Mandaryni, Simone de Beauvoir

Być pisarzem czy aktywistą? Mieszkać z niekochaną już osobą, byle nie sprawić jej przykrości powiedzeniem prawdy czy żyć w zgodzie z sobą i odejść? Co jest ważniejsze: przyjaźń i lojalność czy własne prawdy i poglądy? Czy wtrącać się do życia dorastającej córki, czy pozwolić jej decydować samej?

Mandaryni, S. de Beauvoir

Byłabym arogancka, gdybym próbowała wyliczyć wszystkie wątki i problemy, jakie porusza Simone de Beauvoir w swojej największej książce „Mandaryni”. O tej książce można by napisać prace, eseje i może nawet kolejną książkę (czemu już stanowczo bym się sprzeciwiła, gdybym miała coś w tej sprawie do powiedzenia) i wciąż nie wyczerpać tematu. Napisana przez francuską pisarkę w 1952 roku, jest wciąż tak niewyobrażalnie aktualna, choć nie żyjemy w kilka lat po wojnie, choć nie jestem Francuzką podróżującą przez kontynenty.

Próbuję okiełznać myśli, wyrobić je w spójne zdania, ale książkę przeczytałam już parę tygodni temu i nadal nie potrafię pisać o niej tak, jakbym chciała. Mam wrażenie, że jestem jak sito, które nie doniesie wszystkich kwestii wartych poruszenia, choćby najkrótszej wzmianki. Spróbujmy:

  1. Książka pisana jest o tych samych ludziach z dwóch perspektyw: młodego pisarza i doświadczonej psychoanalityczki, której mąż jest najbliższym przyjacielem wspomnianego pisarza. Ich światy przenikają się, mijają jak ludzie w ich mieszkaniach, domach na wsi, spotkaniach w redakcji. Spędzają razem czas na rozmowach, na jeździe na rowerze, na bezsensownym gniewaniu się na siebie przez połowę książki (które jest jednak jak najbardziej sensowne jako element fabuły).
  2. Przez to przenikanie staje się przeglądem powikłanych relacji, w których szamocą się bohaterowie. Relacji między ostygłym w uczuciach małżeństwem, którego bazą jest jednak wciąż przyjaźń. Stosunkach między liberalną matką a niezrównoważoną córką. Przyjaźni pomiędzy pisarzami na dwóch biegunach rozwoju: jednym o ustabilizowanej opinii, drugim po debiucie, ale nie potrafiącym napisać kolejnej książki. Pomiędzy kolegami w redakcji. Pomiędzy parą, w której jedna strona tak bardzo nie kocha, że nie potrafi o tym powiedzieć, a druga tak bardzo kocha, że nie potrafi dostrzec końca. Przenikanie spojrzeń daje zwielokrotnioną perspektywę w rozumieniu postaci.
  3. „Mandaryni” to raport z obserwacji, dialog, niekończąca się dyskusja o sprawach ważnych, nadających życiu sens: ludziach, uczuciach, pisaniu, tworzeniu, dawaniu pomocy, działaniu, podróżach. Ale i o tych drobnych, które sprawiają, że poszczególne dni jak tabletki da się przełknąć i brnąć w życie dalej: o jeździe na rowerze, filiżankach kawy, domu na wsi, kwiatach, o codziennym małym pięknie, które tym jest wartościowsze, im trudniejsze dni.

Nudne tylko partie o polityce, komunizmie i zachwytach nad ZSRR (długie fragmenty, potrzebne dla zrozumienia relacji przyjaźniących się pisarzy).

Książkę czytałam w oderwaniu od interpretacyjnego klucza i nie patrzyłam na postaci jak na samą autorkę i jej kochanków, przyjaciół i znajomych (Sartre’a, Alberta Camusa i Nelsona Algrena*, by wspomnieć tylko tych najważniejszych). Nie było mi to potrzebne w „Mandarynach”. Wystarczały mi zwykła przyjemność czytania i fragmenty takie jak ten:

Dojrzały, mieszczący się w pewnych granicach, wykończony, on sam, taki, a nie inny – ale kto? W pewnym sensie zadecydują o tym jego książki, ale i odwrotnie, by je napisać, trzeba poznać prawdę o sobie. (s. 183)

*       Choć Nelsona Algrena na pewno nie polubiłabym, gdybym go poznała po lekturze tej książki. Nic więc dziwnego, że po „Mandarynach” obraził się na Simone i nie chciał z nią dłużej utrzymywać kontaktu.

Simone de Beauvoir, Mandaryni (oryg. Les Mandarins)
Przełożyły Aleksandra Frybesowa, Ewa Krasnowolska
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2009

Advertisements

14 uwag do wpisu “Mandaryni, Simone de Beauvoir

  1. no popatrz sie ILE ty wyciagnelas fajnych rzeczy z tej starej ramoty! czytalam „mandarynów” pare lat temu tylko dlatego, ze kupilam za bezcen. glównie zostalo mi poczucie irytacji na glupote i sluzalczosc francuzów w stosunku do ZSRR. jak dla mnie przedwojenni komunisci byli OK, ale obstawanie przy komunizmie po wojnie to zdecydowany brak inteligencji. na dodatek naogladalam sie filmów na temat zwiazku de beauvoir z sartre’m i ten facet wyjatkowo mi sie nie podoba (kabotyn!) – co tez rzutowalo na odbiór ksiazki.
    zeby powiedziec cos pozytywnego, to podobno mlodzi ludzie w latach piecdziesiatych zacytywali sie w „mandarynach” i wtedy to bylo odkrycie – wiem od mojego ukochanego profesora

  2. ja juz zacieram rece na moj piekny, cudem wylowiony z antywkariatu, egzemplarz. chce skonczyc wszystko, co czytam teraz by nie psuc sobie smaku. Twoja recenzja tylko zaostrzyla apetyt, a ze z piorem pani de Beauvoir mialam juz nieraz do czynienia, zapowiada sie istna uczta.

  3. Dzień dobry,

    Podoba się. Podoba się ten świeży layout i to, że czytasz, na świeżo, bezpretensjonalnie, takie starocie.

    „OK, ale obstawanie przy komunizmie po wojnie to zdecydowany brak inteligencji.” – OK, ale trochę kategorycznie powiedziane. OK, ale tym jednym zdaniem wyeliminowana została praktycznie cała, z nielicznymi wyjątkami, francuska inteligencja. Do lat siedemdziesiątych.

    Nelson Angren, czy to ten od polonijnych dzielnic Chicago? Pozdrawiam, t.

    1. A, dzień dobry,

      Layout mnie z kolei już powoli zaczyna męczyć i pracuję nad czymś nowym, ale dziękuję bardzo za miłe słowa. Cieszę się, że innym się podoba i jeszcze działa odświeżająco na dodatek.

      Nelson Algren – ten sam: Chicago, pisarz, dzielnice polonijne, tak.

      Z pozdrowieniami,
      j

  4. tomku – jak dla mnie lewicowosc i komunizm to dwie rózna rzeczy. sama plasuje sie, nazwijmy to, blisko lewicowej przedwojennej inteligencji. nie jestem specjalistka od FR, natomiast wiem wiele o szwedzkiej partii komunistycznej i jej bliskich kontaktach z honeckerem oraz ZSRR. poznalam tu ludzi, kt twierdza, ze my spapralismy robote i ONI prawdziwy komunizm jeszcze zaprowadza – zupelnie bez refleksji nad historia. natomiast francuska inteligencja byla inwigilowana i wykorzystywana pzrez rosjan. there are free lunches – jak ktos ci cos, to bedzie sie spodziewal czegos w zamian. inteligentny czlwoiek chyba zdaje sobie z tego sprawe?

  5. „…blisko lewicowej przedwojennej inteligencji.”
    Ooooczywiście. Plasowanie się po stronie przedwojennej lewicy ma równie wiele wspólnego ze współczesną polityką co plasowanie się po stronie Kartaginy w wojnach punickich. Archeologia.

    „…jak dla mnie przedwojenni komuniści byli OK, ale obstawanie przy komunizmie po wojnie to zdecydowany brak inteligencji.” Robisz dokładnie to samo, co wytykasz Francuzom: brak refleksji nad historią. Dlaczego po wojnie? Co wojna zmieniła? Uogólniasz polskie, wojenne na wskroś, doświadczenie, tymczasem we Francji: radziecka Rosja uważana była za zbawcę ludzkości. Zwalczyła hydrę. Komuniści we Francji zaś stanowili jedyną znaczącą polityczną siłę w kraju, która nie skompromitowała się współpracą z nazistami (albo tylko troszkę się skompromitowała). Zapaść elit była spektakularna. Komunizm stał się więc naturalnym ideologicznym wyborem.

    Rozumiem, że gułagi, że Ribbentrop-Mołotow, że Rosjanie finansowali (Amerykanie we Francji z kolei finansowali izolację Parti Communiste), że wymagało to szczególnej ślepoty, że to, że tamto, ale ostrzegam przed potępianiem w czambuł i stwierdzaniem, że wszystko to świadczy o zdecydowanym (dlaczego zdecydowanym?) braku inteligencji.

    „there are free lunches – jak ktos ci cos, to bedzie sie spodziewal czegos w zamian.” – to już nie rozumiem, są te darmowe obiady, czy wszyscy oczekują czegoś w zamian? życzę miłej niedzieli.

  6. tomku,

    obawiam sie, ze sie nie dogadamy!

    dla jasnosci napisze po szwedzku: „det finns inga gratis luncher”. slówko „NIE” umknelo mi jak pisalam – i osoba inteligentna pewnie by sie domyslila…;-)

    uczylam sie co prawda osiem lat francuskiego, ale jak juz napisalam na samej FR znam sie slabo. moze francuska inteligencja byla jak u SB, a moze nie byla. moze wszyscy byly komunistami, moze niektórzy, a moze niewielu? w kazdym razie ci, kt sa opisani w „mandarynach” odrzucaja mnie swoim oportunizmem i serwilizmem. to juz wole janka krasickiego, bo on dzialal z przekonania. nie rozumiem czemu teraz zmienia sie wszystkie nazwy ulic w PL z tzw.komunistycznych, bo polscy komunisci byli „be” (nawet taki szlachetny czlowiek jak warynski), a mialabym rozplywac sie nad powojennymi, odtwórczymi i tuzinkowymi komunistami francuskimi?

    joanno, przepraszam za mozliwe naduzycie – pewnie nie zyczysz sobie pyskówek na twoim blogu?

    pozdr \ m

    ps. mialam B mila niedziele

  7. @gospodarz bloga

    Mam nadzieję, że moje votum separatum w sprawie traktowania hurtem komunistycznej lewicy nie wyprowadza Pani z równowagi ani bloga z równowagi nie wyprowadza? Nie miałem złych zamiarów. Komentarze są solą bloga czy coś takiego mi się pomyślało.

    @szwedzkiereminiscencje

    „i osoba inteligentna pewnie by sie domyslila…” wytsacrzy że pirewzsa i otsaitna lteria danego wyrazu jest na swoim miejscu, żeby można było odczytać tekst: czy to jest powód dla którego powinniśmy zaniechać korekty?

    @janek krasicki & reszta

    Z biogramu na wiki wynika, że niezbyt sympatyczna postać. Przynajmniej w trakcie wojny. Reszta świadczy, że Pani nie przekonam i w ogóle nie wiem, w jakim reszta jest związku (ulice, Waryński, Sartre jest tuzinkowy). A zatem,

    @niedziela

    Cieszę się, że oboje mieliśmy udaną niedzielę.

    1. Ależ nie czuję się wyprowadzona z równowagi. Z ciekawością przyglądam się, rozwijającej się dyskusji.
      Nie czuję się też obrażona – zupełnie. Nawet nie przyszło mi to do głowy.
      O francuskim komunizmie napomknęłam w jednej linijce tekstu i jeżeli o mnie chodzi, wolę się tylko za tą linijką skryć. Dyskusje polityczno-historyczne nigdy nie były moim miejscem angażowania się, stąd milczę. W niczym nie przeszkadzają mi jednak rozmowy innych osób na łamach mojego blogu. Które (komentarze), tak, są przecież pewnego rodzaju pożywką dla blogu.

      Do dysputy dodam tylko z uśmiechem, że również miałam udaną niedzielę.

  8. o kursa, panie t,

    a mysli pan, ze radzieccy komunisci byli sympatyczniejsi od naszego janka k? mieli paru sympatycznych idealistów, ale ci zostali zmiecieni przez wiatr historii, zaczynajac od 1937 roku – polecam autobiografie jeleny bonner

    powolalam sie na janka k, poniewaz stosuje pan podwójne standarty: komunisci polscy „be”, za to francuscy „cacy”. snobizm? kompleksy? janek byl paskudny, ale przynajmniej mial pasje i nie byl pieczeniarzem. w zlej sprawie, ale chyba, biedaczek, uwierzyl w komunizm (niedawno byl swietny wywiad w GW z kims, kto go znal osobiscie – niemoge sobie teraz tylko przypomniec z kim)

    co do pisowni, to nie jestemy chyba na etapie szkoly podstawowej, zeby sobie wytykac palcówki? jesli znalby pan zasady pracy mózgu to wiedzialby pan, ze mózg swietnie rozpoznaje wyrazy z przestawionymi literami!

    poza tym stosuje pan maniere rozpowszechniona na polskich chat’ach i blogach, ze zamiast samemu COS (najlepiej ciekawego) powiedziec, to atakuje pan w czambul poglady kogos innego – oraz autora wpisu jako takiego. malo elegancko…

    b prosze napisac CO pan sadzi na temat „mandarynów”?

  9. Atakuję autorkę blogu? Nie atakuję. Przepraszam ją za zamieszanie.

    Nie uważam, że komuniści francuscy byli „cacy”, a polscy „be”. Chciałem delikatnie zwrócić uwagę, że oni wychodzą z innej tradycji i innego kontekstu: bycie komunistą we Francji znaczy co innego niż bycie komunistą w Polsce, przekładanie tych pojęć i kategoryczne oceny są pospieszne. Tyle chciałem powiedzieć.

    Wcale ich nie bronię, komunizm francuski może nawet mnie brzydzi, ale doradzam ostrożniejsze oceny. I proszę mi nie mówić jaką manierę stosuję, kogo atakuję (w czambuł) i że mózg świetnie rozpoznaje wyrazy z przestawionymi literami – na to ostatnie zwróciłem Pani uwagę sam, w poprzednim poście.

    Dobranoc.

  10. Przypomniałaś mi o „Pchlim pałacu”. Czeka u mnie na półce już ponad rok, raz na jakiś czas przypominam sobie o niej. Muszę się w końcu za nią wziąć. Ciekawe, czy mi się spodoba. Dam znać ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s