Ale „Gnój”

Zanim usiadłam do pisania o tej książce, chciałam najpierw sprawdzić, co o niej uważała Eliza Szybowicz z „Krytyki Politycznej”, by napisać coś zupełnie na odwrót, ale w porę się opamiętałam, bo przecież wiem, że „Gnój” i tak polecę. Strach się bać, do jakiego niepotrzebnego zgnojenia doprowadziłaby mnie moja przekora, gdyby przez przypadek nasze opinie okazały się zbieżne.

Gnój, W. Kuczok

Od pierwszej strony „Gnój” porwał mnie jasnym, nienadmuchanym stylem niesienia opowieści  Wojciecha Kuczoka. Nie co dzień trafia się pisarz, który w proste zdania potrafi jeszcze włożyć tyle znaczeń. I jeszcze w nich zastawić słowne pułapki. Z małych mieszczańskich przywar wyrastają tu wielkie problemy. I choć książka jest ponura ze wszech miar – nie ma w niej ani jednego promienia słońca, choć są rzadkie przebłyski tzw. dobra – książka nie jest brudna, czego się obawiałam. Nie jest, gdyż do opisania przemocy, braku miłości i zrozumienia, słów używa mimo wszystko czystych, nie oblepionych śmieciami, wszelkim językowym syfem.

I w tym czai się jedna z kluczowych w odbiorze książki ironia. W tym ukrywa się to szyderstwo na mieszczaństwo, na przyzwyczajenia („gry w odchody” o rodzicach wiecznie na skraju rozejścia się), na społeczne uwiązania, którym bohaterowie nie mają odwagi się przeciwstawić, a od których odetchną z ulgą topiąc się dopiero w ostatecznym gnoju, kiedy już nie tylko

Etykieta stała się etykietką i spłynęła z niej jak z pustej butelki porzuconej w deszczu. /s.87

Smutna to książka. Silna, bo wydaje się tak osobista. Ta intensywność odbioru przygasa pod koniec, jak t e n  dom się rozwala, ale wciąż, tak jak napisano w „Tygodniku Powszechnym”, boli. Nie tylko razami, które odbiera się prawie jak własne, ale i takimi zwierzeniami:

Czy mogło spotkać mnie coś straszniejszego niż zwierzenia samobójcze własnej matki? Mówiła, że samobójstwa też jej się śnią, że często we śnie się wiesza na rurze odkurzacza albo kroi żyły nożem kuchennym, albo wkłada głowę do pralki i włącza wirowanie wrzątku, skarżyła się, że nawet samobójstwo popełnia w tych snach jak garkotłuk. / s. 198-199

Pomiędzy obrazami ludzkiej na siebie obojętności, pomiędzy jednym uderzeniem a drugim wymierzanym bohaterowi przez ojca, pomiędzy scenami przemocy aktywnej i pozornie biernej, wsłuchuję się w takie Kuczokowskie myśli:

Domyśliłem się, że chodzi o obecność. Że tak się człowiek przyzwyczaja od przedszkolnych lat, przez szkolne, licealne i studenckie, że codziennie ktoś sprawdza jego obecność. Wywołuje z listy i domaga się potwierdzenia: <Jestem>. Przez te wszystkie lata ktoś jest zawsze zainteresowany tym, byśmy byli. Najpierw być musimy, potem powinniśmy – niezmiennie figurujemy jednak na listach obecności. Aż wreszcie z ostatnim dniem studiów ten przywilej się kończy: odtąd nikt już naszej obecności sprawdzać nigdy nie będzie, odtąd jesteśmy światu obojętni, możemy sobie być lub nie być. Pracodawcy nie interesuje nasza obecność, tylko efektywność – idealnym dla niego układem byłoby przecież zatrudnianie efektywnych duchów. Jak najwięcej wydajności przy jak najmniejszej obecności – oto, czego się od nas żąda. / s.182-183

I jeszcze pośród tego wszędobylskiego smutku, goryczy – przekazywanej przez pisarza tak osobiście, tak płynnie i bez mitrężenia symboli – razem z nim zacicham w konstatacji:

Wierzyłem im w Boga. / s. 152

Jak trafnie.

Wojciech Kuczok, Gnój
Wyd. W.A.B., Warszawa 2007

Advertisements

8 uwag do wpisu “Ale „Gnój”

  1. Zgodzę się, że „Gnój” jest świetną powieścią. I pomimo goryczy wobec rzeczywistości i ludzkich zachowań, nie jest to książka odrażająca, ani przygnębiająca. Ponura jest na tzw. pierwszy rzut oka, bo między wierszami jest tylko prawda o nas samych, która nie powinna nas przerażać. Kuczok ma znakomity dar pisania prosto i bez lukrowania. Ironia w jego wykonaniu nabiera blasku. „Senność” jest równie dobra, jak nie lepsza. Ja go kupuję, bez żadnego „ale”. Przemawia do mnie całkowicie.

  2. Dawno czytałam, bo wykorzystywałam do prezentacji maturalnej…Mocna książka. Podobało mi się właśnie to,że Kuczok pisze bez zbędnych upiększeń, tylko tak po prostu.
    „Senność” z chęcią przeczytam, do tej pory nie miałam niestety okazji.

  3. Dziękuję za przypomnienie, aż wróciłam w sobotę do tej książki, która już za pierwszym przeczytaniem stała się „moja”, trafiając tym samym na listę tych ulubionych. Fragment o obecności jest szczególny.

  4. Czytałam
    A potem oglądałam
    W jednej i drugiej formie trafia to do mnie bezpośrednio
    Jakoś tak dobrze skonstruowana fabuła jest do przyjęcia nawet wtedy, gdy porusza tematy trudne i bolesne

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s