Tak, nie, pośrodku. Po czytaniu

Wahania. Rozstanie. Separacja. Rozpacz. Depresja. Biedne dziecko. Mężu, wróć. Albo lepiej nie, bo mam już nowego. Rozczarowanie. Rozpacz. Znów depresja. Szczęście? Emocjonalne drogi kobiety po przejściach w „Po rozstaniu” Zeruyi Shalev.

Elę Miller spotykamy po rozmowie finalizującej związek z mężem. Pierwotne mordercze zdecydowanie o słuszności podjętej przez nią decyzji ustępuje miejsca lamentom i żalom, wreszcie chęci powrotu do tego, co teraz już jest bezapelacyjnie zamknięte, przekluczone i wystawione na sprzedaż. Niepewny siebie i innych smutek pogłębia dodatkowo troska o dobro sześcioletniego synka. Między „lepiej mu bez naszych kłótni” a „lepiej mieć mimo wszystko oboje rodziców” miota się 36-letnia Ela i plącze tak długo, aż znajdzie oparcie w kolejnej parze męskich ramion. Ale czyżby oparcie? I czy to znów słuszne? Pakować się w nowe miłosne tarapaty? I co na to synek?

Brzmi jak tanie romansidło, ale jakimś cudem – uwierzmy w cuda – nim nie jest.

Byłaby to płocha literatura dla pełnych rozterek kobiet, tkwiących w związkach nie do pary, gdyby nie styl izraelskiej pisarki, który w zapętlające się metafory wciąga jak w bagno. Wychodzenie ze związku jest tu odniesione do wychodzenia Izraelitów z Egiptu, do starożytnych katastrof i kataklizmów. Domowe sceny rejestrowane są przez pryzmat nieumytych kubków, przerzuconych przez poręcz swetrów, wyczyszczonych do cna lodówek – Ela to archeolog, który śladów życia emocjonalnego najbliższych, dowodów na ich myśli i tajone pragnienia doszukuje się w codziennym rytmie życia. Również pozorna błahość fabuły prowadzi całkiem ciekawą grę w ciepło, zimno z kondycją kobiety we współczesnym związku i w macierzyństwie.

Dobrze, że Zeruya Shalev pomija dialogi. Książka, choć niby ich pozbawiona, nie jest niema. Miejsca na milczenie nie ma w tym wszystkim, bo przecież jesteśmy w umyśle kobiety, zdarzenia śledzimy z jej, kobiecej, co by nie powiedzieć, gadatliwej perspektywy. Zatem są tu wszelkie możliwe analizy, tropy myślowe, wspomnienia, dociekania, rozbieranie znaczeń w rozmowach. Te ostatnie, na szczęście, nie punktowane od myślników. To prawdziwy uśmiech losu, bo rozmowy tradycyjnie rozpisane przeszłyby w banał, grzmiałyby nim, aż echo niosłoby się po ścianach (nie tylko domu Eli, ale również mojego). Dziwną, przebiegłą sztuczką jest ta ucieczka od „ona mówi, on mówi”. Dzięki niej właśnie i dzięki misternie wchodzącym w siebie metaforom, książkę da się czytać. Nawet jeśli nie myśli się o rozstaniu ani nie ma się małych dzieci.

Zeruya Shalev, Po rozstaniu
przeł. Magdalena Sommer
Wyd. WAB, Warszawa 2008

 

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Tak, nie, pośrodku. Po czytaniu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s