Powszedni niepokój Carvera

12 opowiadań zebranych w publikacji „Katedra” to spotkania ze zwykłymi ludźmi, którym przydarzają się zwyczajne rzeczy. Ale zetknięcia z nimi są jak pyskówki: krótkie i podszyte napięciem.

Raymond Carver to amerykański prozaik, wychowany w małym miasteczku w pobliżu tartaku. Wykładowca kreatywnego pisania gnany wciąż z miejsca na miejsce, alkoholik, frustrat – wszystkie swoje wysiłki wkładał w tworzenie opowiadań i poezji. Pod koniec życia wydaje się, że znalazł tę odrobinę szczęścia, za którą oglądają się jego bohaterowie.

Ci ostatni jednak, w przeciwieństwie do pisarza, skazani są już tylko na oglądanie się i na przeczucie, że szczęście ominie ich szerokim łukiem. Sobą zawiedzeni, poharatani, znudzeni niechętnie poddają się codzienności. Próbują walczyć z alkoholizmem i dojść do siebie po tym, jak zostawiają ich żony. Poszukują ciepła. Drążą ich choroby i rozpacz po stracie dziecka. Dręczy niepokój, brak spełnienia, poczucie zagubienia.

Carverowskie postaci chcą wyrwać się z mozolnej rutyny, zmienić swoje życie, lecz są już tak zacementowane w przyzwyczajania, że wszystko, co próbują zrobić, wzmaga tylko ich poczucie całkowitej niemożności i utknięcia. Oszczędne opisy pogłębiają to smutne uczucie izolacji, anonimowości, odcięcia od intensywniejszego nurtu życia.

Najbardziej optymistyczny wydźwięk ze zbioru ma opowiadanie „Katedra”. Tylko w nim udaje się bohaterowi wyjść z siebie, oderwać się od powszedniej warstwy siebie, przekroczyć własne ograniczenia w myśleniu i nudę, a to poprzez inspirujące spotkanie z niewidomym niepoddającym się ślepocie. Obie osoby coś tu zyskują, choć trudno zdiagnozować co: poczucie bycia zrozumianym, mikro wspólnotę czy siłę działania. Wszystkie one są nadzwyczaj rzadkie u Carvera.

Opowiadania przenika swoim chłodem niepokój. Przy czytaniu pierwszego nie wiadomo zupełnie, czego się spodziewać: morderstwa, nieszczęśliwego wypadku, przykrej wiadomości. Czekamy i kalkulujemy ryzyko zwrotu akcji. Gdy nie dzieje się nic, co zaburzyłoby początkowy porządek, a bohater powraca do punktu wyjścia, jesteśmy już lepiej przygotowani na kolejne spotkania z nijakością i przeciętnością, która jeszcze walczy o swoje, jeszcze się szamoce. Ale już niedługo. Zaledwie do końca opowiadania, a z ostatnim słowem klapie sztywno na podłogę, by już więcej nie drgnąć.

Pesymistycznie, lakonicznie, defetystycznie. Właśnie dlatego warto.

Raymond Carver, Katedra (oryg. Cathedral)
przeł. Jerzy Jarniewicz
wyd. Czuły Barbarzyńca, Warszawa 2010

Reklamy

3 myśli na temat “Powszedni niepokój Carvera

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s