Murakami jak Stieg Larsson

Przemoc wobec kobiet, piszący mężczyzna, silna bohaterka zdolna do wszystkiego – to nie elementy znanej na całym świecie trylogii kryminalnej, lecz fakty budujące fabułę najnowszej książki Haruki Murakamiego.

Pierwszy tom cyklu „1Q84” to przede wszystkim zawiązanie akcji. W niepodrabialnej i niepodobnej do niczego innego formie Murakami wprowadza na scenę – czy raczej do skąpo umeblowanego pokoju, oświetlonego jedynie światłem księżyca bądź dwóch – swoje postaci: 29-letniego Tengo, który aspiruje do bycia pisarzem, lecz nie odnalazł jeszcze ani swojego stylu, ani tematu, więc uczy matematyki, wykonuje freelancerskie zlecenia i redaguje książkę młodej dziewczyny; jego rówieśniczkę Ayomame w wolnym czasie będącą płatną morderczynią; siedemnastoletnią pisarkę z dysleksją, która tak naprawdę nie napisała swojej książki; ekscentrycznego redaktora magazynu literackiego, inteligentnego profesora i wielu innych zupełnie normalnych ludzi.

Bohaterowie są jednak zwyczajni w wymiarze określonym przez pisarza słynącego z mówiących kotów, ożywionych bohaterów etykiet produktów żywnościowych i biedy, która staje się rzeczywistym garbem na plecach. Są tu zatem dwa księżyce i zapowiadani przez całą książkę – z niepokojem czekamy na ich pojawienie się od pierwszej wzmianki – Little People. Również bohaterowie, choć z pozoru szarzy obywatele, zwyczajni zjadacze śniadań, obiadów i kolacji, obdarzeni są szczególnymi cechami: jakimś brakiem, jakimś nadmiarem.

Choć przez większość czasu w książce naprawdę niewiele się dzieje – jak to w życiu zwyczajnych, normalnych ludzi, zjadających co dzień śniadania, obiady i kolacje – nie sposób się oderwać od lektury. Myślałam, że Murakami już się przejadł, że to już nie podziała na mnie, że to będzie wręcz nudne. Zdumiona tym kontrastem między oczekiwaniami a rzeczywistością, prowadziłam ciągłą kontrolę stylu, słów i sposobów, jakie na nas zastawia japoński pisarz. Wtedy zrozumiałam, że on po prostu pisze, jakby pisał powieść kryminalną i to wzorowaną na Larssonie.

Zgadza się temat: przemoc wobec kobiet, dwójka ludzi na tropie tej samej historii, zaginięcie, tajemnice, morderstwa, wpływowi ludzie chcący zmienić świat. Zgadza się forma: trzy tomy, szczegółowy opis działań (tak, tak, Murakami znowu dokładnie opisuje, co kto sobie i jak starannie umył), krótkie podrozdziały, proste dialogi. Od siebie Haruki dodaje jeszcze tytuły rozdziałów, czasem rozbudowane do formy kojarzącej się z Dickensem i poetyckie psychologizowanie krajobrazu, drobnych gestów, znaczeń abstrakcyjnych słów. Dzięki tym cechom nigdy nie można bez wahania powiedzieć: ok, to lekka lektura, coś niemęczącego na wieczór. Mimo swojej łatwości w odbiorze, książki Murakamiego to nie czytadła, lecz literatura.

Duża rzecz – pozwolę sobie zacytować nowe ulubione sformułowanie pisarza, które zastąpiło przetarte i zużyte już przez niego „ciekawe dlaczego” kończące w poprzednich książkach większość akapitów.

Bez zbędnych już analiz, szczerze się Wam przyznam: czekam na rok 2011, kiedy to ukażą się dwa następne tomy trylogii „1Q84”. Mam nadzieję, że „przybierający nieregularne kształty” czas w tym wypadku przyspieszy.

Haruki Murakami, 1Q84, tom 1 (oryg. ichi-kew-hachi-yon)
przeł. Anna Zielińska-Elliot
Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA, Warszawa 2010

 

Reklamy

6 myśli na temat “Murakami jak Stieg Larsson

  1. no cos takiego! b lubie murakamiego – ale zeby sie zlarssonil?

    w kazdym razie jesli koty nadal spiewaja (choc nie w ukajali), to chetnie siegne i po te pozycje niesmiertelnego kandydata na nobliste

    widze, ze cie ksiazka zaplodnila lekkoscia stylu – wyszla b fajna recenzja

    1. no zlarssonił się, zlarssonił – ale nawet na dobre mu to wyszło ;)
      koty jeszcze nie śpiewały, ale pies jedzący szpinak też jest niezły. no i Little People – moim zdaniem, warto na nich poczekać.
      i na koniec dziękuję :)

  2. Przeczytam w swoim czasie, ale tyle mam zaleglosci murakamiowatych, ze strach pomyslec! No i spokojnie poczekam na angielskie wydanie, a brytyjscy wydawcy kaza swoim czytelnikom czekac troszke dluzej niz polscy. Autor nie ma tu az takiego wziecia, japanofilia nie jest tak rozpowszechniona.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s