na obiad szykuje mu gosposia. Monotonię powtarzalnych dni przerywa z nie wiadomo skąd przychodzący impuls: redaktor wstawia „nie” i tworzy nową prawdę historyczną. Nagle całe życie redaktora jest przeredagowywane: zmienia się forma jego pracy, szef, rytm dni, postrzeganie siebie, ludzi i rzeczy. Zakochuje się. Pozwala odrosnąć siwym, dotąd farbowanym włosom i prawdziwemu sobie – którym kiedyś Raimundo był lub którym nigdy nie miał odwagi być.

Przenosi pracę z gabinetu do sypialni. Kupuje białe róże. Wychodzi na obiad do kawiarni. Karmi nieznanego psa. Szwenda się po zamku. Dowiaduje się, że słowa, sceny i obrazy, które ostatecznie jawią się mu w poprawianych książkach jako skrystalizowane, kiedyś musiały powstać w czyjejś głowie i nie był to wcale taki prosty trik. Inna perspektywa – z pozoru drobna różnica – a przewraca wszystko do góry nogami.

Wspaniałe w prozie Saramago jest to, że dzięki jej eleganckiemu ponad wszystko stylowi, rytmowi przeplatających się zdań i wątków oraz rozplątywaniu się akapitów w większy sens, można się całkiem zatracić w lekturze tej skądinąd skomplikowanej w budowie książki. „Historia…” bowiem to rzecz na co najmniej trzy tematy, by zwrócić uwagę tylko na te kluczowe. Przede wszystkim to opowieść o samotnym redaktorze, wyjątkowo rozumianej wolności słowa i rodzeniu się twórcy. Dalej jest to love story, które jest jak cud nawet dla czytelnika: przecież byłaby z tego świetna powieść nawet gdyby została pozbawiona tego wątku. Pewnie również dlatego, że ma jeszcze trzeci trzon, który tworzy pisana od nowa przez Raimundo historia oblężenia Lizbony i będąca sama w sobie wartkim opowiadaniem, tym żywszym w odbiorze, że uczestniczymy w jego powstawaniu.

„Historia …” nieodwracalnie stała mi się bliska z kolejnych – nie, nie trzech – dwóch powodów. Po pierwsze, Raimundo i ja mamy wiele wspólnego, by posilić się chociażby tym znakomitym opisem dzielonych przez nas redakcyjnych losów:

„Redaktor ma tę wybitną zdolność dzielenia uwagi, rysuje deleatur albo wstawia bezdyskusyjny przecinek, a jednocześnie, proszę o zaakceptowanie neologizmu, heteronimizuje się, potrafi podążać szlakiem wytyczonym przez obraz, porównanie, metaforę, nierzadko prosty dźwięk słowa powtórzonego po cichu prowadzi go, przez skojarzenie, do stworzenia polifonicznych konstrukcji słownych, przemieniających jego mały gabinet w przestrzeń rozmnożoną sama sobą, nawet jeśli bardzo trudno wyjaśnić, przełożyć na język potoczny, cóż takiego miałoby to znaczyć”. /s. 21-22

Dodam jeszcze, że oboje lubimy tosty o poranku i podobnie się nimi delektujemy (choć siebie śniadającą widzę raczej w stylu ramówki Dextera, tak od 47 sekundy zaczynając). Wspomnę, że i Raimundo, i ja mamy ten sam „higieniczny nawyk udzielania sobie wolnego dnia”, kiedy kończymy zlecenie.

Dość jednak o odkrywaniu siebie poprzez bohatera książki – lepiej skupmy się na Lizbonie, która jest drugim powodem, dla którego „Historia…” stała mi się bliska. Saramago swoim idealnie zdystansowanym i idealnie subtelnym sposobem pisania  funduje nam wycieczkę po górującym nad miastem zamku, po okolicznych stromych uliczkach i nad Tag, a na dodatek wtajemnicza nas, ignorantów, w początkowe dzieje Portugalii. I robi to momentami zabawnie, zawsze barwnie i nigdy jednotorowo.

Warto czytać portugalskiego noblistę. Choćby tylko dla wyszperania dla siebie trafnych obserwacji. Dla mnie taką jest:

„patrzy się raz, za drugim razem się nie patrzy, a za trzecim już nikt nie zwraca uwagi” / s. 209

Pocieszająca, ale z drugim dnem. Jak cała „Historia oblężenia Lizbony”.

Książka „Historia oblężenia Lizbony” udostępniona do recenzji przez księgarnię Matras.

José Saramago, Historia oblężenia Lizbony (oryg. História do Cerco de Lisboa)
przeł. Wojciech Charchalis
Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2010

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Historia białej róży

  1. Ja właśnie za sprawą tej książki stałam się tym, kim jestem – redaktorem. I tak już zostało. Swoją odwagą zmian ów bohater natchnął i mnie. ;-) Ta książka jest dla mnie jak magia: olśniewa stylem, pomysłem na fabułę, prostotą i złożonością zarazem. Rewelacja. Kwintesencja. Magia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s