Do odważnych Azja należy

Jedzie do Stambułu „W Azji” Tiziano Terzaniego w moim bagażu podręcznym i pływa ze mną promami po Bosforze. Co wynikło z tego naszego współpodróżowania?

W Azji, Tiziano Terzani

Przede wszystkim wnioski, owocujące żelaznymi postanowieniami: na podróż nie zabierać reportaży i książek o podróżach. Czegoś jest tu za dużo, coś się wylewa za burtę. Podróżowanie samo w sobie jest tak absorbujące, że cudze podróże, na dodatek w inne miejsca, schodzą na drugi plan i stają się mniej ważne. Zupełnie inna sprawa z fikcją – fikcji w podróży nigdy nie za wiele (ale o tym przy innym kominku, przy innym bajaniu).

Postać autora „W Azji”, tego przesympatycznego Włocha, piszącego przez większość życia korespondencję zagraniczną dla niemieckiej prasy (np. dla Der Spiegiel), od razu obdarza się ciepłym uczuciem. Gładkosłowny, obrazowy, klarowny – bez zgrzytów stylistycznych i bez silenia się na sztuczne i niestrawne empatie przeprowadza czytającego przez wszystkie konflikty azjatyckie, jakie miały miejsce w latach 1965-1997. Ryzykując życie, jeździ do krajów w trakcie wojny. Zawsze dociera do obu walczących czy skłóconych stron. Zostaje porwany i przesłuchiwany, ale to go nie odstrasza od wykonywania zawodu. Co by nie powiedzieć: reporter pełną gębą i to pierwszej klasy.

Jednak już na końcu palca – tego najmniejszego – czai się wątpliwość, niezastąpione „ale” i zawisa jak niestrząśnięta kropla nad klawiaturą. Skąd bierze się ono w tych reportażach z Wietnamu, z Kambodży, z Laosu, z Korei Północnej i Południowej? Opisane przez Terzaniego konflikty zbrojne i nienawiści, tortury i masakry – choć ciekawe przez to, że tak nawarstwione i wieloznaczne, a dla Europejki odległe czasem i miejscem – summa summarum stały się dla mnie powtórką z historii. Tak wielkie nagromadzenie różnorodnej (a przecież wszędzie takiej samej) wojny na stronach książki sprawiło, że najlepiej zapamiętuje się teksty wojnie niepoświęcone. I te są wprost wyborne, gdyż dotyczą życia w Japonii, w Honkongu czy w Indiach. Przedstawiany jako mistrz reportażu i korespondent wojenny, Terzani błyszczy również jako wnikliwy obserwator społeczeństwa zwyczajnego, codziennego. Mieszkając przez wiele lat w Tokio, zastanawia się, jak być Japończykiem i czy Japończycy potrafią być szczęśliwi. Opisuje japońskie zwyczaje, podróże wahadłowe metrem na linii praca-bar-dom. Zwraca uwagę na to, czemu uwagę poświęcają Japończycy, np. toalecie i ubikacji. Brzmi dziwnie? A niech tam – to właśnie jest najciekawsze.

Jak nam Terzani pisze? A pisze nam prosto, po dziennikarsku. Porównywany do Kapuścińskiego, pozostaje jednak w realiach opisywanej rzeczywistości, nie ubarwia jej, nie uprawia literatury. I jest w tym nieuprawianiu bardzo dobry. „W Azji” to zbiór jego reportaży, artykułów, listów do żony, fragmentów dziennika – ogrom tekstu poświęconego prawdziwej fascynacji Terzaniego: Azji. Spotkanie z tą książką to nie tylko okazja na poznanie czy przypomnienie sobie azjatyckich dziejów, ale również namacalny dowód na to, że w życiu warto kierować się chęcią spełnienia marzenia i pasją. Trzydziestoletni Terzani uświadomił sobie w czasie podróży z żoną, że chce mieszkać w Azji i o niej pisać. Nauczył się chińskiego, a potem też japońskiego, a później rzucił ustabilizowane życie, jakie wiódł we Włoszech i wyruszył na spotkanie nieznanego.

I tej odwagi, i tego, że mu się udało zrealizować swój plan na siebie bardzo mu zazdroszczę.

Tiziano Terzani, W Azji (oryg. In Asia)
Przełożyła Joanna Wajs
Wydawnictwo WAB, Warszawa 2009

Reklamy

5 myśli na temat “Do odważnych Azja należy

  1. Na mojej niekończącej się liście już od dawna, kiedyś w końcu zdobędę i przeczytam. Słyszałam dość podzielone opinie na temat Terzaniego, tych pozytywnych na szczęście jest sporo, a opisywany region mnie ciekawi, więc… przeczytam na pewno. Kiedyś ;)
    I jak, jak Stambuł? :D
    Pozdrawiam serdecznie!

  2. Czytałem wcześniej „Nie nie zdarza się przypadkiem” i „Powiedział mi wróżbita”. „W Azji” odłożyłem na później z myślą, że zbiór reportaży/artykułów to – właśnie – zbiór, jakaś kompilacja, coś co niekoniecznie dobrze musi się nawarstwiać. Dlatego Terzaniego polecałbym raczej od dwóch pierwszych wymienionych książek. Napisałem o nich trochę tu: http://wojtekwalczak.wordpress.com/2009/06/21/madrosc-wschodu-ha-ha-ha/
    I tu: http://wojtekwalczak.wordpress.com/2009/08/13/drugie-spotkanie-z-terzanim/

    PS. A dziennika we „W Azji” dużo?

    1. Niedużo. Raczej dyskretnie i z umiarem. Trochę na początku – notatki z pierwszych wrażeń z podróży do Japonii – i pod koniec. Co do paru tekstów mam podejrzenia, że to również zapisy dziennikowe, ale nie potwierdza się to żadnym przypisem ani komentarzem.
      „Powiedział mi wróżbita” mam już na regale. Poczeka trochę na swoją kolej. Choć słyszałam już opinie, że „W Azji” lepsze niż „Powiedział…”.

  3. Podziwiam takich ludzi jak Terzani. I takze mu zazdroszcze, tego, ze wszelkie „ale” i „przeciez” nie zatrzymaly go. Czy jego choroba, opisywana w innej ksiazce, miala cos wspolnego z decyzja, ze warto realizowac swoje marzenia, chocby nie wiadomo jak szalone byly?

  4. Czytałam całkiem niedawno i teraz mam sporą ochotę na inne jego książki. Właściwie reportaże Terzaniego najbardziej chyba przypadły mi do gustu spośród wszystkich, które czytałam, właśnie przez to „nieuprawianie literatury”.
    A Terzani był człowiekiem bardzo interesującym, właśnie w uporczywej realizacji swojego planu, naprawdę można mu tego zazdrościć.

    Natomiast nie rozumiem jakiegokolwiek porównywania Terzaniego z Kapuścińskim (i to nie tylko dlatego, że Kapuścińskiego nigdy zbytnio nie lubiłam). Terzani wydaje się spokojniejszy, bardziej przemyślany, mniej nachalny i w sumie jakby mądrzejszy, chociaż ciężko mądrość pisarza określać i mierzyć,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s