Lizbona: jasne miasto (3)

Lizbona: jasne miasto, w: Archipelag nr 3, grudzień 2010, s. 116

Wieczorne śródmieście

Lizbona pozornie zamiera i ucicha. Portugalczycy zasiadają do wyczekiwanych przez cały dzień kolacji, jedni szykując się w ten sposób do snu, inni do wielogodzinnejnocnej zabawy.

Pessoa uwielbia „(…) spokój śródmieścia podczas przeciągających się letnich wieczorów, zwłaszcza ten ,który panuje w rejonie pogrążonych za dnia w największej wrzawie; spokój uwydatniony przez kontrast. Rua do Arsenal, Rua da Alfândega, przedłużenie smutnych ulic, rozbiegających się na wschód od miejsca, w którym Rua da Alfândega się urywa, cały odrębny ciąg zabudowań portowych pogrążonych w ciszy – wszystko pociesza mnie swoim smutkiem, jeżeli przyłączam się w te wieczory do jednoczącej to wszystko samotności”. (s. 17)

Im dłużej wędruje, tym miasto staje się ciemniejsze:

„Wysoko, w samotności nocy, jarzy się w jednymz okien anonimowa lampa. Poza tym całe miasto jest pogrążone w mroku, nie licząc miejsc, do których dociera szczątkowy odblask ulicznych świateł, roztaczając tu i ówdzie jakby bladą, odwrotną poświatę księżyca. Pośród nocnej czerni ledwo się zarysowują detale zabudowań, ich rozmaite barwy lub odcienie – tylko mgliste, jakby abstrakcyjne różnice urozmaicają masyw chaotycznego skupiska”. (s. 336)

I jeszcze później: „Są dachy i cienie, są okna i jest średniowiecze. (…) W całym widzialnym pejzażu daje się wyczuć przebłysk czegoś odległego. Mam nad sobą czarne gałęzie drzew, a w zniechęconym sercu czuję senność całego miasta. Lizbona w świetle księżyca i moje zmęczenie jutrem!” (s. 362-363)

W tym samym księżycowym czasie doby sto lat później:

„Gregorius wyruszył do nocnego miasta. (…) Lubił zatrzymywać się przed ciemnymi wystawami księgarń i wyobrażać sobie, że ponieważ inni śpią,wszystkie te książki należą tylko do niego. Teraz powolnym krokiem wyszedł z bocznej uliczki, przy której znajdował się hotel, na szeroką Avenida da Liberdade i udał się w kierunku Baixy, dolnej części miasta, gdzie ulice rozchodziły się regularnie jak na szachownicy. Było zimno, a delikatna mgła tworzyła mleczną otokę wokół staromodnych latarni rzucających złote światło. Znalazł bar, gdzie zjadł na stojąco kanapkę i wypił kawę”. (s. 59)

O portugalskiej kawie i sposobach jej picia można by stworzyć odrębną opowieść. Jednak nie nocą, nie wtedy, kiedy nad Lizboną zapadł mrok i otulił wszystko niedopowiedzeniem, zupełnie nieprzystającym do natury kofeiny. Gdyby pozwolić Pessoi, zabrałby nas jeszcze do Benfiki i Cascais, pokazałby wodne pejzaże z pociągów odchodzących z Cais de Sodre. Pamiętajmy jednak, że ten pisarz ma już obecnie z górą ponad sto lat i nocą zasłużył już na spoczynek. Powiedzmy zatem jemu i melancholijnemu miastu na wzgórzach obrigada, boa noite.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s