rozwężenie

Przepraszam za spóźnienie, ale po drodze wypadło mi parę kretów z kieszeni i zatrzymałam się, aby je pozbierać. Noszę ze sobą kilka, odkąd poszłam na spacer z Hiromi Kawakami, a ona zdecydowała się wyznać: „Nadepnęłam na węża”.

Właściwie nie powiedziała mi tego osobiście, ale podsłuchane czy przeczytane – czy to zmienia znaczenie słów?

Na pewno nie zmienia nastroju, jaki wywołuje obcowanie z japońską pisarką: subtelnego, wywołującego senne miraże, a jednocześnie przekornego, zaprawionego zdumieniem i gorzkim rozbawieniem. Po lekturze tych trzech opowiadań składających się na książkę „Nadepnęłam na węża”, z których jedno samo w sobie mogłoby być całym zbiorem, trudno z sobą dojść do ładu: nazwać jej twórczość absurdem byłoby brakiem wrażliwości. Jednak jak określić ten świat, w którym zwyczajna rzeczywistość miesza się z nadzwyczajną w ten fantasmagoryczny sposób, każący uważniej obserwować świat fauny i flory, spodziewając się nagle wychynięcia dzikiego z tego, co dotąd było oswojone i najbardziej oczywiste pod księżycem?

Choć na pozór łączy ją wspólny mianownik z Murakamim (absurdalne skojarzenia, prosta konstrukcja opowiadania), jest o wiele wrażliwsza np. na mnogość gatunków zwierzęcych, którymi  zaludnia swoje opowieści. Jako postaci drugoplanowe traktuje je poważnie, w przeciwieństwie do Murakamiego, który głównie się zgrywa. Wszystkie te krety, węże, lwy, małpy, kiwi i słonie są tu jednak tylko po to, aby rozwężyć to, co najbardziej nieodgadnione: nas samych.

To, że sprzedawczynię różańców odwiedza w domu wąż i to, że młoda dziewczyna wchodzi do nowej rodziny, poślubiając wyswatanego młodzieńca i wszędzie widzi żurawie, to zupełnie nie jest ważne. Ważne jest to, że żyjemy co dzień od mycia zębów do kawy, od drogi do pracy do drogi do domu i wciąż jesteśmy dla siebie pełni niedomówień, niepewni swoich pragnień i swoich oczekiwań, niedoinformowani sami o sobie. Czego tak naprawdę chcemy? Czego nam brak? Jacy jesteśmy? Stoimy pośrodku, niezdecydowani przed wejściem do innego świata. A ludzie koło nas i do nas przychodzą i odchodzą, nigdy nie tacy, jakich się spodziewaliśmy. Są, a jakby ich nie było. Zawsze inni, niż sobie wyobrażamy. I sami będąc innymi w ich oczach, niż myślimy, że jesteśmy. Jaki obraz jest prawdziwy? Nasz własny o sobie? Ten widziany przez bliskich? Czy ten z przelotnego kontaktu, gdy wpadamy na siebie na rogu, całkowicie obcy, i po kilku zdaniach ruszamy każde w swoją stronę. Nieprzebyci nigdy do końca, poruszamy się po sobie i po innych jak ślepcy, bardziej niezgrabni, niż krety wypadłe z kieszeni, bardziej zmienni niż kształty kreślone przez ciała węży. Wciąż sobie niezachwianie obcy, szukamy prawdy we wróżbach, rutynie, tworzeniu zwyczajów, które mają nas zdefiniować, osadzić na stałe w świecie, a są tylko maskaradą nieznania, wielkiego terra incognita.

Infiltrujemy siebie po omacku, z zamkniętymi oczami, gdy śnimy. Kawakami tworzy snyświaty rządzące się swoimi prawami. Przyrodniczo bujne, łączone zaskakującymi elementami, niedopowiedziane, lecz deszyfrujące. Kawa staja się nocą, a człowiek zmienia swoją naturę i po chwili jest już grzybem. Do tych śniświatów chce się wrócić, więc bierze się pełne garści kretów i chodzi w miejscu, czekając na zapowiadaną na przyszły rok powieść japońskiej autorki, „Manazuru”.

Hiromi Kawakami, Nadepnęłam na węża
Przeł. Barbara Słomka,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2010

 

Advertisements

5 uwag do wpisu “rozwężenie

  1. Właśnie czytam, niesamowita książka. Surrealistyczna taka, chciałoby się powiedzieć.
    I już wiem, że na „Manazuru” też poczekam.

    Pozdrawiam serdecznie!:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s