Zapiski Señora C

„Zapiski ze złego roku” J.M. Coetzee’go zostawiły mnie napoczętą. Napoczętą w podobaniu i napoczętą w niepodobaniu. Połowiczny ten stan można by zaznaczyć w książce pocztówką, jak cezurą, nazwijmy to, fajności.

Czy raczej dwiema pocztówkami. Ale zacznijmy od początku.

j.m. coetzee, Zapiski ze złego roku

„Zapiski…” to książka z trójpodziałem narracji. Jej dwie trzecie należą do pisarza, zwanego w książce Señorem C, w pozostałej części głos zabiera jego sekretarka, Anya. Schorowany pisarz, coraz gorzej widzący i coraz słabszy, zatrudnia do przepisania swojej nowej książki z krótkimi esejami młodą, piękną kobietę. Nie ma wątpliwości, że wybiera ją na swoją sekretarkę z racji jej urody. Anya zgadza się, gdyż nie ma nic innego do roboty, a poza tym sprawia jej przyjemność podobanie się dużo starszemu mężczyźnie.

Zastanawiam się, jaki był pomysł Coetzee na tę książkę. Czy tak jak jego bohater chciał sprecyzować swoje poglądy w kwestiach polityki, filozofii i literatury, gdyż uznał, że wiek już mu pozwala na odgrywanie roli mędrca i autorytetu, a później dopisał wątek relacji między pisarzem a Anyą, aby czytelnikowi było łatwiej przełknąć część eseistyczną? Jeśli tak, to niepotrzebnie. Eseje są frapujące, a wątek fabularny, choć dobrze się czyta, to tylko dodatek, bez którego można się doskonale obejść.

Książce wystarczyłyby eseje: subtelnie piękne, wyważone, przemyślane. Jak ten o klasykach. Jak ten o fotografii (który zachowuję w pamięci na czasy, gdy wreszcie znajdę czas na doczytanie „O fotografii” Susan Sontag). Jak ten o macierzystym języku. I o Dostojewskim. To one zapadają w pamięć po przeczytaniu tych ponad 180 stron.

Kończąc, dodam, że z początku zaintrygowana trójdzielną jednoczesną narracją, pod koniec książki byłam już nią zmęczona. Przeskakiwanie pomiędzy esejami, dziennikiem pisarza a zapiskami Anyi irytowało. Do tej książki potrzeba albo dobrej pamięci, albo trzech zakładek.

j.m. coetzee, Zapiski ze złego roku (oryg. Diary of a Bad Year)
Przekład Michał Kłobukowski
Wydawnictwo Znak, Kraków 2008

I jeszcze coś specjalnie dla przesłuchujących mnie wczoraj dwóch pań psycholog:

„Ja nie pojmuję natchnienia jako stanu łaski – pisze Gabriel Garcia Marquez – czy też boskiego podmuchu. Według mnie jest to pogodzenie się z tematem dzięki wytrwałemu dążeniu do opanowania go (…) autor stanowi siłę napędową tematu i odwrotnie (…) znikają wszelkie przeszkody, wszystkie konflikty zostają usunięte i człowiekowi przychodzą do głowy rzeczy, o których mu się wcześniej nie śniło. Wtedy nie ma w życiu lepszej rzeczy niż pisanie”. (s. 160)

Myślę, że Marquez by nas wczoraj bardziej zjednoczył niż to zbędne flow, o którym rozprawiano z w górę uniesionymi oczami i tanią egzaltacją.

Advertisements

13 uwag do wpisu “Zapiski Señora C

  1. Już od dawna nie wracam do Coetzee’go, choć wydaje mi się, że jest coraz bardziej modnym pisarzem, ale zaintrygowałaś mnie tą książką.

    Cytat jest świetny, flow, wena, natchnienie, czy jakkolwiek to nazwać, jest pięknym stanem.

  2. Pięknym, ale jakże rzadkim, Czaro! A z wczorajszych rozmów o pisarstwie i byciu kreatywnym (to dopiero modne wyrażenie) wynikało, że prawdziwy pisarz tworzy jedynie w oparciu o wenę, natchnienie, flow. Z czym po prostu nie umiem się zgodzić.

    Do książki bardzo zachęcam. Wiele pięknych momentów.

  3. To ciekawe co piszesz nt. książki Coetzee’go. Ja akurat uważam część eseistyczną za najsłabszą i bardziej przychylałbym się do stwierdzenia, że bez niej książka mogłaby się obejść.

  4. Lubię panie psycholog (psycholożki?), bo czasami widzą problemy, których nie ma. Nawet tacy rasowi defetyści jak ja nie są w stanie im dorównać.

    Pana Coetzee czytałam dotychczas raz – „Hańbę”. I zastanawiam się, co ugryźć jako następne.

  5. A mnie spodobało się ostatnio porównanie pisania powieści do biegania z „O czym myślę, kiedy myślę o bieganiu”. Ponieważ próbowałam i pisania i biegania, to wiem, sama niestety nie jestem typem długodystansowca. Ale pod wpływem lektury kupiłam wczoraj nowe buty do biegania. Spróbuję jeszcze raz :)

  6. Jeszcze nie miałam przyjemności czytać tegoż autora, chyba podobnie jak Czara, czuję jakiś wewnętrzny opór.
    Ale kto wie, kto wie…

    pozdrawiam serdecznie :)

  7. Znowu weszłam do Poczytalni. Znowu tyle bliskich mi książek i komentarzy . I te uznania w postaci nagród! Jestem jakby u siebie. Jedynie „Zapisków…” z 6 książek Coetzee’go nie przeczytałam do końca; z 6-ciu stojących u mnie na półce tego autora. Może jednak wrócę do niej, książki. Wtedy, 2 lata temu zmogła mnie trudna forma czytania. Hańba była moim odkryciem jeszcze przed Noblem, „Czekajac na barbarzyńców”- to było najlepsze.
    Murakami – chłonęłam i zachłystywałam się. Ale tylko w przekładzie Zielińskiej-Elliott.
    Znowu znalazłam Magdę Szabo, „Piłata” za 1 złotówkę w bibliotece jako wycofywaną książkę do kupienia. Kupiłam oczywiście i czytam właśnie. Inspiracją były „Zamknięte drzwi ” przeczytane przez Ciebie , Joanno, i przeze mnie potem, o czym pisałam tutaj. Po tej lekturze pisałam o smierci mojego ojca: i w „Piłacie” jest własnie cos z tego! Nawet wiele.
    W Twojej „Poczytalni” odnajduję również swoje sensy. Wdzięczne to jest. Czekam na tekst „O fotografii”. Cieszę się z doceniania „Poczytalni”. Bardzo.

  8. Joanno (piszę i prawie widzę siebie: Jolanto), poczytuję sobie niepoczytalnie Twoją Poczytalnię, i odnajduję wiele własnych okruchów zachłyśnięć książkowych, odrealnień, odkonkretnień (w kosmos literatury) i cieszę, że są takie archipelagi (i te czasopismowe także), gdzie mogę spotkać ludzi o podobnych pasjach.
    Tego autora czytałam jedynie „Hańbę”, która zrobiła na mnie spore wrażenie, ale jakoś na razie nie dałam się zaprosić do tego świata na dłużej. Może sięgnę po eseje? Dziękuję za inspirację. Pozdrawiam.

  9. Miałam ochotę wyć w niektórych momentach czytania „Zapisków ze złego roku” – nigdy nie zrozumiem, dlaczego Coetzee nie mógł tych trzech różnych części ułożyć po sobie, a nie równolegle. Pod koniec byłam już tak wściekła, że oddzielnie czytałam eseje, a oddzielnie doczytywałam ten nieszczęsny dół na każdej stronie.
    Ale myślę, że nie tylko ogólna nerwowość podczas czytania wpłynęła na raczej negatywną ocenę „Zapisków…”, już wolałam podobną w sumie „Młodość”.

  10. Coetzee’go uwielbiam wręcz namiętnie, w pewnym czasie przeczytałam prawie wszystkie jego książki jedna po drugiej. „Zapiski…” ułożyłabym na jednym z ostatnich miejsc – niestety, zdecydowanie przekombinowana forma :) Moim zdaniem powinien wydać eseje i już, koniec kropka, dobre same w sobie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s