Jeśli Wenecja, to tylko zimą

Josif Brodski uczynił to, co wydawało się niemożliwe: polubiłam zimę, ba!, zatęskniłam za nią. Uściślając jednak, zastrzegam, że chodzi tylko o zimową Wenecję.

Poetyka esejów Brodskiego zebranych w książce „Znak wodny” jest tak silna i przemawiająca do wyobraźni, że nie wykluczam możliwości padnięcia z moich ust (spod klawiatury), powtórzonej za poetą, deklaracji:

„(…) nie przyjechałbym tu nigdy w lecie, choćby mi przystawiano lufę do pleców”. (s. 23)

Brodski inauguruje cykl spotkań z Wenecją w romantycznych okolicznościach. Czekamy wraz z nim na nocnym dworcu, aż pojawi się tajemnicza wenecjanka, Widok, i zawiezie go do hotelu. Wtedy poznajemy pierwsze refleksje poety o Wenecji. Miasto przecinane kanałami, odbijające tysiąckrotnie architekturę, sylwetki ludzi i łodzi w lustrze wód, tonące w zimowych szarościach i mgłach, wywiera tak silne wrażenie na przyszłym nobliście i człowieku uznawanym obecnie za jednego z największych eseistów XX wieku, że powraca do niej regularnie, rok w rok, aby spędzić w niej kilka zimowych tygodni.

„(…) zima to pora abstrakcyjna: traktuje zdawkowo barwy, nawet we Włoszech, wielki nacisk kładąc na imperatywy zimna i krótkotrwałości światła dziennego”. /s. 22-23

„Znak wodny” zawiera elementy subtelnego romansu o cierpkim (i bardzo szybkim) zakończeniu, nastrój i mrok powieści kryminalnej, a jednocześnie błyska – co ja piszę – błyszczy jednostajnie światłem inteligencji i elokwencji, przypominającym to z esejów „O fotografii” Susan Sontag, którą zresztą Josif Brodski znał i z którą się przyjaźnił, i z którą w Wenecji był się spotkał pewnego razu.

Dlaczego tekst jest tak piękny i zachwycający, że trafia bezkonkurencyjnie do grupy najlepszych książek przeczytanych przeze mnie w tym roku? Powodów jest kilka, w tym parę nieokreślonych, ledwo uchwytnych jak ślad lotu gołębi nad placem św. Marka czy smuga zamykającej się po przepłynięciu gondoli wody.

„W zimie budzi nas w tym mieście, zwłaszcza w niedziele, dźwięk jego niezliczonych dzwonów, jak gdyby za tiulem firan w perłowoszarym niebie wibrował na srebrnej tacy gigantyczny porcelanowy serwis do herbaty”. /s. 26

Od pierwszych stron zakochałam się (oby mąż nie był zazdrosny) w stylu Josifa. Nie tylko przez moje wyznanie z poprzedniego zdania czuję, jakbym przeszła z nim na „ty”. Jednocześnie konkretny i subtelny, unoszący się lekko ponad chodnikami i mocno stąpający po ziemi, jego sposób pisania porównuję z cienką kreską, rysowaną przez tuszowe piórko. Wiem, że wzmiankowane narzędzie służy głównie do rysowania, a na dodatek Brodski co roku toczył ciężką maszynę do pisania w swojej walizce, jednak ostrość przekazu każe mi machnąć na te dwa argumenty ręką. Brodski szkicuje nam Wenecję piórkiem, lekko, ostro, z konturami, bez wahania, bez drżącej dłoni.

Potrafi również zadrwić, zakpić i zaśmiać się, wskazując palcem na ukochane miasto. A czasem jego mieszkańców, gdyż zdarza mu się opisać spotkania z weneckimi prominentami i stacjonującymi tu ówczesnymi sławami kultury. Ciętym językiem przypomina wtedy Eliasa Canettiego w „Party pod wojennym niebem”.

Powracające motywy oka, lustra i wód, kwestie istnienia Boga i samoświadomości człowieka, wszystko to rozciągnięte na kanwie jednego dnia i jednej nocy spędzonych w Wenecji, zdumiewają trafnością. Chęć zakreślenia wszystkich podobających się fragmentów jest tu nie na miejscu: po paru próbach w końcu nie zakreśla się niczego – aby nie objąć w cudzysłów całego eseju. Tę książkę (i znajdujące się na końcu „Sonety weneckie”) przeczytam jeszcze nie raz. Na pewno nie tylko wtedy, gdy będę wybierać się do Wenecji.

Josif Brodski, Znak wodny (oryg. Watermark; Laguna, Wieniecjanskije strofy (I), Wieniecjenskie strofy (II))
Przełożyli Stanisław Barańczak i Katarzyna Krzyżewska
Wydawnictwo Znak, Kraków 2010

Advertisements

5 uwag do wpisu “Jeśli Wenecja, to tylko zimą

  1. Po tej recenzji nie odmówię sobie przyjemności! Zwłaszcza, że sama marzę o zwiedzaniu Wenecji, a nawet Florencji zimową porą…

    1. Czaro, koniecznie. Myślę – ośmielam się myśleć w ten sposób – że będzie Ci się podobać. A o Florencji zimą marzę już od paru lat. Może w końcu się ziści.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s