Z Theroux przez Azję

Książka podróżnicza zupełnie nieprzypominająca książki podróżniczej. Zero zwiedzania, zero historii, zero zabytków. Piłka jest jednak po stronie Paula Theroux, bo podróż w stukocie wagonów przez Azję to wspaniała przygoda. Panie i Panowie: „Wielki bazar kolejowy”.

Już w przedmowie ten amerykański pisarz deklaruje otwarcie, że nie znosi zwiedzania i książek opisujących zabytki w mdły, do przesady zachwycający się sposób. Na samym początku też zwierza się, że przepada za podróżami pociągiem. Tym dwóm zeznaniom jest wierny do ostatniej chwili – no, może do przedostatniej (stacji).

Cała rzecz rozgrywa się od września do grudnia 1973 roku i prawie wyłącznie w kolei. Przejeżdża przez Turcję, Iran, Afganistan, Pakistan, Indie, Wietnam, Japonię i Rosję, tylko niektóre odcinki przemierzając statkiem czy samolotem. Paul Theroux rzadko opuszcza na dłużej pociąg. Trochę z obawy, niechęci i lenistwa, a przede wszystkim zgodnie z przekonaniem, że „bazar kolejowy (…) to najpełniejszy możliwy obraz danego społeczeństwa” (s. 255). Jeśli wysiada z wagonu, robi to albo w poszukiwaniu jedzenia, alkoholu i tytoniu do fajki, albo w celu złapania przesiadki. Nie zwiedza wcale, zabytki zbywa z przekąsem. Co wcale nie znaczy, że nie interesują go objeżdżane kraje czy spotkani ludzie. Poznawaniu ich poświęca większość swojego czasu – w rozmowie w przedziale, w wagonie restauracyjnym, na peronie, na dworcu, czasem w hotelach czy przy okazji prowadzonych przez siebie wykładów. Najwięcej – oczywiście – w  pociągu, który według Theroux stwarza idealne warunki do niezobowiązującego konwersowania:

„Niespodziewana szczerość tej rozmowy, podobnie jak wielu innych, które narodziły się w pociągu, brała się z samego faktu wspólnego podróżowania, z kołyszącej wygody wagonu restauracyjnego, a także ze świadomości, że już nigdy więcej się nie spotkamy. Kolej to targowisko opowieści, skąd każdy, kto okaże się dość cierpliwy, może zaczerpnąć ich setki i potem pochylić się nad nimi w samotności”. / s. 95

Znajdą się tacy, których ten styl podróżowania (i pisania) będzie irytował. Nazwą go klaustrofobicznym, egoistycznym i, kto wie, może nawet głupim. Zgodzę się tylko z jednym z tych określeń: Theroux to egoista. Własną wygodę i spokój przedkłada ponad wszystko i wszystkich. Zdumiewa, że ten człowiek w ogóle wybrał się w tę podróż, specjalnie wystawiając się na niewygodę i perturbacje.

Cieszę się jednak, że to zrobił. Zabawne dialogi, pozbawione lukru opisy, plastycznie opisani współpodróżni, przewrotne puenty i inteligentne, pozbawione drętwego zadęcia spostrzeżenia – z Theroux wspaniale się podróżuje, siedząc na własnej kanapie. A jednostajny stukot kolejowych szyn, monotonne telepanie i przeciągłe gwizdy lokomotywy długo dudnią echem w pamięci.

Paul Theroux, Wielki bazar kolejowy. Pociągiem przez Azję (oryg. The Great Railway Bazaar. By Train Through Asia)
przeł. Magdalena Budzińska
Wyd. Czarne, Wołowiec 2010

Advertisements

8 uwag do wpisu “Z Theroux przez Azję

  1. To+ cytaty z Tumblra i kolejna kasa chyba poleci.
    W zeszłym tygodniu 200 złotych na książki.Odmawiam sobie wizyt w księgarni, muszę jeszcze pamiętać, ze nie każdy blog się do lektury nadaje.

  2. Zazwyczaj nie przepadam za literaturą podróżniczą, ale dla tej pozycji chętnie bym zrobiła wyjątek. Głównie dla tych pociągów. Swojego czasu bardzo dużo nimi podróżowałam, na długiej nocnej trasie Kraków-Gdańsk. I to fakt, tyle ile niesamowitych historii usłyszałam wtedy, ile efemerycznych znajomości zawarłam – to już mi się później nie przydarzyło. Teraz często latam samolotami. Niestety samolot nie sprzyja rozmowom i tkaniu więzów, choćby chwilowych. Przynajmniej nie w moim przypadku.

    1. Czaro, w moim przypadku podobnie – w pociągu dam się nawet zagadać. Ciekawe dlaczego samolot nie zachęca? Czy to widmo jakiś zaprzeszłych wydarzeń z udziałem współpasażerów? Czy raczej wnętrze samolotu takie na wskroś, na przestrzał, z nieprzyjaznym światłem sprawia, że chce się z niego czym prędzej wydostać i nie myślę o tym, żeby nawiązywać z kimkolwiek kontakt, choćby tylko wzrokowy.

  3. Przeprosiny przyjęte, choć w pierwszej chwili myślałem, czy Cię znów nie poobrażać.
    Czy są tu akceptowalne stanu rzeczy wyjaśnienia nieliterackie? Zaproponuję: W pociągu łatwiej zagadać bo siedzi się naprzeciwko siebie oraz bo więcej osób w przedziale, co ułatwia wystąpienie prowodyra.

    1. Są akceptowane.
      Choć w gruncie rzeczy zgadzam się z Twoim wyjaśnieniem (o kontakt wzrokowy łatwiej – tak, o prowodyra – też), to od razu nasuwa mi się kontrargument: jak tak się siedzi kolanko w kolanko, to na ogół budzi się – przynajmniej moja – irytacja ukierunkowana na posiadacza kolana z przeciwnej strony. Ale może to tylko moje uprzedzenia. Może na innych obcy dotyk działa odwrotnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s