Pamiętajmy o „Ogrodach”

Trzy opowiadania. Jeden temat. „Ogrody” Jarosława Iwaszkiewicza wydają się być ilustracją słonecznej poznańskiej jesieni, która jeszcze tli się za oknami. Jak jesień  zmierzchają i wprowadzają w chłód, i jak ona tną ścianę skośnymi promieniami.

„Te opowiadania są żyłką słoneczną na ścianie, fotografią wszystkich jesieni” – aż chce się sparafrazować Baczyńskiego, by opisać zawartość tej pożółkłej od upływu lat książeczki Jarosława Iwaszkiewicza. Wyszperałam ją przez przypadek na regale u rodziców, nie spodziewając się wtedy, jaką miłą niespodziankę sobie sprawiam. Najkrócej można ją opisać, formułując lekko sprzedajny, postmodernistycznie podkasany slogan: 123 strony przyjemności.

123 strony przyjemności związanych z powolnym spacerowaniem pod ramię z wielkim pisarzem, który raz w zamyśleniu, raz w niespiesznym rozgadaniu, na które stać tylko prawdziwego introwertyka, wspomina ogrody, w których spędził dzieciństwo, młodość, małżeńskie lata. Detalicznie odmalowane krajobrazy, wiekowe drzewa i barwnie kwitnące krzewy pozornie stanowią tło dla wydarzeń – zamążpójścia kuzynki w „Snach” czy dawnej skrywanej miłości bez szczęśliwego zakończenia w „Sérénité”. W tytułowych „Ogrodach” wychodzą zdecydowanie na prowadzenie, jakby napisał Iwaszkiewicz „nie boją się być zbyt zewnętrzne”.

Najpierw opowiada zatem Iwaszkiewicz o ogrodzie swojego dzieciństwa, w którym „w sierpniu trzeba było wdrapywać się na wierzby z zapasem świeżych ogórków i z wielkimi tarczami dojrzałych słoneczników w rękach”. Później zabiera nas na wielkie oprowadzanie po Tymoszówce, która w przywoływanych obrazach kojarzy się „nie z kwiatami, a z owocami”. Wreszcie epoka Byszew, „nadających się do celów, w jakich je spożytkowałem: w celach rozmyślań i bardzo zasadniczych przeżyć”.

Bliska jest mi wrażliwość iwaszkiewiczowska i rozumienie, że nieważne jest to, co się sprzedało, „ale że się pomyślało tak czy inaczej”. Wspaniałe, wszech mnie obejmujące są te strony prześwietlone delikatnym, ostatnimi siłami grzejącym słońcem, które prześwituje między gałęziami starego dębu, wysokich sosen i przesmykuje się po ogrodowych ścieżkach. Jest w tym melancholijny złocień i tęsknota do czasów, które przeminęły i pochłonęły wielkie ogrody stworzone do spacerów, samotności czy czytania książki na ulubionej ławce. Tym bardziej odżywa we mnie to uczucie straty – straty czegoś, czego nigdy się nie miało – kiedy depczę przez chaszcze naszej wilczej łąki, dzikiej, ze skłonnością do błota, suchych badyli i psich kup.

I wpatruję się w to proroctwo, wypisane przez Iwaszkiewicza, i z żalem kiwam głową:

„Bo dawniejsi poeci widzieli nie tylko jedno drzewo. Widzieli zbiorowiska drzew, którym nic nie groziło, widzieli lasy, widzieli ogrody. Może już wkrótce nie będzie ogrodów. Ogromne połacie ziemi pokryją martwo błyszczące szklarnie i kwiaty, jak wszystko inne, będą płodem zorganizowanej produkcji, nic z improwizacji, nic z niespodzianki”.

Jarosław Iwaszkiewicz, Ogrody (Sny. Ogrody. Sérénité)
Wyd. Czytelnik, Warszawa 1977

Reklamy

5 uwag do wpisu “Pamiętajmy o „Ogrodach”

  1. Jej – Joanno, wzruszyłem się. Sądziłem że wszyscy, którzy czytają Iwaszkiewicza już zmarli. A tu taka miła niespodzianka. Ostatnio, będąc przejazdem w Polsce usłyszałem w programie II PR adaptację radiową „Sławy i chwały”.
    Też się wzruszyłem.

    1. Jej – telemachu, nie sądziłam, że taki tekst ku pokrzepieniu serc popełniam.
      Teraz z kolei ja się wzruszyłam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s