Łobuzerska sielskość M. Białoszewskiego

Mróz narasta. Świat sztywnieje. / s. 240

Nuda mrozu. Ciągle te same widoki. Dużo biało siwego i te same chodzenia. Pod nogami zamarznięte gile, kostropate. / s.314

Chamowo, Miron Białoszewski

To trafne zdania, zwłaszcza jeśli czyta się „Chamowo” Mirona Białoszewskiego przy mrozach aspirujących do -20 st. C. Obserwacje notowane przez pisarza i poetę w dzienniku prowadzonym przez rok (1975-76) po przeprowadzce do nowego mieszkania dają zimą dwie korzyści. Pierwsza dotyczy owej trafności w nazywaniu zjawisk, które towarzyszą nam za oknem, na przystanku, pod butem, w nosie. Druga korzyść to ta z przenosin, jakie funduje nam „Chamowo”, gdy Miron przeżywa lata, upały, bicze słoneczne i do domu znosi naręcza kwiatów, gałęzi, które nakłania do artystycznych kompozycji w zielonym wazonie.

Pewnie, co innego pobyt jakiś gdzieś z perspektywą powrotu do gniazda, a co innego gniazdo zmienić. Więc im więcej stałego, tym lepiej fruwamy. Tamto mieszkanie zrodziło to mieszkanie. A tamto mieszkanie zrodziło się z Poznańskiej. To my te mieszkania rodzimy. To już nie estetyka, a fizjologia ciągłości. / s. 16

Dla Białoszewskiego przeprowadzka to nie tylko przeniesienie rzeczy (które zresztą bardzo skwapliwie wylicza na początku) z jednego miejsca do drugiego. To zmiana otoczenia wysyłająca mu twórcze bodźce: inna architektura, inny widok z okna, inni ludzie. Labirynt klatki schodowej, tajemniczy sąsiedzi i hałasy zgrzytającej w wieżowcu windy – wszystko budzi w nim ciekawość pisarską. Odpowiada mu też bliskość sielskich okolic – godnych długich kwiatodawczych spacerów.

Dużo ludzi z psami wychodzi na spacer w nocy. / s.134

Szybko oswaja rozkłady jazdy tramwajów i nocnych autobusów, którymi w najdziwniejszych porach wybiera się do przyjaciół w odwiedziny. A przyjaciół ma wielu – do końca książki trudno zapamiętać wszystkich i łączące ich stosunki.

Przyjaciele naszych przyjaciół wtedy zaczynają zostawać naszymi przyjaciółmi, kiedy z nimi dochodzimy do obgadywania naszego wspólnego przyjaciela. / s.207

Przyjaciele to katalizator energii i inspiracji dla Mirona. Dokładnie zapisuje całe dialogi, oddając unikatowy charakter spotkań, nasycony ironią i humorem. Notuje na wyrywki, że

Ktoś mówi Tadziowi, że taki dobry. Obruszył się.

– To też niedobrze. Walnąć tak w kogo dobrocią. / s. 158

Czuje się, jak Białoszewski przystaje nad takimi lekko powiedzianymi a przecież niewąskimi myślami.

mieszkanie jest owtorkowane. / s. 17

(…) nie będzie zaraz wychodzenia, będzie szło dobre gadanie do rytmu. / s. 199

Codzienność pisarza to spotkania i spacery. Zwyczajne, lecz przeradzające się – niespodziewanie – w wartką prozę, budującą przekonanie godne jakichś – bez żadnych wycieczek personalnych! – praktyków NLP: że codzienność nie jest nudna, że nie trzeba czekać na święto, na nie-co-dzień, żeby wydarzyło się coś godnego zapamiętania i aby dzień miał sens.

U Białoszewskiego zwyczajność jest niemarudna.

A pisanie nie może wynikać z niczego. Na pisanie musi naciec życie, przeżycia, wychodzenia, obcowania, a do tego trzeba energii. Wiek podstarości owy pozbawia człowieka swobody przeżyciowej, w tym pełnym znaczeniu. Trzeba pilnować, żeby nie stracić za dużo, bo wtedy i gorsze życie, i może być węższe pisanie. Dlatego trzeba regulować energię. / s.141-142

Wydaje się, że nic nie robi cały dzień. A jednak jeździ, tworzy reportaże, wiersze, nagrania, dziennik. Wszystko to jednak daje wrażenie wtórności – bo dla Białoszewskiego te elementy codziennych zakupów, wyjść, spotkań z ludźmi, nowo dostrzeżona doniczka w oknie sąsiada to są sprawy pierwszorzędnie ciekawe.

Rytm życia Białoszewskiego, często nocny, i pasztet znikający z parapetu, gdy za oknem rozstawiono rusztowania ma w sobie tyle pogody, że od książki trudno się oderwać. A przecież wie się, że nie tylko o notatkowość w tym chodzi, lecz o oswojenie przestrzeni, pogodzenie się z nową sytuacją, ze starzeniem, z samoobserwacją i ciągłym uczeniem się ludzi.

Słuchając muzyki czy czytając książkę stwierdza, że

Otwierają się w nas zapasowe klapy gustu dla rzeczy mniej szczytowych. / s.168

No cóż, nie co dzień można stykać się z mistrzem Mironem. Niestety.

Inne spojrzenia:

Polityka, Miron nadaje z mrówkowca Bardzo trafnie.

Wyborcza – Fragmenty książki

Miron Białoszewski, Chamowo
Państwowy Instytut Wydawniczy
Warszawa 2009

Reklamy

5 myśli na temat “Łobuzerska sielskość M. Białoszewskiego

  1. wyborna to ksiazka, w ktorej mozna podpatrzec i Mirona i jego patrzenie i moze potem swoje wlasne ogladanie swiata troche usprawnic, podrasowac?

  2. „Otwierają się w nas zapasowe klapy gustu dla rzeczy mniej szczytowych.” – bardzo spodobało mi się to zdanie, bo jest proste i prawdziwe zarazem. A często prawdy wikłamy w dziwne słowa, myśląc, ze tak będzie ładniej.
    Mirona wspominam bardzo pogodnie, bo i taka aura panowała, kiedy to jeszcze z licealną klasą zatrzymaliśmy się nad jego wierszami. I wszyscy pamietają „Bajkę o wielorybie” – to idealny utwór na konkursy recytatorskie ;-)

  3. Tę książkę udało mi się przywieźć ostatnio z kraju (a muszę napisać, że wcale nie było łatwo jej znaleźć). Czeka spokojnie i cierpliwie na półce na swoją kolejkę. Wiem, że nie mogę o niej zapomnieć… a utwierdzają mnie w tym takie teksty, jak ten Twój, Joanno.
    Postaram się wrócić tu i podzielić swoimi wrażeniami (niewykluczone nawet, że spotkają się one z Twoim zainteresowaniem:) )
    Pozdrawiam.

    1. Czekam w takim razie aż przeczytasz książkę i podzielisz się wrażeniami – jestem ciekawa, jakie będzie Twoje zdanie. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s