Pługiem przez Tokarczuk

W najnowszej książce Olgi Tokarczuk  najbardziej podobają mi się dwie rzeczy: jej rozlatane pismo w dedykacji i żółto-czarna okładka. Czy mam odwagę powiedzieć, że „pług” to zła książka?

Nie mam. Bierze to swój początek w, zapożyczonej od jednego pana na potrzeby chwili, naturze tchórza. Tak tu Tokarczuk od złej książki wyzywać? Ja? A skąd.

Na szczęście mam jeszcze jaja (w lodówce) na to, żeby powiedzieć, że to książka dobra nie jest.

O. Tokarczuk, Prowadź swój pług przez kości umarłych

Autorka eko-kryminału „Prowadź swój pług przez kości umarłych” zgrzeszyła nie tylko zbyt długim tytułem, ale także stworzeniem serii, mimo widocznego wysiłku, pozbawionych właściwości postaci. Opowiadająca historie polowań na zwierzęta i ludzi oraz bio-anegdoty główna bohaterka,  Janina Duszejko to była pani inżynier, nauczycielka angielskiego, fanatyczka astrologii, gotowaczka zupy na cały tydzień i strażniczka letnich domów porzuconych na czas zimy przez właścicieli. Dużo tego. Za dużo. Wszystko to mogłoby sprawić, że polubimy bohaterkę i stanie się bardziej cielesna. Ale ani faktyczna cielesność z Borosem, ani jej kontakty z sąsiadami nie czynią z niej Osoby zdolnej do popełnienia zbrodni. Nie wierzę w jej historię. Wierzę za to w zapadające się w szarości zimy opisy:

Ranki zimowe zrobione są ze stali, mają metaliczny smak i ostre krawędzie. W środę o siódmej rano, w styczniu, widać, że świat nie został stworzony dla Człowieka, a na pewno nie ku jego wygodzie i przyjemności. / s.140

Wierzę, że

Po to są nasze domy – żeby chronić nas przed tym niebem, inaczej przeniknęłoby do samego wnętrza naszych ciał (…) / s.32

I mogłabym być uczestniczką tego dialogu:

– Czy jesteś religijny? – musiałam mu zadać to pytanie.
– Tak – opowiedział z dumą. – Jestem ateistą. /s.200

Ale to wszystko niestety nie sprawia, że książka mnie do siebie przekonuje. Jakby Tokarczuk nie miała już siły na pisanie dobrych książek, ale chciała jeszcze pisać – nie tworzyć. Postanawia więc zaangażować się w aktualnie modne, szeroko poruszane kwestie ekologii, polowań, bezczeszczonej natury. W tematy te wpisując krajobrazowe, nastrojowo prowadzone morderstwa. W ofiary wsadzając robaki (lubię las). W miejsce zbrodni wprowadzając tropy saren (bardzo lubię sarny). W ludzi wkładając wyczuwalny szary mrok niezadowolenia, poczucia marnacji życia (tego nie lubię, ale to mnie opisuje). To książka o wiele płytsza niż Tokarczuk wcześniejsza, niż przykładowo „Bieguni”. Pod powierzchnią opowiedzianej historii nie nurzają się już kwestie do przemyślenia, wszystko jest na wierzchu. Książka jest jak pornografia aspirująca do bycia filmem erotycznym.

Zalety? Czytało się dobrze. Książka szybka, posłuszna, okiełznana. Czasem nawet się coś ołówkiem zakreśliło, w trialog z wcześniejszymi czytelniczkami (pozdrawiam!) wchodząc. Ale literaturackość gdzieś tu przeciekła. Szkoda, bo taka ładna okładka.

Olga Tokarczuk, Prowadź swój pług przez kości umarłych
Wyd. Literackie, Kraków 2009

Reklamy

29 myśli na temat “Pługiem przez Tokarczuk

  1. zgadzam sie w zupelnosci, ze NIE j to dobra ksiazka!

    mnie na dodatek denerwowaly pretensjonalne (i ni z gruszki, ni z pietruszki) cytaty z blake’a. biedny blake, molestowala go juz skad inad mierna pisarka, tracy chevalier.

    trudno mi sie wypowiadac co do realiow polskich, poniewaz od jakiegos czasu mieszkam w Innym Kraju (parafrazujac tokarczukowska modle pisania z duzej litery niz tego, niz owego) – podoba mi sie milosc olgi do kotliny klodzkiej. natomiast zdecydowanie nie podobaja mi sie ludzie, kt te doline zasiedlaja. wydaje mi sie jednak, ze czesc obserwacji socjologicznych j trafna, choc przerysowana.

    pozdr \ http://szwedzkiereminiscencje.wordpress.com/

  2. Ja tej książki nie czytałam. Tokarczuk lubię, choć nie za wszystkie książki. Dobrze, że nie starasz się na siłę bronić książki, jeśli jest … marnej jakości. Może słowo „marna” jest nieco przesadzone, ale tak coś czuję przez … kości. ;) Jeśli trafi w moje ręce, to przeczytam, ale nie będę usilnie poszukiwać. A Tokarczuk cenię za „Prawiek…”, „Podróż ludzi księgi”, „E.E.” i „Annę In…”. ;)

    1. Też ogólnie lubię m.in. za „Prawiek” i „Dom dzienny, dom nocny”. :)
      Ale tu zbyt płasko poleciał jej frisbee fabuły.

    1. Widzę, że zazwyczaj Eliza Szybowicz i ja się nie zgadzamy. Jej argumenty mnie nie przekonują, a dobudowywanie ideologii do każdego wytworu polskiej literatury wydaje się zbędną przesadą.

      Ale, tak jak napisałeś, można mieć zdanie odrębne.

  3. wydaje mi się, że wbrew pozorom książka nie podąża szlakiem modnych tematów, raczej tzw. modne tematy i to wszystko co na wierzchu jest jedynie wynikiem innego porządku, mechanizmu. Moim zdaniem odpowiedzi trzeba szukać w blake’owskim porządku świata, bo to on i jego mitologia jest tutaj decydująca, no i może Ksiąga Urizena, którą sobie bohaterka z dawnym uczniem tłumaczą w międzyczasie.
    Zgadzam się, że ciężko uwierzyć w historię Duszejko, ale w moim odczuciu jest to zamierzone. Duszejko mogłaby być słuchaczką Radia Maryja, a jest wyznawczynią Blake’a – to mniej więcej znaczy to samo, heh, ale pod spodem znacznie się różni. Jako słuchaczka RM byłaby tylko fanatyczką, jako uczeń Blake’a (ale nie poety, tylko Blake’a proroka) staje ponad rzeczywistością, a więc również ponad etyką.

  4. Nie jest to może najlepsza powieść Tokarczuk, ale podobała mi się i nie nazwałabym jej niedobrą, tylko raczej średnią.
    Pozdrawiam serdecznie :)

  5. rzecz jasna, kazdy ma swoj gust i moze nie powinnam sie wypowiadac, poniewaz w ogole slabo zazebiam sie z pania tokarczuk. ale dostalam na gwiazdke, kuzynka zaplacila za ksiazke i chciala mi sprawic radosc, poswiecilam czas na czytanie – a tymczasem prezent mnie wyraznie rozczarowal

    zeby doprecyzowac: powiesc sprawia wrazenie, jakby tokarczuk nie miala na nia pomyslu – i wsadzila pare grzybow w barszcz. po pierwsze forma kryminalu teraz jest zupelnie nienowatorska, bo kryminaly pisza wszyscy. cytaty z blake’a brzmia niczym u scientologow – bo niespecjalnie maja odniesienie do akcji. jezeli nienajlepsza, lecz poczytna pisarka brytyjska (tracy chevalier „burning bright”, 2007) „uzyla” blake’a w miare niedawno, to ja bym sobie odpuscila i ewentualnie zdecydowala sie na kogos bardziej oryginalnego. po trzecie niepotrzebne jest silenie sie na humor typu chmielewska, ktorej wplywy widac w kreowaniu postaci. te postaci, jak juz ktos wyzej napisal, sa niezbyt wiarygodne

    natomiast pani tokarczuk ma najwyrazniej przeslanie, ktorym jest milosc do kotliny klodzkiej i jej przyrody, a poza tym wolanie o miejsce w spoleczenstwie i szacunek dla osob odbiegajacych od „normy”: samotnikow, intetektualistow, niebogacacych sie, zyjacych powoli, ludzi starszych . a zwlaszcza starszych kobiet – i ich prawa do seksu oraz nikonwencjomalnego zycia osobistego. ta problematyka najwyrazniej nurtuje tokarczuk i ma w powiesci wydzwiek wiarygodny. uwazam, ze zmarnowala szanse napisania doroslej, literackiej powiesci i niestety zmarnowala nosny temat

    1. Zgadzam się w pełni, że:
      zabrakło pomysłu,
      „wrzuciła parę grzybów w barszcz”,
      cytowanie Blake’a jest irytujące
      i że Tokarczuk zmarnowała temat.
      A i pod porównaniem do Chmielewskiej mogę się podpisać.

  6. Wtrącam się właściwie tylko po to, by krótko zaprotestować: „Bieguni” wydawali mi się właśnie wyłącznie rozprawką na tematy modne, bardziej powieścią pisaną niejako „na potrzeby” „Wyborczej…” niż pełnoprawnym dziełem literackim. Nie znaczy to, że Tokarczuk nie lubię – jej prozę zawsze smakuje się słowo po słowie, niezależnie od tego, ile sztuczności czy pretensjonalności by spod niej nie wyzierało. Mam jednak wrażenie, że od czasu „Ostatnich historii” spod jej ręki dobra książka jak dotąd nie wyszła.

    @szwedzkiereminescencje – mógłbym prosić o rozwinięcie wątku „chmielewskiego” humoru?

  7. slawku, juz sie wygrzebuje mentalnie z ostatniego roku lodzkiego getta (bo akurat tak akurat przebywam czytelniczo)

    zadnej ksiazki joanny chmielewskiej pod reka nie mam, wiec musisz mi uwierzyc na slowo ;-) dla mnie chmielewska u tokarczuk to: raz – pisanie kryminalu na wesolo, dwa – nadawanie osobom ksywek, trzy – opisywanie ich na smiesznowato

    dla mnie juz jedna z pierwszych scen: robienie przebieranca z denata matogi z „dowcipnymi” komentarzami typu: „o tak, z pewnoscia ludzkie cialo j nieludzkie” to j cala chmielewska! z tym, ze chmielewska trzyma sie konsekwnetnie konwencji humor+kryminal caly czas, a tokarczuk zmienia styl z komedii na tragedie (kiedy jej wygodnie)

    zeby nie byc goloslowna w sprawie smiesznowatych opisow ( z ksywka): „ta przyjaciolka byla dla popielistej b czula i opiekowala sie nia, jakby tamta byla dzieckiem. z pewnoscia wiedziala, co robi”

    moze tokarczuk zamierzala stworzyc postacie barwne, ale jak sama sie z nich smieje, to robia sie niewiarygodne

  8. Dzięki za tę pare cytatów. Przypominają mi, że do ksiażki powinnam wrócić, żeby tym razem skupić się nie na akcji lecz po prostu smakować język.
    Z recenzją trudno mi się zgodzić. Brak „literaturackości” nie przeszkadza mi, wolę literaturę.

    1. Literaturą trudno tę książkę, moim zdaniem, nazwać. Ma kilka smakowitych językowo fragmentów, ale to nie wystarcza w moim odczuciu do użycia tej nazwy.
      Stąd moje odniesienia do „literaturackości”. Bo też wolę literaturę.

  9. Uf. Czytając szybko zupełnie opatrznie zrozumiałam tamtą frazę, która niezbyt mi pasowało to Twojego stylu, stąd moje zdumienie… Już rozumiem, przepraszam.
    Jak najbardziej szanuję Twoją opinię o tej książce.
    Ja jednak w historię o Duszejko uwierzyłam, mnie przekonuje samotna starsza pani, zaczytująca się w Blake’u i szukająca wyższego sensu w programach telewizyjnych, która aż traci kontakt z rzeczywistością… Wątpię, żeby zainteresowanie Tokarczuk akurat taką tematyką, jak na przykład myślistwo, wynikało z jakiejkolwiek mody, wystarczy zwrócić uwagę na jej image i wsłuchać się w to co mówi poza tą powieścią (jak żyje, gdzie mieszka itp), by zauważyć dużą spójność. Też cała ta tematyka New Age nie jest znowu wcale tak na topie.
    Podabała mi się też ta forma literacka, którą traktuję zarówno jako pretekst, żeby powiedzieć coś ważnego, jak i mrugnięcie okiem do czytelnika (pozdrowienia dla Christie;)
    Jeśli chodzi o to, co się nie „nurza”, a powinno, dla mnie było tego dużo. Przewartościowanie tego co dobre, a co złe, postawienie pytań o zasadności hierarchii ludzie – inne istoty, o sens i reguły jakie rządzą światem, nie tylko naszym ludzkim. Ja się tego wszystkiego w tej książce doszukałam – plus zalety, o których wspominasz w Twojej notce. Może Duszejko rzuciła na mnie jakiś czar ;)
    Pozdrawiam!

  10. pani joanno,

    dziekuje serdecznie za wsparcie – bo juz sie balam, ze naruszylam swietosc narodowa! ;-)

    zreszta mamy chyba podobne gusty literackie/ksiazkowe – pozwolilam sobie podejrzec pani lektury. „w patagonii” co prawda czyta mi sie powoli, ale musze zmeczyc (bo chatwin zlapal AIDS od sama wagstaff’a). za to b lubie harukiego murakamiego – pychota!

    pozdr serdecznie \ m

  11. szwedzkiereminiscencje:

    mamy chyba podobne gusty literackie/ksiazkowe

    Hm, gdy się zestawi ocenę „Dużo tego. Za dużo” z blogonoty Joanny powyżej z następującą opinią:

    Proza Tokarczuk taka właśnie jest: uniwersalna, lecz nie kategoryczna, dopuszczająca światło w najdalsze zakamarki umysłu i utartych poglądów. […] Z prostych zdarzeń tworzy czyste prawdy. Wszystko bez przymusu i naturalnie. […]

    Trudno pisze się o tej prozie […]. Jest w niej jednak coś na tyle magnetycznego, że podejrzewa się, że magiczne moce i niecodzienne zdarzenia nie są tylko wytworem wyobraźni autorki.
    [skąd to, skąd? a stąd]

    …to wolno domniemywać, że nie chodzi o gust literacki, a raczej o wypadek przy pracy. Czy wypadek autorki Pługa…, czy wypadek czytelniczy – pytanie otwarte. (Tak ogólnie otwarte, bo na swój użytek je zamknąłem.)

    1. Tyle wiem, co sama napiszesz. I jeśli cytuję (a cytuję), to przecież jest oczywiste, że odnoszę się do deklarowanej przez Ciebie zbieżności Twoich gustów literackich z gustami Joanny. I, idąc dalej, przytaczam słowa Joanny, z których wynika, że Tokarczuk tak w ogóle mieści się w jej zakresie upodobań literackich, więc zgodność Waszych opinii co do Pługa… zapewne nie wynika ze zbieżności gustów. C.d. jak wyżej.

      I popatrz, takie oczywiste (chyba) rzeczy tłumaczę. Myśląc zarazem: jak czytasz Tokarczuk? Ile rzeczy mogło Ci umknąć, albo zostać hm, ostro przekłamanych w odbiorze? (Jak choćby ta Chmielewska, też coś.)

      Ale już daję sobie spokój, miłych lektur & wszystkiego dobrego :)

      1. Fakt, nameste, „Bieguni” mi się podobali – co zresztą zaznaczyłam w mojej recenzji „Pługu”.
        Nie znaczy to, że w ogóle lubię Tokarczuk.
        Nie znaczy to, że w ogóle nie lubię Tokarczuk.
        To już są Twoje interpretacje :)

        Idąc dalej, nie czytam książki z myślą „och, jak lubię tę autorkę”. Każde spotkanie z książką jest dla mnie czymś nowym. Zdanie o książce kształtuję na podstawie książki właśnie, a nie moich wcześniejszych literackich doświadczeń z autorką/autorem. Do nich odnoszę się dopiero przy formułowaniu opinii (np. dla porównania).

        Sugerowanie, że moje zdanie o książce jest „wypadkiem czytelniczym”, drażni. Wydaje mi się, że co jak co, ale tak inteligentny komentator jak Ty, powinien zdawać sobie sprawę z tego, że każdy ma prawo do własnego zdania na temat książki – i ta opinia może różnić się od Twojej. Nie w wyniku błędu w myśleniu, co implikuje Twoje stwierdzenie, ale w wyniku innej percepcji dzieła.

        1. Joanna:

          każdy ma prawo do własnego zdania na temat książki

          Oczywiście. Ale gołe opinie są takie, no wiesz, bezbronne. Dlatego najbardziej interesują mnie uzasadnienia.

          1. 1. Zgrzeszyła nie tylko zbyt długim tytułem, ale także stworzeniem serii, mimo widocznego wysiłku, pozbawionych właściwości postaci.

            2. Dużo tego. Za dużo. (o właściwościach bohaterki)

            3. Nie wierzę w jej historię. (znowu o bohaterce)

            4. To książka o wiele płytsza niż Tokarczuk wcześniejsza, niż przykładowo „Bieguni”.

            5. Pod powierzchnią opowiedzianej historii nie nurzają się już kwestie do przemyślenia, wszystko jest na wierzchu.

            6. Ale literaturackość gdzieś tu przeciekła.

  12. nameste – zadalam sobie trud przeczytania spisu lektur joannyz lat poprzednich i znalazlam wiele wspolnych lektur. jak to joanna zauwazyla, nie zgadzam sie z nia w ocenie herty müller – ale do zdefinowania zbieznosci nie musi byc 100% jednosci

    natomiast co do tokarczuk, to jakos nie moge sie do nie pzrekonac. „biegunow” dostalam kiedys i przeczytalam wyrywkowo, bo calosci nie dalam rady. nota bene podczas pobytu w PL wiele osob chcialo mi te pozycje sprezentowac – egzemplarze otrzymane z kolei w presencie od kogos. czyli jak rozumiem w „dobrym stylu” bylo tokarczuk czytac, tylko ze malo kto mogl. a pania olge t. jako taka widzialam pare lat temu na targach ksiazki w göteborg’u. prezentowala sie jak przerosnieta studentka czyli w kretonowej spodnicy na gumce do ziemi, podkoszulku i malej szmatce pod szyja. pewnie jestem malostkowa, ale wole jak dorosle kobiety ubieraja elegancko na uroczyste okazje. zagajewski byl wtedy w eleganckim garniturze…(choc wiem, ze nie j kobieta)

  13. Czytalam tylko „Biegunow” i skutecznie zniechecilam sie do calej reszty.
    Okladka srednio mi sie podoba, kojarzy mi sie z „Wakacjami z duchami” Bahdaja bodajze, albo ktoras czescia ksiazek o Panu Samochodziku :)
    PS. Dziekuje za emaila, postaram sie odpisac w przyszlym tygodniu :)

  14. Jeśli książkę czyta sie jednym tchem, to jest po prostu dobra książka. I tyle w tym temacie. Cała reszta, którą z niesmakiem czytam, to nadęte solówki, niestety. Powieść Tokarczuk świetna, jak wszystko zresztą, co wyszło spod Jej pióra.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s