Ostatni Mohikanie naszych czasów

Asyryjczycy, Cymbrowie i Karaimowie – oni są bohaterami reportażu austriackiego pisarza i eseisty Karla-Markusa Gaußa. Podróżując po Szwecji, Włoszech i Litwie, reporter odnajduje ostatnich żyjących (lub silnie rozproszonych) przedstawicieli tych narodowości i bada ich tożsamość, poznając ich oryginalne języki i nastawienie do nich.

Mieszkańcy Roany odchodzą pogodnie

Asyryjczycy zagorzale pielęgnują w Szwecji swoją kulturę, gorliwie dbając o to, aby ich dzieci doskonale poznały swój język ojczysty. Cymbrowie, zamieszkujący odizolowaną przez góry część włoskiej prowincji Vicenza, rozmawiają co dzień ze sobą w języku cymbryjskim, lecz nie przejmują się zbytnio tym, że wraz z nimi – garstką ostatnich przedstawicieli nacji – zginie również język. Karaimowie w Wilnie, po upływie setek lat, nie nazywają siebie Litwinami, jednak nie potrafią wytłumaczyć osobom z zewnątrz, co ich tak bardzo odróżnia od innych: tylko pochodzenie? Czy również religia?

Austriacki pisarz wybrał dość ciekawy temat. Widać jego wielkie zaangażowanie w realizację projektu. Do każdej podróży i do każdego spotkania przygotowywał się, ucząc się odpowiednio asyryjskiego, cymbryjskiego, karaimskiego. Dołożył wielu starań, aby dotrzeć do nauczycieli, do słowników, do literatury. Za to należy mu się respekt, gdyż w wielu przypadkach przygotowywał się do napisania tych kilkunastu stron reportażu, które czytamy, przez kilka lat.

Ale właściwie dlaczego te narodowości? Dlaczego spotkania z mniejszościami narodowościowymi, o których większość ludzi nic nie wie? Gauß sam nie zna odpowiedzi:

(…) nadal nie mogłem pojąć, skąd bierze się moja sympatia dla wszystkich tych ludzi, którzy całkowicie bezinteresownie pielęgnują swoje zmarginalizowane kultury. Nie rozumiałem też, dlaczego ciągnie mnie do pisania o kimś, kto poświęca życie realizacji całkiem niedorzecznych projektów. Ich wszystkich symbolizują dla mnie Cymbrowie i cymbrolodzy: ekscentrycy, przywiązani do swojej intelektualnej pasji, nieprzejmujący się tym, że z łatwością można zbyć ją jako dziwactwo – i absolutnie ostatni obrońcy języka i kultury, o której sami wiedzą, że nie czeka jej renesansowy rozkwit, ale wcale nie zamierzają porzucić tego, co bez wątpienia skazane jest na zagładę.

(s. 76-77)

Sam będąc takim ekscentrykiem, oddanym intelektualnej pasji, Gauß nie potrafi nią zarazić ani na dłuższą metę zainteresować. Książka pozostawia, wstyd przyznać, obojętnym. Jest otwarciem oczu na istnienie tych mniejszości, ale na pomyślenie o ich losie poświęca się zaledwie kilka chwil po przeczytaniu reportaży. Obwiniam za to sposób, w jaki opowiada Austriak, bardzo poprawny, za bardzo, który sprawia, że z łatwością wchodzi się nad nią w senny nastrój, powracający, ilekroć znów pomyśli się o „Mieszkańcach Roany…”.

Książka „Mieszkańcy Roany odchodzą pogodnie” została opublikowana (i udostępniona do recenzji) przez Wydawnictwo Czarne.

Karl-Markus Gauß, Mieszkańcy Roany odchodzą pogodnie. Wyprawy do Asyryjczyków, Cymbrów i Karaimów,
Przełożyła Sława Lisiecka
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010

Reklamy

2 myśli na temat “Ostatni Mohikanie naszych czasów

  1. Karaimowie zawsze mnie ciekawili; pamiętam, że pierwszy raz przeczytałem o nich w „Dużym Formacie”, ładnych parę lat temu.

    ps.
    zdążyłaś, teksty będę słał dziś, dzięki!

  2. Oj Joanno, obawiam się, że – mimo iż tytuł i autornieomal identyczne – zupeönie inne książki przeczytaliśmy.

    Mnie ta książka wpadła w ręce przed ponad rokiem. Zacząłem kartkować w salzburskiej księgarni, skończyłem w z wypiekami w domu. „Die fröhlichen Untergeher von Roana” nie są jedynie senną relacją obieżyświata, są fascynującym zbiorem esejów o nas, o naszej gotowości lub niezdolności do rozumienia, akceptacji (i wspierania) tego co jest częścią ogólnoludzkiego kulturowego bogactwa.
    Gdy czytam(y) o losie Asyryjczyków w Turcji (gdzie są po równi od stuleci prześladowani zarówno przez Turków, jak i przez borykających się z podobnymi problemami Kurdów, a potem konfrontowani jesteśmy z rozkwitem diaspory w Szwecji, to nasuwają się smutne refleksje dotyczące naszej polskiej zdolności i chęci do akceptacji innych, braku polityki integracyjnej, niezdolności do pojmowania innego jako bogactwa.

    Bliżej nam do Kurdów niż do Szwedów. A najgorzej, że nawet tego nie zauważamy.

    Najbardziej jednak podoba mi się u Gaußa, że nie uatrakcyjnia rzeczywistości fajerwerkami dotyczącymi tego co wyjątkowe i surrealne. To cnota umieć się od tej po-Chatwinowskiej maniery powstrzymać.

    Ukłon

    t.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s