Afrykański równoważnik Budrewicza

Budrewiczowska wizja Afryki przypomina wyprawę śladami Stasia i Nel. Choć nie ma cech obiektywnego reportażu, jest dość ciekawą propozycją dla lubiących relacje z podróży o posmaku przygodowym.

„Równoleżnik zero” Olgierda Budrewicza powstał w latach 60. po wyprawie do Konga Léopoldville (dziś Demokratyczna Republika Konga / Kongo-Kinszasa), Konga Brazzaville (dziś Republika Konga), Burundi i Rwandy, ledwo wyzwolonych z oków kolonializmu. Polski reporter przygląda się sytuacji gospodarczej i politycznej w Léopoldville, spływa z polskim myśliwym Stachem Hemplem rzeką Ubungi uczestnicząc w polowaniu na krokodyle, by na koniec spotkać jowialnego Belga i poznać z nim wyjeżdżającego właśnie do kraju belgijskiego ambasadora.

Choć przedstawiana jako reportaż, książka zasługuje na miano relacji z wyprawy: odzwierciedla jedynie drogę, jaką przebył autor, a nie generalizujący obraz sytuacji. Fakty i „twarde” informacje są napisane w krótkich zdaniach i ich równoważnikach o encyklopedycznej treści, utrzymanych w klimacie niezadowolenia, nudy i chęci ucieczki. Jakby Budrewicza tak naprawdę nie interesowała sytuacja Afryki tuż po upadku kolonializmu, w momencie zbierania manatek przez ostatnich ambasadorów i tworzenia z bałaganu własnych prób rządów, lecz sama wyprawa, sam krajobraz i mieszkający tam ludzie.

O tym, że krajobraz jest ważny dla autora, świadczy również to, że nie mając do swojej dyspozycji żadnych przewodników, posiłkuje się wiadomościami pozyskanymi z lektury „Jądra ciemności” Josepha Conrada –  i są to głównie opisy przyrody. Dowodem na zainteresowanie samą drogą (wbrew licznym westchnieniom zmęczenia i krytyce „harcerskich warunków”) jest to, że opowieść nabiera rumieńców, gdy Budrewicz wyrusza w dzikie ostępy Afryki w towarzystwie Stacha Hempla, pochodzącego z Polski słynnego myśliwego. Choć trudno mi obdarzyć tego ostatniego sympatią, bo dla sportu zabił:

„3000 krokodyli

280 bawołów

19 słoni

15 hipopotamów

3 lwy

16 lampartów” / s. 22

nie sposób zaprzeczyć, że pozytywnie stymuluje relacjonującego. Narracja ożywa, rozpędza się, staje się barwna i wciąga. Książka staje się przygodową: są polowania na krokodyle, dzielny i nieustraszony Hempel przypominający Bosmana z przygód Tomka Alfreda Szklarskiego, poznanie Pigmejów, marsz przez dżunglę. Liczne zdjęcia okraszają historię i płynie się nią wartko zgodnie z kierunkiem nadanym przez wiozący bohaterów stateczek.

Jednak nawet rozwarte paszcze krokodyli ani ich wielkie cielska zwalane do statku przez Hempla, nie oderwały myśli Olgierda Budrewicza od Polski i Warszawy, które jawią się jako raj miodem i mlekiem płynący. Co i rusz Afryka nie przypomina ojczyzny autora, to znowu wolta i zakręt rzeki przeistacza się w jego wyobraźni w ulicę Marszałkowską. Okazuje się, że na każdym kroku w Kongo można spotkać Polaka (liczne wywiady z polskimi lekarzami mieszkającymi tutaj na stałe) i polskie produkty (koszule Wólczanki czy zapałki Made in Poland). Wszystko tu jest pomnożone przez polskie miasto, podzielone przez polską wieś spokojną.

Ta polskość w Afryce dość mocno uwiera w trakcie lektury. Ze względu jednak na czasy powstania książki patrzę na nią przez palce. Czego już jednak nie mogę przeboleć, jest nastawienie Budrewicza: wyjeżdża z prowincjonalnej, zamkniętej na świat Polski i trafia do barwnej, innej, fascynującej Afryki – a u niego brak jakiegokolwiek entuzjazmu.

Zamyka się też zupełnie na relacje czarnoskórych mieszkańców Konga. Zauważa ich tylko na łodzi i chyba wyłącznie dlatego, że Stach nadał im polskie imiona. Poza tym swoje spotkania i wywiady ogranicza do białych – głównie Belgów i w znacznej mierze Polaków. Może być to nawet i ciekawe, ale jak na człowieka, nazwanego „nestorem polskich podróżników i reporterów”, to trochę mało. Po tej zapowiedzi spodziewamy się spojrzenia pełniejszego i wnikliwszej analizy.

Ze wszech miar interesująca wydaje się za to epoka, jaką ukazuje – bardziej lub mniej „chcący” – Olgierd Budrewicz. Brak informacji na temat afrykańskich państw i warunków życia, który doprowadza do tego, że dziennikarz ma przy sobie krawat i garnitur, ale już okularów słonecznych i nakrycia głowy nie; ogromny ciężar nieporęcznej kamery, którą trudno mu z sobą taszczyć; czy takie oto prorocze wizje:

„(…) w Europie jesteśmy coraz bardziej bezbronni i pewnie zginiemy na polu technicznej chwały (dość przypomnieć egzamin maturalny, kiedy to u pewnego ucznia wykryto małą radiostację odbiorczo-nadawczą…)”. / s. 125

Reasumując, książka oferuje ciekawe spojrzenie na afrykańską podróż w latach 60, kiedy podróże jeszcze nie były tak powszechne, poprawność polityczna nie zakazała ludziom używania słowa Murzyn i kiedy strona techniczna wyprawy nie była tak skomplikowana, że należało jej poświecić kilka stron epilogu. Tym, którzy szukają innego spojrzenia na Afrykę niż znajdują u Kapuścińskiego i lubią wyszukiwać zabawne ciekawostki podróżno-językowe, „Równoleżnik zero” może się spodobać.

Olgierd Budrewicz, Równoleżnik zero
Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2010

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Afrykański równoważnik Budrewicza

  1. Faktycznie, jak już pisałaś u mnie, nasze zdanie o tych reportażach się pokrywa. Przypuszam, że Budrewicz wyjeżdżając dziś do Afryki miałby odmienne nastawienie i inaczej by się do wyprawy przygotował. Wtedy sprawiał wrażenie bardzo niedoświadczonego podróżnika, ale trzeba to chyba złożyć na karb czasów. A tę polskość może kazano mu obserwować? Kto wie, jakie stosunki miał z ówczesną władzą?

    1. Chihiro, właśnie też mam podobne podejrzenia – może wymagano od niego, aby pisał w ten sposób o Polsce i aby wyśledził Polaków mieszkających w Afryce. I również myślę, że dziś napisałby to inaczej. Ogólnie o lekturze – ciekawe doświadczenie.

      1. To poszukiwanie Polaków pokrywa się z kilkoma innymi książkami Budrewicza, od „Z Polską w sercu: opowieści o ludziach niezwykłych” po „Naszych między oceanami”, czy „Spotkania z Polakami”. Kto wie, może po prostu miał takie zboczenie ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s