Ranking przeczytanych w 2010

Kontynuując rozpoczętą w zeszłym roku tradycję, wybrałam dwunastkę książek – najlepszych, jakie przeczytałam w przeciągu minionych 365 dni.

DLACZEGO 12?

Dwanaście, ponieważ właśnie tyle miesięcy ma rok. Tak się przyjęło. Starożytni to wymyślili. Mnie się ten podział podoba.

Dalej: dwanaście, bo dwunastu było apostołów. Parafrazując zawsze mnie inspirującą Orianę Fallaci: chociaż mam poglądy ateistki, jestem osadzona w kulturze chrześcijańskiej – ergo liczba 12 jest dla mnie symboliczna, przekrojowa, ważna.

I po raz trzeci: dwanaście, gdyż tworząc to subiektywne zestawienie, mam świadomość, że na wybór poniższych książek – na sposób ich odbioru i pozostawiony przez nie powidok – miały wpływ pory roku, atmosfera miesiąca, kolory, nastroje, które mijając utrwaliły się w moich czytelniczych wrażeniach. I tak np. doświadczenia ze stycznia, ówczesne depresyjne mrozy i zaspy śnieżne oblepiające poznańskie ulice, najlepiej wpisały się w lekturę „Chamowa” Mirona Białoszewskiego. Nie tylko jest to genialna książka, która inspirowała mnie przez następnych kilka miesięcy z racji wybornych dialogów, tempa narracji i klimatu miejskiej włóczęgi, ale też stanowi pewne odwzorowanie podejmowanych wtedy decyzji i nastawienia wobec świata.

Kogo to obchodzi. Pozostawiając te prywatne dylematy w tyle lub tle, zapraszam do konkretów:

ZNAKOMITA DWUNASTKA

  1. Chamowo, Miron Białoszewski – styczeń
  2. Oko świata. Od Konstantynopola do Stambułu, Max Cegielski – luty
  3. The Door, Magda Szabó – marzec
  4. Sceny z życia wiejskiego, Amos Oz – kwiecień
  5. Helter Skelter, Vince Bugliosi i Curt Gentry – maj
  6. Dziennik rumowy, Hunter S. Thompson – czerwiec
  7. Lunatyczna kraina, Mia Couto – lipiec
  8. Pod skórą. Autobiogafia do roku 1949, Doris Lessing – sierpień
  9. Znak wodny, Josif Brodski – wrzesień
  10. Lato, John Maxwell Coetzee – październik
  11. Dno oka, Wojciech Nowicki – listopad
  12. Japonia widziana oczami 20 autorów – grudzień

ALE DLACZEGO?

Sama lista nie wystarcza. Linki do recenzji nie wystarczają. Wiem o tym, dlatego przecieram szlak moich recenzenckich impresji. Dlaczego te, a nie inne?

Wybór „Chamowa” wyjaśniłam już częściowo we wcześniejszym akapicie. Inspirujące, świeże spojrzenie na przeprowadzkę, mieszkanie w mrówkowcu, spotykanych ludzi, szukanie tematu, wreszcie styl życia freelancera – którym Miron był, choć pewnie o tym nie wiedział.

„Oko świata” Maxa Cegielskiego zaprowadziło mnie w kilka miesięcy później do busa jadącego do Berlina, skąd odlatywał samolot do Stambułu. Nie we wszystkich obserwacjach zgadzam się z autorem, niektóre ubodły mnie swoją naiwnością czy raczej zamknięciem oczu na inne horyzonty. Fragmenty mnie zirytowały, np. bezapelacyjne negatywne nastawienie wobec Orhana Pamuka (poczynione w dużej mierze na zasadzie „bo tak”), który mimo wszystko wie na pewno o swoim rodzinnym mieście i kraju więcej niż przyjezdny. Wychodząc jednak poza te zgrzyty, uznaję „Oko…” za jeden z najlepszych reportaży, jakie przeczytałam w tym roku. A na pewno za najlepszy polski.

W marcu zamknęły się gdzieś „The Door” (polskie „Zamknięte drzwi”) Magdy Szabó.  Mocna proza, która długo siedziała mi w głowie, dzięki swojej prostocie, elegancji i niesamowitemu napięciu. Wciąż nie mogę jej rozgryźć. To mnie urzeka.

Kwietniowa aura sprzyjała marzeniom o wyjeździe z miasta, chęci izolacji i zawiązania koalicji z przyrodą. Pragnienie życia a la Andrzej Stasiuk (owce jako kosiarki trawnika, bezludzki krajobraz za progiem) wpasowało się idealnie w opowiadania zebrane w „Scenach z życia wiejskiego” Amosa Oza.

„Helter Skelter” za napięcie i dwutorową – na początku – narrację. „Dziennik rumowy” za świat zdegenerowanych dziennikarzy.

Z lipcem miałam problem. Trzy świetne książki – którą wybrać? „Lunatyczna kraina” Mia Couto najbardziej zapadła mi w pamięć. Oniryczna wędrówka, słowotwory o pięknych brzmieniach i głębokich sensach, piasek i stojący pośrodku niczego autobus. Jak połączenie letniego upału z chłodną pościelą i filmem „Into the Wild”.

O „Pod skórą. Autobiografii do roku 1949” Doris Lessing najbardziej ceniony przeze mnie recenzent Przekroju, Tadeusz Nyczek, napisał, że to już klasyk. Za Tadeuszem Nyczkiem przepisuję, podkreślam, bo zgadzam się. A jak już klasyk, to musi być w rankingu.

Wenecja – nie pojechałabym do niej w listopadzie, gdybym nie czytała o niej we wrześniu w „Znaku wodnym” Josifa Brodskiego.

j.m.coetzee to pisarz, którego cenię za styl, tematykę i klimat. Za to wszystko, co tak precyzyjnie gra w „Lecie”.

Rok 2010 przyniósł zainteresowanie fotografią – jednak nie tyle samym trzaskaniem zdjęć cyfrowych, tak niespontanicznym współcześnie, co esejami i literaturą analizującą obrazy uwiecznione za pomocą aparatu. Dlaczego robi się zdjęcia? Po co nam właściwie aparat? Skąd ten a nie inny wizerunek uchwycony? W jakim celu? Na te pytania szukam odpowiedzi. Nastrojowe, przemyślane w każdym detalu opowieści o fotografii napisane przez Wojciecha Nowickiego to niepowtarzalne doświadczenie. Czarno-białe, subtelne, silne. Trzeba uważać na każde słowo i każdy cień.

I ostatnia pozycja na liście: „Japonia widziana oczami 20 autorów”. Zbiór 20 komiksów o Japonii pisanych przez jej mieszkańców i obcokrajowców. Świetna jest cała książka, ale mam kilka ulubionych plansz. Więcej w recenzji, która pojawi się już wkrótce. Dodam jeszcze tylko, że „Japonia” znalazła się tu dlatego, że zaspokaja moją potrzebę inności, nowego doświadczenia. Wyróżnia się na tle formą, różnorodnością kreski. Szkoda, że nie umiem rysować.

Możliwe, że napisane jutro zestawienie najlepszych przeczytanych w 2010 roku wyglądałoby inaczej. Za co serdecznie przepraszam, zwłaszcza tych spośród Was, którzy dotrwali do tego słowa.

 

Reklamy

10 myśli na temat “Ranking przeczytanych w 2010

  1. Bardzo ciekawa lista, widzę wiele rzeczy, które sama chciałabym przeczytać.

    Kurcze, zastanawiam się nad tym Cegielskim, bo mogłabym to pożyczyć od brata, ale tak się właśnie boję wspomnianej krytyki Pamuka, którego, przynajmniej na razie, wielbię ;D że boję się, że mogłabym w jakimś akcie ostatecznym zniszczyć bratu książkę :P

    No i zazdroszczę tej Szabó. Muszę na nią zapolować na allegro.

    1. Z Cegielskim radzę mimo wszystko uważać (vide: słabość do Pamuka), a czym prędzej zapolować na Szabó, która każdej licytacji jest warta. Zwłaszcza we wspomnianych wyżej „Zamkniętych drzwiach”.

  2. Ciekawe podsumowanie, kilka z tych tytułów chiałabym przeczytać, zwłaszcza Szabó (mam kilka innych jej książek na półce) oraz Białoszewskiego.

  3. Szabó to i dla mnie to odkrycie tego roku.

    Piękno i elegancja w bezpretensjonalnej formie i języku. Poza genialnymi Świniobiciem i Zamkniętymi drzwiami absolutnie urzekł mnie Piłat i Tylko sam siebie możesz ofiarować (z naciskiem na ten pierwszy:)

    A Chamowo czeka w kolejce zaraz po Sarence (też – rzecz jasna – M. Szabó:-)

  4. Muszę gdzieś sobie zachomikować tę notkę. Póki co wybieram Chamowo, Szabo, Lunatyczną krainę, Lato i Japonię. Chociaż ślinka leci i na Oza, i na Brodskiego…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s