Upiór w pociągu, czyli z Theroux przez Azję II

Aby porównać drogę przez Azję, jaką pokonał Paul Theroux, mnie potrzebnych było około 30 dni – jemu 33 lata. Obojgu pozwala nam to szybko dostrzec różnice, jakie dokonały się w tym czasie: jemu te w mijanych krajach, mnie – w nim jako podróżniku.

“Pociąg widmo do Gwiazdy Wschodu” to druga wyprawa amerykańskiego pisarza, Paula Theroux, po Azji. W 2006 roku objeżdża on tę samą (w większości) trasę kolejową, którą przemierzył i opisał w “Wielkim bazarze kolejowym”. Ponownie wyrusza z Londynu, przejeżdża przez Paryż i Stambuł, by wjechać na kontynent azjatycki i podążać wzdłuż linii kreślonych przez jego wspomnienia, napisane rozdziały i możliwości wjazdu dane mu (lub nie) przez państwa, w których zaszły znaczące zmiany: ustrojowe, polityczne, ekonomiczne, społeczne. Wszystkie podróżnik uważnie obserwuje i komentuje, rzetelnie spisuje, porównuje, a niekiedy pozwala sobie na prognozowanie ich przyszłości.

To świetna książka, od której trudno się oderwać z tych samych powodów, które zachwyciły już w przypadku pierwszej relacji z Orient Expressu: barwne dialogi, plastyczne postaci i żywe krajobrazy, nieskażone egzaltacją, patosem i nieszczerym zachwytem. Jeżeli cokolwiek zmieniło się w sposobie opowiadania Paula Theroux po 30 latach, to zdecydowanie na korzyść: wydaje się mniej pewny swego, a dawna arogancja i poczucie wyższości (choć wciąż obecne) ustąpiły trochę pola zdumieniu, empatii oraz zamyśleniu nad losami świata i nad sobą (upiorem i po części tytułowym widmem). Czuje się, że autor dojrzał. Jak sam przyznaje:

“W myśl mojej filozofii życiowej dla człowieka, który czuje się wolny i kochany, i zdążył już poznać trochę świata, podróż jest prostsza i radośniejsza niż dla innych. Każdy, kto przeżył drugą połowę dwudziestego wieku, niełatwo ulega wzruszeniom i dzięki temu bardziej cieszy się życiem, ma mniejsze oczekiwania i nie żywi takiej pogardy dla obietnic polityków. Osiągnąwszy pewien wiek, podróżnik przestaje szukać innego życia i niczego sobie nie zakłada”. / s. 38

Do zalet istniejących w “Wielkim bazarze kolejowym” dochodzą również nowe: częściej wysiada z pociągu i spotyka się z ludźmi. Jest to tym ciekawsze, że wśród spotkanych osób  przewijają się Orhan Pamuk (pokrętny, szyderczy i żonglujący ciętymi ripostami jak śliwkami), Elif Şafak (o tak zachwycającej urodzie, że ledwo Theroux mógł skoncentrować się na rozmowie), Haruki Murakami (równy koleś, który zabrał go na zakupy po talerze i tace, a potem musiał iść, by pobiegać) i Pico Iyer (wielki przyjaciel i pokrewna dusza). Zwłaszcza japońskie przechadzki z tym ostatnim tryskają niezwykłym humorem: panowie komentują książki i innych pisarzy. Dowiadujemy się zatem, że Chatwin to kłamczuch, a Hunter Thompson był naznaczony bólem. Jest w tym podłe plotkarstwo, zgadzam się, ale ubarwia historię.

Miał Paul Theroux rację, że książka podróżnicza zyskuje znacząco, gdy pojawią się w niej dialogi. Wzrasta dynamika, momentami strony aż kipią dowcipem. Wszystko po to, by z jeszcze większą przyjemnością wyruszyć w dalszą drogę i patrzeć na przesuwające się za oknem pociągu pejzaże.

Książka ma bowiem rytm podróży. W początkowy etap wyruszamy z entuzjazmem, z ciekawością, nie możemy doczekać się pierwszych spotkań i doświadczeń. Później pojawia się przyzwyczajenie, monotonia podróżowania przez kolejne kraje, po ciągnących się w nieskończoność torach kolejowych. Po nich odczuwamy niewielką, ale nieobcą również Theroux, obojętność na krajobraz za oknem. Jest tylko powolne kołysanie, całkowite poddanie się rytmowi jazdy. Wreszcie, około sześćsetnej strony Theroux informuje, że nas lubi:

“W moim przekonaniu czytelników poważnych i nienasyconych łączą pewne podobieństwa; są oni niebywale uczuciowi w traktowaniu słowa, skupieni, wyciszeni, a kontakt z pokrewną duszą wyzwala ich, otwiera i skłania do refleksji. Jeśli dotrwałeś aż do tej strony, należysz do grona takich właśnie osób”. / s.633

A gdy zbliżamy się do końca, zza zakrętu wynurza się żal, że to już koniec – do domu pozostało już tylko parę dni, do ostatniej strony zostało już tylko parę godzin. Wzloty i upadki entuzjazmu czytelnika są doskonale zsynchronizowane z podróżniczymi odczuciami pisarza. Czy był to jego zamiar jako zmyślnego prozaika, czy tylko efekt uboczny mojego czytania w pociągach właśnie?

Trudno powiedzieć.
Ważne jest jednak to, że po lekturze dwóch książek Paula Theroux upatrzyłam go sobie na jednego z ulubionych autorów. A takie nominacje w moim przypadku są równie rzadkie jak u amerykańskiego pisarza zwiedzanie i podziwianie zabytków.

Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję serdecznie Lekturom reportera.


Paul Theroux, Pociąg widmo do Gwiazdy Wschodu. Szlakiem Wielkiego Bazaru Kolejowego (oryg. Ghost Train to the Eastern Star: On the Tracks of the Great Railway Bazaar)
Przeł. Paweł Łopatka
Wyd. Czarne, Wołowiec 2010

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Upiór w pociągu, czyli z Theroux przez Azję II

  1. Ha! Ciekawy tekst! Obiecuję jednak (sobie), że przez jakiś czas nie będę powracać do kwestii pociągów. :)

  2. Jeśli sięgasz po literaturę w oryginale, to gorąco polecam Ci też „Riding Iron Rooster”. Po nim zakochałam się w Theroux jeszcze bardziej :-) „Pociąg widmo” właśnie czytam, a z Amazonu frunie do mnie jego kolejna książka, tym razem o podróżowaniu kajakiem po wyspach Oceanii :-) Bo Theroux trafił też na moją krótką listę.

    1. Sięgam! Mam zamiar Theroux przeczytać wszystko – postanowiłam jednak chwilowo zrobić sobie od niego przerwę (powiedzmy, miesiąc), aby mi się nie przejadł. Ale jak tylko to zawieszenie therouxowskie mi minie, zamawiam, sięgam i czytam. Może właśnie „Riding Iron Rooster”? Dziękuję za polecenie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s