Powidok Wojciecha Nowickiego

W “Dnie oka” dziennikarz Wojciech Nowicki bierze do ręki plik czarno-białych fotografii. Wpatruje się w nie godzinami, tak długo aż dostrzeże w nich cienie emocji obecnych i nieobecnych na nich postaci. Jest genialnie czuły na niewidoczne.

Dno oka tworzą naczynka krwionośne, których wygląd, jeśli umie się go interpretować, informuje o skrytych schorzeniach. Jak pisze Marek Bieńczyk w poruszającym (i zaprawdę wspaniale dopasowanym do atmosfery całości) tekście „Medytacje migawkowe” będącym przedmową do nowickich esejów, dno oka to „próba rzeczywistości, wobec której milkną wszelkie wcześniejsze domysły”. Do nich, do tego skrytego przed niedoświadczonym patrzeniem, zapisów odwołuje się w tytule publikacji Wojciech Nowicki. Jego kompetencje w spojrzeniach – długich seansach wpatrywania się w obrazy – są tak wysokie, że świadkami ich działania jest się na każdej stronie książki. Parafrazując jedno z wyrażeń Nowickiego, ma on słuch do fotografii. I jest to słuch absolutny, wyćwiczony na każde najmniejsze drgnienie, niedomówienie, na każdy oddech i wstrzymanie go.

Już same wybrane przez niego zdjęcia wskazują na najważniejsze kwestie dla Wojciecha Nowickiego: samotność, niepokój, obawy. Są tu zatem fotografie z sierocińca, z lekcji gry na skrzypcach, fragmenty zagraconych domów z ich wiekowymi mieszkańcami, zapis codzienności bogatej polskiej rodziny z początków XX wieku, kobieta czesząca długie, godne rusałki włosy. Z wszystkich tchnie nieokreślony smutek, który autor mierzy zauważonym u siebie „nienazwanym niepokojem”.

Byłby to – mimo wszystko – zwyczajny album ze starymi, dopracowanymi i uszlachetniająco pękniętymi zdjęciami, gdyby nie dopowiadane przez Nowickiego historie. Wysoko podkręcona cisza, maszyneria oczu nastawiona na najwyższą czułość, wsłuchiwanie się w rytm bicia własnego serca, skojarzeń, doznań prowadzi do wysnuwania historii o w większości nieznanych, anonimowych bohaterach. Zaprzęgając do wzmożonej pracy swoje intymne, właściwe tylko jemu, ale jednak zupełnie nam nie obce, doświadczenia odczytuje ze zdjęć każdy najlżejszy wydźwięk. Z ciekawością dopatruje się zapisanych w nich dramatów, rozstrzygnięć, gier.

Czytanie esejów Wojciecha Nowickiego to zupełnie wyjątkowe doznanie.

O ile bowiem S. Sontag jest w swoich esejach chirurgicznie naukowa, konkretna, zmierza do jasno obranego celu, o tyle Wojciech Nowicki nie ma celu, ma tylko plik na ogół czarno-białych fotografii, kilka o nich wzmianek, strzęp informacji i do nich dopasowuje opowieści, uczucia, własne interpretacje. Ta książka to głównie emocje, dopiero na drugim planie pojawiają się wiedza, obeznanie w postępowaniu z aparatem fotograficznym, znajomość technik, stylów i wyborów uznanych fotografów światowych.

A o całościowym doświadczeniu esejów Nowickiego decydują nie wybrane przez niego do publikacji i refleksji zdjęcia, lecz ich melancholijne, przeczuwające tragedię interpretacje. Tragedię ludzkich losów rozpisaną tu, przed naszymi oczami, na tych nieraz naderwanych i prześwietlonych fotografiach. Nasze własne, nieuchronne i nieodwracalne stopniowe znikanie, które nigdy się nie zatrzyma. Nawet gdy osiągnie, wydawać by się mogło, swoje apogeum, moment krańcowy: kiedy nas już nie będzie i kiedy ludzi, którzy nas znali i pamiętali, nie będzie, kiedy zostanie po nas ten najtrwalszy, ale nie wieczny zapis: fotografie. Nawet wtedy zanikanie nie zatrzyma się.

Po Nowickim dodatkowo zostanie ta piękna, wyjątkowa praca zbudowana z niewyświechtanych, rzadko używanych już słów, które dzięki naszej niezrozumiałej oszczędności użycia, skąpstwa ubogich w słowa, zamieniają się w dźwięczące głębiej i z czystszym znaczeniem. Jest tu tyle piękna, tyle oryginalności, że przypomina mi się ta maszyna, o której wspomina w swojej książce „If on the winter’s night a traveller” Italo Calvino. Maszyna ta zaprogramowana była w ten sposób, że z każdego tekstu tworzyła wypis najczęściej pojawiających się w nim słów. Mam przeczucie, że gdyby z „Dna oka” stworzyć tego typu wyciąg, powstałaby nieskończenie długa lista, na której wyrazy pojawiałyby się tylko raz, szlachetnie pojedyncze i jak wszystko niepokojąco samotne.

Wojciech Nowicki, Dno oka. Eseje o fotografii
Wyd. Czarne, Wołowiec 2010

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Powidok Wojciecha Nowickiego

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s