Pochowajcie wizerunek dobrej babuszki gdziekolwiek

Chłopiec imieniem Sasza mieszka z despotyczną i przeklinającą na czym świat stoi babcią oraz dziadkiem, który wyspecjalizował się w ucieczkach z domu. Co dwa tygodnie na dwie godziny przychodzi Dżumka – wytęskniona mama opowiadającego, której dziadkowie zabrali dziecko pod fałszywym pretekstem. Czyli “Pochowajcie mnie pod podłogą” Pawła Sanajewa.

Wszystkich w szachu trzyma babcia – zupełnie nieprzypominająca potulnych, udobruchanych osóbek o załamującym się głosiku, częstujących dzieci plackami i innymi łakociami. Zawiedziona sobą i tym, jak rozwinęło się jej życie – o czym nie zapomina co i kartkę wypomnieć mężowi w burzliwej i łkanej awanturze – wyżywa się na wnuku, mężu i córce. Choć zaklina się, że kocha wnuka nade wszystko, a momentami jej nawet wierzymy, sposób, w jaki go karze na każdym kroku, jak bezlitośnie łamie wszystkie jego oczekiwania i psuje najmniejszą choćby radość, przywodzi na myśl raczej ponure sceny z sierocińców i bajkowe podłe macochy, które nie dorównują jednak tej babuszce. Ujadanie zaczyna się już od pierwszych stron i w nieprzerwanym potoku płynie do ostatniej kropki.

Biedny chłopczyk – aż chce się powiedzieć. Kto pozwolił tej kobiecie opiekować się dzieckiem?

I w tym właśnie tkwi sedno: na ratunek dziecku nie przychodzą widzący wszystko dziadek. Nie zabiera synka z ponurego, złowrogiego domu matka, która boi się babci jeszcze bardziej niż mały Sasza. Dorośli ludzie nie mniej są płosi niż dziecko, a często wielokrotnie bardziej tchórzliwi i nielojalni.

Tak naprawdę nikt nie interesuje się, co myśli Sasza, co czuje i czego chce. Besztany, strofowany, wciąż chorujący “kretyn” (pieszczotliwe miano wnuczka) jest tylko pionkiem w rozgrywce między babcią a pogardzaną przez nią Dżumką. Gdy w końcu nadchodzą dwie godziny oczekiwanego przez Saszę szczęścia – wizyta mamy – kobiety desperacko toną we wzajemnych żalach i pretensjach, zamiast zainteresować się tym, którego losami tak się ponoć przejmują.

“Pochowajcie mnie pod podłogą” rosyjski autor, Paweł Sanajew napisał w wieku 26 lat, opisując swoje własne dziecięce losy. Pod koniec książki nie dziwi, dlaczego zadedykował ją swojemu ojczymowi – jedynej rozsądnej osobie w plejadzie ognistych temperamentów, zawsze skłonnych do odstawiania scen i dramatów. W Rosji tym większą książka była sensacja, że opisani w niej dziadek, matka i ojczym są znanymi aktorami. Większość polskich czytelników wciągnie jednak przede wszystkim wartka narracja prowadzona z perspektywy dziewięciolatka, traktująca wszystkie wydarzenia w makroskali powtarzalnych końców świata i w naiwnej percepcji rzeczywistości stwarzanej przez babcię.

Choć streszczenie można zamknąć w dwóch słowach – maltretowanie dziecka – nie jest to książka tak przerażająca i szokująca jak “Gnój” Kuczoka. Nie jest, gdyż Sanajew nie węglem wszystko kreśli i zamazuje, nie ponurym mrokiem, strachem i wulgarnością wszystko skaża, lecz z dystansem i z gorzkim poczuciem humoru sięga po jaskrawe kredki i karykaturalne mazaki. Kto czytał o kuczokowskim dzieciństwie, wstrząśnięty tak bardzo sanajewskim nie będzie. Warto jednak przeczytać choćby po to, by dowiedzieć się, czyja i dlaczego jest prośba z tytułu.


Paweł Sanajew, Pochowajcie mnie pod podłogą (oryg. Pochoronitie mienia za plintusom)
Przeł. Izabela Korybut – Daszkiewicz
Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2009

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s