Jaki jest Italo Calvino tak naprawdę?

Zamaskowany eseista, strojący miny klaun, staromodny w upodobaniu do opowiadań jako bytów pan, w zaskakujący sposób nowoczesny wizjoner.
Calvino-kuglarz zna sztuczki, które przykują uwagę nawet największego sceptyka. Pstryka palcami i choć to tak znany gest, on robi to tak, że naprawdę działa. W swoim sztukmistrzostwie nie jest irytujący (por. John Irving). Nie cieszy się, że ma nas pod swoją kontrolą. Nie czerpie satysfakcji z tego, że jeżeli zechce, może czytelnika do końca książki trzymać pod autorskim pantoflem.
Italo Calvino w pożółkłym wydaniu
Wręcz przeciwnie: Calvino czytelnika nie tylko szanuje, ale na swój przekorny prozatorski sposób uwielbia. Czytelnik jako człowiek i jako postać fascynują go. Tak bardzo, że poświęca mu całą książkę “If on the Winter’s Night a Traveller”.
Wspólną podróż z Italo Calvino rozpoczynamy na stacji małego miasteczka bez nazwy. Spóźniony na pociąg podróżny, który z kimś miał się na stacji spotkać, chodząc z kąta w kąt po peronie, wprowadza nas w coraz to bardziej zagadkową kryminalną intrygę. Gdy natężenie uwagi wzrosło tak bardzo, że kartkę odwraca się z jawnym zniecierpliwieniem, Calvino porzuca czytelnika z rozpaloną ciekawością i prowadzi do nowego opowiadania, do nowego początku, o którym dowiadujemy się stopniowo, że nie ma szans na nie tylko szczęśliwe, ale w ogóle na zakończenie. Pojawia się tu romans, kryminał, powieść erotyczna, historyczna i opowieść wojenna – czego tu nie ma – a wszystko to raptownie przerwane, ucięte.
Nie tylko Ty chcesz wiedzieć, co było dalej. Dalszy ciąg jeszcze silniej chce poznać podglądany przez Calvino Czytelnik. Ten, o którym początkowo wydaje się, że pisze jedynie esej. Esej poświęcony sztuce czytania. Są tu zatem rozmaite sytuacje z życia, jeszcze będącego jedynie zlepkiem różnych możliwości, czytelnika: wygodnie moszczącego się w swojej ulubionej pozycji do czytania, szukającego książek na półkach księgarni i dzielącego je na trafne kategorie (o tym innym razem), rozpoczynającego lekturę, deszyfrację wyrazów, wchłanianie historii. Było to tak celne, że czułam się wręcz podglądana przez karty książki. Są to jedne z najlepszych fragmentów książki: trafne i zabawne. Widać po nich wspaniałego eseistę i prawdziwego pasjonata czytania.
Przygody, jakim poddaje Czytelnika Calvino, są nie mniej interesujące. Wydające się najpierw być poboczem, okazują się drogą właściwą, na którą przenosimy się komfortowo, wygodnie, filistersko. A tu – ciach, też nagły zwrot. Ale nie będę zbyt wiele zdradzać.
Uknute jest to wszystko jak prawdziwy majsterszyk. To czysta przyjemność czytania, o jakiej traktuje. Jednak – nadpełza ta szara chmura wątpliwości, pewna jak nic innego w recenzjach – pod koniec jest się zmęczonym ciągłym przeskakiwaniem Calvino z opowiadania na opowiadanie. Jak zmienna dziewczyna, pragnie teraz stabilizacji, jasnego układu, jednoznacznych zasad współżycia.
Próżne pragnienia.
Tworzę zbyt wiele historii jednocześnie, bo chcę, abyś czuł wokół nich nasycenie innych, które mógłbym opowiedzieć i które może opowiem lub, kto wie, może już opowiedziałem przy innej okazji; przestrzeń pełną opowiadań, które może są po prostu moim życiem, w którym możesz pójść w którąkolwiek stronę, zawsze znajdując historie, których nie można opowiedzieć, nie opowiadając wcześniej innych i tak oto zaczynając z dowolnego miejsca, spotykasz wiecznie tę samą gęstość materiału do opowiedzenia. (s. 109, tłum. wł.)
I osiąga tę gęstość Calvino, jednak kosztem stworzenia środowiska dobrego dla rojowiska pszczół: jak one otaczają nas ze wszech stron słowa i w którąkolwiek by nie pójść stronę, wszędzie jest się narażonym na wściekłe buczenie i potencjalne użądlenia. Choć może Calvino nie gryzie. Ale i też on nie z tych, co głaszczą.

W tym fantaście z rozmachem dostrzegam też, przepraszam za brzydkie słowo, profetę. Proroctwo Calvino zasadza się w tym, że już w 1979 roku wiedział, że my, poczciwcy z XXI wieku, uwikłani zostaniemy w digitalizm, w interaktywność, a nasze tradycyjne książki staną się pospolicie e-bookami, czytanymi na specjalnie do tego zaprojektowanych urządzeniach. Co więcej, Calvino przewiduje, że niektórzy zaczną czytać po łebkach, korzystając z arcyfunkcji czytników i książki poznawać będą tylko po frazach kluczowych. Prawdziwy SEO Reading, proszę państwa.

Wyprzedził Calvino, wyprzedził czytelnika, czas i po trosze siebie. Widzę, jak pedałuje na czele peletonu, jak miga błyskiem szprychy na zakręcie, jak pociąga z bidonu. Nikt przecież nie wyklucza, że ten kubańskiego pochodzenia Włoch był i rowerzystą. Był nim czy nie był, zostaje po nim ten sam powidok i niejasne poczucie, że coś nas minęło. Ma to ten sam posmak, który pozostawia po sobie przyjemność po chytrze zmajstrowanej prozie.


Italo Calvino, If on the Winter’s Night a Traveller (oryg. Su una notte d’inverno un viaggiatore)
Przeł. William Weaver
Vintage Books, London 1998

Reklamy

7 myśli na temat “Jaki jest Italo Calvino tak naprawdę?

  1. Pięknie napisałaś!!!
    Razem z tym cytatem o pisaniu warte to przeczytania jeszcze kilka razy.
    A ja pamiętam tylko.. ale czy na pewno?… „Jeśli ciemną nocą..”, nie „Jeśli zimową nocą podróżny”, ale wtedy nie rozumiałam…

  2. Od lat chcę przeczytać akurat tę książkę, od lat mi się nie udaje. Po tej notce, mój apetyt stał się jeszcze bardziej niespokojny.

  3. Nie tak dawno również czytałam powieść Calvino. Byłam podobnie jak ty zachwycona. Rewelacyjna i odkrywcza rzecz. Nie wiem czy wiesz, ale najnowsza płyta Stinga nawiązywała właśnie do tej powieści („If on a Winter’s Night…”). Polecam kompilacje Sting i Calwino. Świetny duet :) pozdrawiam

  4. W fajny sposób napisałaś o tej książce, którą czytałem prawie dwa razy jakieś dwa lata temu. Takim barwnym językiem, momentami poetyckim. Ja tak nie analizowałem i interpretowałem tej powieści. Jak powiedziała kiedyś moja koleżanka: o tej książce można by napisać pracę doktorską. To przecież dzieło otwarte pełne mistyfikacji i demistyfikacji.Nic więc dziwnego, że podobno pierwsze wydanie polskie pożyczano i nie oddawano z bibliotek. Cóż, teraz też tak robią, tylko gust nienasyconych powieściami złodziejaszków stał się bardziej różnorodny.

  5. Ach, właśnie z tym Calvino tak jest, jak napisałaś. Jedzie gdzieś z przodu, ale ale, błysk jego sylwetki powoduje, że wzrok (Twój? mój na pewno) staje się pozaczasowy.
    Jakaś taka ambiwalencja – szczególnie uderzyła mnie w Baronie Drzewołazie – ten Calvino jest taki błyskotliwy, ironista, prześmiewca, łobuz; a jednocześnie tak wstecz się to czyta. Melancholijnie, przemijająco, przy tym całym przymykaniu oka, bardzo szlachetnie.
    Powiedział (Calvino) kiedyś, że klasyka to to, o czym wszyscy mówią, a nikt nie czyta. No to w tym względzie się mylił; przynajmniej jeśli chodzi o mnie. Pierwszy raz coś o Calvino właśnie powiedziałem, a po raz pierwszy czytałem go 15 lat temu :)

  6. Se una notte d’inverno un viaggistore, książka przewodnik po życiu i literaturze. Przede wszystkim znakomita zabawa.
    Polecam całym sercem.
    Lotar King

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s