Czuję. Czasem zawracanie głowy

Cztery pozornie niezależne od siebie części tworzą u Sebalda spójną kompozycję, w której trudno o jednoznaczne stwierdzenie, czym ostatecznie wypada jej być: esejem, kryminałem czy notesem z podróży.

Książka „Czuję. Zawrót głowy” najpierw mnie solidnie znudziła, doprowadzając do skrajnej senności w niezwykłych jak dla mnie okolicznościach (na długo przed północą), a później, gdy już straciłam nadzieje i myślałam, że wyrobiłam sobie zdanie, totalnie zaskoczyła. Choć w większości przypadków niespodzianki irytują mnie, ta mnie ucieszyła.

Pewnie dlatego, że była podwójna, a w mnożeniu minusy się eliminują.

Część, która mnie uśpiła, to ta pierwsza „Beyle albo osobliwy fakt miłości”: etap ślamazarnego brnięcia przez książkę. Pamiętam z niego niewiele, właściwie nic, prócz mojego nim zmęczenia. Na szczęście, los książki odmienił się, gdy przekroczyło się kartkę brzegową, otwierającą nową część – „All’estero”. Tak jak wskazuje włoski tytuł (Za granicą), Sebald wyprawia się w niej w podróż. I tu pojawia się pierwsza z dwóch sympatycznych niespodzianek, bo pisarz jedzie do Wenecji, o której niektórzy z Was wiedzą, że się do niej również niebawem wybieram. Mimo że tekst przecinany jest siecią weneckich ulic i kanałów, miejsc zabytkowych i w oczach Sebalda wyjątkowych, nie tylko to czyni ją tak mi sympatyczną. Oprócz elementów wymienionych, która są tym bardziej ciekawe, że mija się je w nastroju kryminalnej ucieczki przed nieznanym złem wcielonym w postaci dwóch tajemniczych młodzieńców, część ta  bawi np. opisem zachowań Włochów w barze kawowym. Sebald kończy ją, stwierdzając, że „[p]odano mi cappuccino i przez chwilę zdawało mi się, że oto odniosłem największy triumf mego życia”. I to powolnie narastające poczucie gorzkiej wesołości, smakowanie Sebaldowskich opisów, które dopadło mnie w tej części, stało się tą drugą z zapowiadanych niespodzianek.

Co do pozostałych części książki, zatytułowanych „Dr K. na kąpielach w Rivie” i „Il ritorno in patria”, to znów z większym zainteresowaniem czytałam część pisaną przez Sebalda w pierwszej osobie, czyli z włoskim w nazwie. Pisarz powraca w niej do miasteczka, w którym wychowywał się, odwiedza znajomych sprzed wielu lat i z trudną przyjemnością rozpoznaje ich rysy w postarzałych twarzach. Wspomina, opowiada anegdoty, cofa się do minionych czasów.

Cofa się do nich, gdyż na obecne spogląda z pesymizmem, wszędzie upatrując katastrof i oznak kresu. Obserwuje idących pod wiatr ludzi, „dziwnie pochylonych, jak gdyby każdy z nich dążył ku swemu końcowi”; nasłuchuje porannej ciszy w Wenecji i kontrastując ją z innymi znanymi sobie miastami przyznaje się „do wniosku, że z tego zgiełku powstaje teraz życie, które nastąpi po nas i powoli nas zniszczy, tak jak my powoli niszczymy to, co było na długo przed nami”.

Pozostawiając tę recenzję bez ostatecznych rozstrzygnięć, zagapiam się wraz z Sebaldem na ten „dogasający blask naszego świata” i tworzę z niego prywatny przewodnik po Wenecji.

W.G. Sebald, Czuję. Zawrót głowy (oryg. Schwindel. Gefühle)
przeł. Małgorzata Łukasiewicz
Wyd. Literackie, Kraków 1998

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Czuję. Czasem zawracanie głowy

    1. Właśnie zastanawiałam się, czy tak silnie zasugerowałam się Twoim zdaniem, czy jednak moje jest w całości moje. ;) Faktem jest, że na początku było mozolenie się przez nudę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s