Lizbona: jasne miasto (2)

Lizbona: jasne miasto, w: Archipelag nr 3, grudzień 2010, s. 114-115

Wiejski spokój południa

Choć siedmiokrotnie większa niż mój rodzinny Poznań, Lizbona gubi gdzieś w plątaninie swoich pnących się i opadających ulic całą potencjalną wielkomiejskość. Oprócz olbrzymiego pomnika na cześć Kolumba i wielkich odkrywców geograficznych w Belem, brakuje w niej elementów monumentalnych z rodzaju tych, które onieśmielają swoim przepychem, ogromem i ponadczasowością. Spotyka się, owszem, historyczne wieże i kamienice czy zabytkowe kościoły, jednak nie ma w nich majestatycznej wielkości włoskich katedr i fontann, hiszpańskiego rozmachu czy szwajcarskiej ogłady.

Architektura Lizbony, a przez to jej klimat, są przyjazne, pełne ciepła, jak starsza pani z talerzem ciastek na prowincji. Niektórzy, tak jak Thomas Bernhard w Wymazywaniu, wypominają jej małomiasteczkowość:

„Lizbona, chociaż wspaniała, (…) jest miastem prowincjonalnym, Rzym natomiast to metropolia, tak zwana metropolia”. (s.168)

Dalej przyznaje jednak, że:

„Lizbona jest rzeczywiście jeszcze piękniejsza od Rzymu, ale to miasto prowincjonalne. W Lizbonie spędziłem najpiękniejszy okres mego życia, jednak nie przecież taki jak w Rzymie, najlepszy. W Lizbonie, jak w żadnym innym mieście na świecie, znajduje się to, co nazywam naturą architektury. W Lizbonie to pojęcie jest doskonałością (…)”. (s. 172)

Prowincjonalność dostrzega w Lizbonie również rozkochany w niej Pessoa: „W mieście panuje czasem wiejski spokój. Są takie chwile, zwłaszcza w lecie, około południa, kiedy wieś wdziera się do tej jasnej Lizbony jak wiatr”. (s. 334) Wraz z tym spostrzeżeniem: „Poranny czas miasta osiągnął swój kres, tak jak wzgórza po drugiej stronie rzeki, kiedy statek dotyka nabrzeża”. (s. 275)

I nadchodzi najwyższa pora, aby stanąć u brzegu połyskliwego Tagu.

 

Popołudniowy Tag

Jak wprost stwierdza Pessoa: „Tag w dole to niebieskie jezioro, a wzgórza Drugiego Brzegu są jak spłaszczona Szwajcaria.” (s. 71). Gdy dzień zmierza ku nocy, unosi się nad nim „zapach odpływu, lekki jak początek”, by później „rozproszyć się niechlujnie po obrzeżach Baixy (…) niosąc ze sobą skostniałą drętwotę letniego morza”. (s. 76)

Nad Tagiem zatrzymał się również Gregorius Merciera: „W Tagu odbijały się chmury. W szalonym tempie goniły za błyszczącymi w słońcu powierzchniami, ślizgały się po nich, połykały światło i z kłującym blaskiem wyłaniały się w innym miejscu z mrocznego cienia”. (s. 104)

Pozostając w historycznej Baixa przylegającej do rozfalowanej rzeki, przyjrzyjmy się wraz z Pessoą spotykanym co i rusz samotnym placykom wciśniętym

„(…) między rzadko uczęszczane uliczki i same równie rzadko uczęszczane. To nieprzydatne polany, przyczółki oczekiwania pośród odległej wrzawy. To kawałek wsi w środku miasta. Przecinam je, wspinam się jedną z uliczek, potem schodzę tą samą uliczką, aby znowu na nie trafić. Skwer widziany z drugiej strony jest inny, ale ten sam spokój złoci nagłą melancholią– słońce o zmierzchu – tę stronę, której nie widziałem, kiedy wchodziłem na skwer”. (s. 274)

Nim ostatecznie zapadnie zmrok, pozwólmy się jeszcze przewieźć po stromych wzgórzach Lizbony stuletnim tramwajom w towarzystwie introwertyka Pessoi: „Tramwaj zjeżdżał powoli w kierunku centrum.W miarę jak zbliżał się do skupiska domów, opanowywałogo niejasne poczucie utraty. Zaczynała kiełkowaćludzka rzeczywistość”. (s. 275)

I siedząc obok Gregoriusa: „Stuletni lizboński tramwaj zawiózł go z powrotem do Berna z czasów dzieciństwa. Trzęsący się, podskakujący i dzwoniący wagon jadący przez Bairro Alto (…) Takie same ławki z lakierowanych drewnianych listew, taki sam sznur od dzwonka obok uchwytów zwisających z sufitu, taka sama metalowa rączka, którą motorniczy przestawiał, zwalniając i przyspieszając, a której sposób działania był tylko dla Gregoriusa tak samo niezrozumiały jak dawniej”. (s. 67)

Telepiący się, ledwie wytrzymujący swoje pełznące tempo gramolenia tramwaj jest niezmienny od początków swojego istnienia zarówno w literaturze, jak i rzeczywistości. I zwalniając i przyspieszając wwozi nas, trzymających się ławki pasażerów, w zmierzch, w zapadającą noc.

c.d. w Lizbona: jasne miasto (3)

 

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Lizbona: jasne miasto (2)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s