Wchodzę w polemikę: snobizm Dehnela

Komentarze odnośnie książki „Lala” rozbijają się o to, czy postrzega się autora za snoba czy też nie, a od tego postrzegania pochodzi opinia o twórczości Jacka Dehnela w ogóle. Snobizm to niebezpieczne słowo – czemu więc nie poigrać z nim przez chwilę?

Snobowiązałka

Snobizm kojarzy mi się z liceum – z tym okresem wzniosłym i durnym, kiedy sporo czasu spędzało się na przerwach i obserwowało parady definicji wczesnego snobizmu. Snobami były dzieci prawników, lekarzy i biznesmenów, które podjeżdżały do szkoły samochodami i skuterami, nie jak reszta ludzkości używając błogosławionych, acz przeklętych środków komunikacji miejskiej. Snobowano się na markowe ciuchy. Snobowano się na weekendowe klubowanie w coraz to modniejszych miejscach. Snobowano się na bliskie znajomości z DJem czy właścicielem klubu. Snobowano się na picie whisky z colą czy innego martini. Snobowano się na seks. Snobowano się ze względu na wakacje, koligacje i kolacje. Snobowano się na to, że nie trzeba się uczyć, bo i tak mama/tata załatwi dostanie się na prawo, a nauczyciele dający pały za nieprzygotowanie do lekcji – co tu dużo gadać? – mamy ich w dupie, nic nie poradzą na to, kim jesteśmy i na co nas stać.

Snobowano się na bycie snobem.

Samo chodzenie do tego liceum uważano za snobizm. Do tej pory, kiedy nowo poznany poznaniak spyta mnie o skończone liceum (a większość w końcu pyta), reakcja jest podobna i przewidywalna. Pojawia się automatycznie dystans i sardoniczny uśmieszek, który można przetłumaczyć na słowa: ach, ty z tych uprzywilejowanych dzieciaków..!

Inna sprawa, że nigdy do uprzywilejowanych dzieciaków nie należałam, a całe moje wykształcenie i wszystkie osiągnięcia są wynikiem li i jedynie mojej ciężkiej pracy, często wbrew sobie.

Snobizm intelektualny

Snobowano się również na przeczytanie „modnych” książek, tych z list bestsellerów, co miało udowodnić, że jest się na bieżąco z tzw. kulturą. Obnoszono się z czytaniem, choć było często pozbawione zrozumienia i refleksji.

Z drugiej strony snobem nazywano osoby, które faktycznie czytały i potrafiły wyrazić zdanie o książce. Osobom tym często puszczały nerwy, gdy widziały, że ich przekaz nie trafia do odbiorcy ze względu na lekceważenie i ignorancję. W efekcie nie chciały się zadawać z ludźmi, z którymi nie miały sobie nic do powiedzenia. Odsunięte na drugi plan osoby czuły się ludem pogardzonym i wtedy odwdzięczali się przypinaniem etykietki snoba. Co prowadziło w prosty sposób do wzruszenia ramion tzw. snoba, a tym samym pogłębienia i wyostrzenia jego wizerunku jako s… itd.

Podobny los spotyka Jacka Dehnela w odniesieniu do „Lali”. Gdy kształtuję swoją opinię o książce, nie googluję grafiki w poszukiwaniu zdjęcia autora. Nie interesuje mnie, jak pisarz wygląda, jak się ubiera i sposób, w jaki dekoruje mieszkanie. A gdy w końcu dowiaduję się, że nosi się dystyngowanie i o laseczce, nie oburza mnie to i – choć jestem szeroko pojętym marketingowcem – nie rozsądzam tego w kategoriach, czy to jest jego sposób na lepszą sprzedaż książki, czy wyrażenie siebie. Nawet jeśli to pierwsze – to co z tego? Pierwszy Dehnel artystą stylizowanym? Był snob Gombrowicz. Był  przestylizowany Witkacy w dziwnych okularach i jeszcze dziwniejszych pozach. Był upadły prorok Mickiewicz. To, jak wyglądali i co robili ze swoim życiem – czy je stylizowali na, robili taki a nie inny PR sobie – co mnie to obchodzi w chwili zetknięcia z książką? Wszystko, na czym koncentruje się moje recenzenckie oko, mieści się między tymi dwoma okładkami. Odnoszę wrażenie, że dla wielu osób stylizacja pisarza jest ważniejsza niż jego faktyczna twórczość – ta najważniejsza, na papierze.

Odnosząc się z kolei do książki „Lala”, której bezpośrednio też zarzucany jest snobizm. Czy mamy tu do czynienia z postawą objawiającą się chęcią zaimponowania innym osobom oraz wykazania swojej wiedzy na dany temat (za Wikipedią)? Czy autor manifestuje swoje bądź bohaterów bytności w operze, teatrze czy na spektaklach, by pokazać, że pochodzi z lepszych, z „panów z panów”? Czy naśladuje klasę społeczną wyższą od swojej, pisząc o bogatych zastawach obiadowych, serwisach z porcelany, zbiorach książek i kilimach? Czy pisze w tonie samochwalczym o dworku w Lisowie, czy myli się jego nostalgię ze snobizmem? Czy dotyka nas to, że babcia autora przez 1,5 roku mieszkała w Brukseli jako żona attache kulturalnego? Czy boli to, że może usłyszała komplement od Gombrowicza? Że może spotkała w Brugii Gałczynskiego wśród białych, bodajże, nasturcji? Mnie takie możliwości nie dotykają i nie bolą.

Cholera Dehnela wie, co zmyśla i jak bardzo – grunt, że dobrze opowiada. Wiadomo, że nie pisze prawdą czystą, lecz podkoloryzowaną. Nie gniewajmy się na pisarza za to, że ma wyobraźnię. To absurd. Za to, żeby było barwnie i epicko, płaci się gotówką lub kartą płatniczą w kasie. A jeśli kłamie, na Jowisza, co za podłość – wszyscy pisarze kłamią na papierze, zmyślając – wstrętni demiurdzy! – historie o sobie i innych.

Kontynuując jednak sprawdzanie, czy nam z rozmachem piszący Dehnel, spełnia warunki formalne dla bycia snobem słownikowym, trudno – nawet najbardziej zagorzałym przeciwnikom – byłoby przyznać, że kieruje się w postępowaniu nie własnym zdaniem, lecz tym, jak to postępowanie zostanie ocenione przez grupę, której przypisuje najwyższy prestiż, samemu do niej nie należąc. Trudne byłoby to, gdyż na to potrzebny byłby szpieg i dowody: po pierwsze, że kieruje się faktycznie cudzym, a nie swoim; po drugie, że (nie) należy do grupy, do której chce przynależeć. Nie sposób to oceniać komuś, kto osobiście nie zna pisarza.

Snobizm to bezmyślne naśladowanie stylu życia, poglądów, gustów itp., które uważa się za lepsze. Dehnel bezmyślny zdecydowanie nie jest. Przeszło 400 stron tylko jednej książki może o tym zaświadczyć. „Pospieszne i bezkrytyczne przyjmowanie wzorów pochodzących z modnych w danej chwili ośrodków kultury”? 30 lat życia to, w mojej ocenie, całkiem niespiesznie. Dystans i prozatorskie ubarwianie opowieści to nie jest podejście ach! bez krytyki.

Mówi się często, że snob to gaduła. Proszę, nie daj mi, losie, poznać pisarza, który pisząc, nie jest gadułą. Trzeba nim być, zapalczywym opowiadaczem – choćby tylko na piśmie – żeby pisarzem móc być i słowa z siebie wylewać.

Polska snobem stoi

Odchodząc jednak od Dehnela, który może być narażony w tej chwili na niewesołe zjawisko czkawki, za co serdecznie zaocznie go przepraszam,  należy się odnieść do tego, co spostrzegła już w swoim komentarzu Chihiro, a do czego i ja się skłaniam. Snobizm to zjawisko bardzo powszechne w Polsce. Mamy wielu snobów zgodnych z wszelakimi definicjami w naszym skutym teraz lodem kraju, ale jeszcze więcej osób, które wszędzie dopatrują się objawów snobizmu. O co w tym chodzi? Co tak Polaków drażni? Czemu nie są w stanie tolerować, tylko wciąż muszą wytykać? Aż tak silny jest ten kompleks szarości w nas, że musimy szukać snobów do piętnowania za inność?

Przykre to. Zwłaszcza, że bycie snobem może ostatecznie przynieść pozytywne efekty (o czym można poczytać np. w rozmowie z prof. dr hab. Henrykiem Domańskim, dyrektorem Instytutu Filozofii i Socjologii PAN), a wytykanie snobizmu jeszcze nikogo z niczego nie wyleczyło.

Advertisements

40 uwag do wpisu “Wchodzę w polemikę: snobizm Dehnela

  1. Coz za wspanialy, elokwenty tekst, Joan! Zgadzam sie ze wszystkim, co napisalas (oczywiscie odnosnie liceum sie nie mam zdania, bo tej uczelni nie znam). Przyznam jednak, ze i ja chodzilam do najbardziej „snobistycznego” liceum w Warszawie, uwazanego jednak za snobistyczne tylko przez tych, ktorzy sie do niego nie dostali. To, ze liceum bylo spoleczne, tylko dolewalo oliwy do ognia. Jednak u nas nic nie mozna bylo zalatwic za pieniadze, dzieci zamoznych rodzicow chodzily do tej szkoly i musialy uczyc sie jak wszystkie inne, jak dzieci – aktorzy, dzieci slawnych rodzicow (tych bylo duzo!), takze te, ktore dostawaly stypendium – tak, nasza pani dyrektor przyjmowala bardzo wiele dzieci uchodzcow, ktorych nie stac bylo na oplacanie edukacji, a ktore dobrze wypadly na egzaminach wstepnych (z powodu tego, ze ziec pani dyrektor sam byl uchodzca wietnamskim dawno temu, a pani dyrektor udzielala sie charytatywnie, mielismy silna reprezentacje czeczenska w szkole).
    Pieniadze sie nie liczyly, liczyla sie oryginalnosc w wyrazaniu pogladow i lektury, ktore sie czyta, dzialalnosc pozaszkolna i zainteresowania. Mielismy kolka odczytywania egipskich hieroglifow, polskiego kina lat 60-tych, historii muzyki itp. Im mniej typowo, tym lepiej, az w koncu nic nie bylo wystarczajaco dziwne. Nauczylam sie tam wielkiej tolerancji dla cudzych zainteresowan i pasji, ale tez dla wygladu. Moja matematyczka co kilka miesiecy farbowala wlosy na rozne kolory albo golila sie na zero. Niektorzy przebierali sie nie tylko w Dzien Wagarowicza, pamietam chlopaka, ktory mial kaprys przyjsc w zbroi rycerskiej zamiast swetra. Czy wszystkim zalezalo na zwroceniu na siebie uwagi? Nie, u nas byli po prostu ludzie, ktorzy mieli odwage realizowac swoje fantazje. Docinki i negatywne komentarze wlasciwie sie nie zdarzaly, przynajmniej nie z racji dziwnych zainteresowan czy wygladu.
    To bylo kilka lat wczesniej zanim klubbing stal sie modny, internet dopiero raczkowal, wiec wiele z negatywnych zjawisk spoleczenstwa „lansiarskiego” nie bylo wtedy dostrzegalnych. Ale i tak mam wrazenie, ze bylismy jakas oaza innosci w centrum Warszawy, przez swoja nietypowosc zjawiskiem dosc elitarnym. Okreslajac moje liceum mowilo sie po prostu nazwe ulicy, przy ktorej znajdowal sie budynek szkolny. I kazdy wiedzial, o co chodzi.

    Rozpisalam sie, a mialam wcale nie o swoim liceum pisac. Jednak piszac o „snobizmie” Dehnela musialabym innymi slowami powtorzyc wszystko za Toba, a to wtorne. Dodam tylko jeszcze, ze podobnie jak myli sie niektorym snobizm z autentyczna oryginalnoscia czy kosmopolityzmem, tak wiele osob tez (obserwuje to czasem na blogach) miesza pseudointelektualizm z intelektualizmem. Ile razy czytalam wrazenia po lekturze, ktorych autor nie zrozumial ksiazki znanego autora (szczegolnie chodzi o noblistow, w tym nieszczesnego Pamuka), nie trafila ona do niego i wszystko kwituje upraszczajacym epitetem „pseudointelektualny”… Nie rozumiem tego, obce jest mi tego typu negowanie cudzej tworczosci i obce jest mi przerzucanie odpowiedzialnosci za wlasne niezrozumienie ksiazki na autora.

    1. 1. Snobizm liceum, do którego uczniowie przychodzą w zbroi zamiast swetra, bardziej mi odpowiada niż ten, którego byłam świadkiem (niesmak pozostaje). Twoje liceum brzmi bardzo ciekawie!

      2. Pseudointelektualny może jeszcze wynikać zwyczajnie z – inteligentny. I to dopiero przeraża w kontekście ludzi, którzy przecież mówią, że czytają, sięgają (i im wierzymy), opiniują wreszcie.

    1. Prawda?
      A jednak można i na dodatek na wiele sposobów. Jak np. w przywołanej poniżej recenzji Krytyki Politycznej.

    1. Można i tak.
      Jednym jest tak niewygodnie, że przeszkadza. Innym jest całkiem komfortowo i nie narzekają.
      Wiadomo, że historia jest znacznie uproszczona w książce JD, zignorowana prawie na rzecz wielkiej uwagi kierowanej ku tym wytykanym porcelanom i sprzedawanej biżuterii. Widać Historia nie była tak ważna jak historia (historyjka, jak może brzmieć dopowiedzenie).

    1. „Zarzut dotyczy tego, co się tym detalem (historyjkami) opowiada”.

      Co się opowiada, czy co powinien Dehnel opowiedzieć, żeby zaspokoić narodowościowe potrzeby rodaków?

      1. “Zarzut dotyczy tego, co się tym detalem (historyjkami) opowiada”. Oczywiście. Powinności Dehnela nikt tu oprócz ciebie nie porusza, ważna jest „Lala”. Jej głównym (jedynym?) atutem jest to, że została napisana dość sprawnym językiem, i to przypadło tobie i większości wypowiadających się tutaj do gustu. Na pytanie „o czym jest ta książka?” można tylko powiedzieć: o niczym. Co do „jadowitej” recenzji z KP: proponuję lekturę artykułu Błażeja Warkockiego, który wyłuszcza istotę sporu Szybowicz i Dehnela: http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/Warkocki-Reguly-interpretacji-reguly-przyzwoitosci/menu-id-197.html

  2. Spotkałam się kiedyś z podobnym zarzutem na jakimś forum internetowym – że Dehnel to snob, za wszelką cenę chce się „lansować”.

    To chyba wynika z zazdrości, że jemu się udało, ma talent, jest człowiekiem zdolnym i pracowitym, wszechstronnym – bo nie tylko pisze, ale i tłumaczy, maluje (tak mi się coś o uszy obiło).

    Snob to chyba ostatnie słowo, jakie przyszłoby mi do głowy, patrząc na Dehnela. Dla mnie jest po prostu człowiekiem, któr robi w życiu to, co go pasjonuje.

    Polska nie tylko snobem stoi, ale i podglądaczem. Ciekawią mnie intencje osób, które zawsze wszystko o wszystkich wiedzą, ale swoich spraw dopilnować nie potrafią. Nikomu się nie dogodzi – gdy robisz coś tak, jak reszta, słyszysz zarzuty „No, mogła się bardziej postarać, a nie na łatwiznę iść”. A kiedy robi się coś po swojemu, to od razu „Ta to od razu musiała coś wymyślić, zamiast robić, jak wszyscy”.

    PS – przeczytałam recenzję Krytyki Politycznej i aż mi się ten jad z monitora zaczął sączyć. Bardzo zgryźliwe słowa.

  3. Joanna Janowicz:

    Co się opowiada, czy co powinien Dehnel opowiedzieć, żeby zaspokoić narodowościowe potrzeby rodaków?

    Czy chcesz mnie włożyć do jakiejś „narodowościowej i rodaczej” szufladki? Skąd nagle ten byt zbiorowy?

    Ani przywołana przez swój tekst Eliza Szybowicz, ani ja nie mówimy przecież o powinnościach pozytywnych Jacka Dehnela, w sensie: nikt mu nie dyktuje, czym ma/miałby się zajmować. Szybowicz zareagowała na rzecz już zrobioną (wydaną) i opisała swoją reakcję na przedstawioną w książce wizję kultury i historii, a właściwie – pewien fałsz skryty za anegdotami, składającymi się na „Lalę”.

    Inaczej mówiąc, Dehnel swoimi detalami i historyjkami opowiada pewien łatwy mit, sympatyczny (na pierwszy rzut oka) i sprzedażny.

    Kwestią, czy Dehnel jest snobem, w ogóle się nie zajmuję; to bez znaczenia :)

    1. Tu zgoda – książka Dehnela jest, nazwijmy to, sympatyczna i łatwo-mityczna. Nie twierdzę, że to przykład literatury pierwszej wody, tylko że mi się podobała, a to przecież znacząca różnica.

      „Kwestią, czy Dehnel jest snobem, w ogóle się nie zajmuję; to bez znaczenia”.

      Właśnie tą kwestią snobizmu, nazwaną przez Ciebie „bez znaczenia” tutaj się zajęłam, a to z tego powodu, że wypłynęła ona przy okazji poprzedniego wpisu w kilku komentarzach.
      Co jest tzw. snobizmem u Dehnela, tekst Elizy Szybowicz, wbrew pozorom (?), odsłania i dziękuję za jego udostępnienie.

  4. No dobrze, snobizm Dehnela dla mnie jest bez znaczenia, znaczenia nabrałby dopiero, gdyby był jakąś mocną osią jego twórczości. Pierwsza lepsza definicja (wiki) powiada:

    snobizm – postawa objawiającą się chęcią zaimponowania innym osobom oraz wykazania swojej wiedzy na dany temat

    W tym znaczeniu Dehnel oczywiście jest snobem; każdy może to sprawdzić, przeglądając jego wypowiedzi na (wspomnianym u Warkockiego) portalu poetyckim nieszuflada.pl. Chce imponować i wykazuje.

    Ale definicja dopowiada dalej:

    W związku z tym [z S.Nob.= sin nobilitat] dziś za snoba uważa się kogoś, kto naśladuje klasę społeczną wyższą od swojej

    Przypominamy sobie, że J.D. podpisywał swoje wiersze z „von” (von Dehnel) i niektórych z nas (tych, no, szczerych demokratów) to razi, innych – jedynie śmieszy. Ale może nie naśladuje w ten sposób klas/warstw wyższych, lepiej „urodzonych” czy lepiej wykształconych, może on do takiej właśnie klasy należy?

    „Lala” poniekąd potwierdza takie samo-o-sobie mniemanie autora. Jest z tych „lepszych”, choć usilnie pracuje (nie odmawiajmy mu tego: praca i talent! tak!), żeby swą lepszość podbudować nie tylko genami czy wyposażeniem kulturowym, jakie dostał gratis z racji przynależności do rodziny.

    Ale, po prawdzie, wolałbym, żeby był tylko snobem, podejmującym poprzez rekwizyty, ubiór i zachowania dandysowską grę z wariantem kultury wysokiej. Oryginalne, odświeżające, budujące zawsze pochwalaną przeze mnie różnorodność. No i może nie dość wybiłem słowo gra.

    Jeśli jednak on to na serio? Co wtedy? Wtedy przychodzi Eliza Szybowicz z długą szpilą.

    1. Zapoznaję się z tym, jak imponuje i wykazuje w nieszufladzie – to bardzo ciekawe. Ale czy się snobi? Broni się chłopak.
      Im dłużej czytam, tym bardziej się z nim zgadzam i okazuje się, że myślę po prostu o „Lali” jak jej autor. A tej lepszości o sobie myślenia Dehnela w prozie nie widzę. Poezji jego nie czytałam, więc się nie wypowiadam, ale faktycznie z tym von to już przesada (i to mocno śmieszna).

  5. Rowniez przeczytalam wszystkie wypowiedzi samego autora o „Lali” i obu nietrafionych, zlosliwych wrecz, recenzjach. Bardzo dobrze broni Dehnel swoja ksiazke, babcie, samego siebie i historie, ktora w ksiazce opowiedzial. Mam wrazenie, ze oboje recenzenci byli od razu „na nie” wobec Dehnela i cos im sie pomieszala postac autora z bohaterami literackimi, o czym zreszta Dehnel sporo pisze.
    Jestem pod jeszcze wiekszym wrazeniem samego Jacka Dehnela! :)

  6. A co do „von”… Czy on kogos tym krzywdzi? Czy ktos sie czuje tym urazony? Jezeli kogos oburza czy razi, to moim zdaniem musi ten ktos miec niskie poczucie wlasnej wartosci. Ja sobie tez moge dodawac „von” lub „de” przed nazwiskiem, czy to o czymkolwiek swiadczy? Ot zabawa :)

  7. Aż z ciekawości przejrzałam moją półeczkę z dehnelami (przyznam, niekompletną, ale trzy tomiki wierszy mam): gdzie Dehnel podpisywał wiersze „von”? W jakiejś książce? W pismach?

    Poszukałam też von Dehnela. I znalazłam:

    http://media.wp.pl/kat,1022939,wid,7451650,wiadomosc.html

    Zawsze chciałam leżeć w piramidzie. :) Ale jeśli to ta sama rodzina, to w sumie czemu nie ma sobie używać? Niech używa. Róża von Thun też musiała na listach dać von :)

  8. re: von

    Tak, w pismach, chyba też w jednym z tomików, ale teraz nie znajdę. Prywatnie także: na przykład tutaj, choć przecież nie można wykluczyć, że całe to von-ostwo to rodzaj tarczy obronnej, w sensie: jak się różnić, to na całego. Ale nie ma co wchodzić w sferę prywatności J.D.

    Chichiro:

    Mam wrazenie, ze oboje recenzenci byli od razu “na nie” wobec Dehnela i cos im sie pomieszala postac autora z bohaterami literackimi, o czym zreszta Dehnel sporo pisze.

    O, przecież Warkocki nie pisał recenzji z „Lali”, tylko recenzję z polemiki Dehnela. I tam dość precyzyjnie tę kwestię wyjaśnił. A co do mylenia autora z postacią literacką, hm, to nie Ty przypadkiem pisałaś:

    Przy tym czytając „Biegunów” nie mogłam pozbyć się wrażenia, że Tokarczuk uważa się za lepszą niż ludzie, których opisuje, często z widoczną niechęcią. Jej postawa jest postawą naiwnego, aroganckiego dziecka, które nie chce, by cokolwiek burzyło mu jego wizerunek rzeczywistości.

    Mam nadzieję, że takie mieszanie autora z narratorem/bohaterem to już przeszłość :)

    1. Nameste, ja nie mylilam Tokarczuk z bohaterem „Biegunow”. Przeczytalam wywiad z autorka, w ktorym wyraznie stwierdzila, ze ona sie czuje bohaterem, ze pisze od serca, ze to sa jej slowa, a nie wymyslonego narratora. Byc moze nie zaznaczylam w tekscie, dlaczego nie pisze „narrator”, tylko „Tokarczuk”, moja wina w takim razie. Ale ona sama mowila, ze w jej ksiazce autor=narrator.

  9. No więc w tomikach nie, bo sprawdziłam dokładnie i napisałam do znajomej dehnelomanki, która ma nawet oryginalne wydanie „Wyprawy na południe” i „Kolekcji”. Nigdzie. W żadnym z pism, które mam z tekstami dehnelowymi, von nie ma.

    W adresie mailowym niech sobie ma co chce. Ja miałam kiedyś „szpryca”, potem „wesolykalmuk”. Nie oznacza to, że jestem wesołym Kałmukiem.

    Lol

    PS: Warkocki niczego precyzyjnie nie robi. Zarzuca Dehnelowi mieszanie bohatera z autorem, chociaż to Dehnel w tekście na Nieszufladzie dokładnie pokazuje, gdzie Szybowicz tak właśnie miesza.

  10. Przy okazji odpierając uwagi do Babci literackiej informacjami o faktach z życia Babci realnej, jak to ładnie ujęła jedna z dyskutantek.

    Co do „von”, to linkowanym wpisie szło nie o mail, a o podpis, z tym skromnym „v.” Gugiel podpowiada, że jeszcze w trakcie studiów na MISH podpisywał się (w „MISHALLENEACH”) pełnym „von”; uznajmy więc, że ten wesoły Kałmuk ma siebie samego za wesołego Kałmuka i nie powściąga ochoty, by świat o tym informować; jego prawo.

    Ws. podpisów pod wierszami mogę się mylić (pamięć jest zawodna; mam wrażenie, że jednak widziałem tak podpisane wiersze, być może te z przesuniętym datowaniem o 100 lat).

  11. Nie, akurat przesunięte datowanie miały wiersze w „Wyprawie” i „Żywotach”. I nie. Nie ma „von” na żadnej książce. A to, jak ktoś się podpisuje na czyimś blogu czy na liście zajęć, to jego prywatna sprawa (np. ja mam po 30tce i mimo wszystko podpisuję się Lolitessa – co to ma do wykonywanego przeze mnie zawodu?).

    Ok, pokaż mi w którym miejscu tekstu na Nieszufladzie Dehnel broni bohaterki książki faktami z życia swojej realnej babci?

  12. Och, daj spokój, Lolitesso. Zajrzałem teraz do pełnego (papierowego) tekstu Szybowicz, przekartkowałem „Lalę”, a nawet poczytałem tłumaczenia Dehnela w nieszuflada.pl.

    Nigdzie nie ma faktów, są obrazy i ich oceny. W samej „Lali” raz Lisów jest zapadłym kątem, ubożuchnym 6-pokojowym dworem, z jakimiś resztkami dawnej świetności rodowej (kiedy to dla protoplasty kupić cukrownię było jak splunąć), a raz miejscem wykwintnych przyjęć na multum gości, co to z okolicy bryczkami, przyjęć niweczonych jednak przez chamstwo i głupotę chłopstwa, piorun kulisty i krowę. Dworkiem, w którym nie sposób było zużyć (mimo wielokrotnych kradzieży, dokonywanych przez toż paskudne i – jak się okazuje później – niewdzięczne chłopstwo) wielkiego zapasu koszul, jaki zgromadził protoplasta zniesmaczony obyczajami pralniczymi, i w którym wśród dziesiątków kobierców jeden był toczka w toczkę jak ten z Zamku Warszawskiego, tyle że znacznie cenniejszy. I te serwisy na 24, wywiezione do Oliwy, itd.

    Ma rację Szybowicz relacjonując wrażenia lekturowe. Być może ma także rację Dehnel, podkreślając w nieszufladzianej polemice status ubogiej „inteligencji mieszkającej na wsi” (choć nie wiem, jaką rację: statystyczną?), cóż, kiedy w książce wiele zrobił, by swoje własne olśnienia (historia z sygnetem rodowym) i, hm, pozycję klasową przedstawić czytelnikowi barwnie i z atencją. Szybowicz czyta to, co Dehnel pisze; a ten chce błyszczeć (choćby światłem odbitym), ale bez odpowiedzialności za roztaczany obraz.

    Lekkim tonem opowiadane anegdoty o ciotce Mechowej, co to się jeszcze w Kijowie zaraziła od studentów-anarchistów miazmatami, a potem, ekstrawagantka, buntowała służące; w książce pada wzmianka „pomarli […] Mechowa między pielęgniarzami i szaleńcami w zamienionym na szpital dworze”, z której, owszem, można się domyślać, że jej zdrowie psychiczne podano w wątpliwość, a w polemice z nieszuflady.pl Dehnel już solennie i w trybie „fakty z życia”: „spotkania z anarchistami sprzęgły się w jej głowie z poważną chorobą psychiczną, która skończyła się śmiercią w zakładzie zamkniętym dla umysłowo chorych”. Komornicka też była wariatka, nieprawdaż; i ciotka-wariatka od kurek, proto-feministka z Lubkiewicz-Urbanowicz („Boża podszewka”). Ale dlaczego miałaby Eliza Szybowicz kupować te strategie marginalizacji dziś, w XXI w., czemu ja miałbym?

    Niestety, pełnego tekstu E.Sz. (12 stron B5 maczkiem) nie ma w sieci. Gdyby jeszcze był pełen e-tekst „Lali”, chętni mogliby spędzić długie godziny na porównaniach i zestawieniach. Ale i tak będą to obrazy i oceny przeciw obrazom i ocenom; pewnie kluczowe i tak będzie własne doświadczenie życiowe czytelnika, jego/jej wrażliwość, odporność (lub podatność) na „latwe mity” itd.

  13. JJ, może wreszcie moment, żeby odnieść się do tego:

    Mamy wielu snobów zgodnych z wszelakimi definicjami w naszym skutym teraz lodem kraju, ale jeszcze więcej osób, które wszędzie dopatrują się objawów snobizmu. O co w tym chodzi? Co tak Polaków drażni? Czemu nie są w stanie tolerować, tylko wciąż muszą wytykać? Aż tak silny jest ten kompleks szarości w nas, że musimy szukać snobów do piętnowania za inność?

    Już się zwierzyłem, że mnie się nawet podoba i laseczka, i tużurek, itd. – popieram różnorodność i oryginalność. Snobizm jest OK. Chyba że jest skonstruowany mniej na aspiracji, a bardziej na poczuciu wyższości, „lepszości”.

    „Lala” obfituje w obrazy, w których rodzina Babci konfrontowana jest z pospolitością (i gorzej) otoczenia. Jeśli się przeczyta książkę pod tym kątem – a taki był bodaj przypadek Szybowicz – to paternalistyczny stosunek do przywoływanych (dla kontrastu z własną „lepszością”?) stworów mniej rozumnych, mniej moralnych, mniej lub zgoła wcale nie osadzonych w kulturze (tym „rozumnym powtarzaniu”) – bije po oczach.

    Ale do ogólnego zdziwienia ws. rozpowszechnionego „kompleksu szarości” chętnie się przyłączę.

    1. “Lala” obfituje w obrazy, w których rodzina Babci konfrontowana jest z pospolitością (i gorzej) otoczenia. Jeśli się przeczyta książkę pod tym kątem – a taki był bodaj przypadek Szybowicz (…)

      Czyli przyznajesz, że „Lala” była czytana z założeniami a priori?

      Cóż, my, zwykli czytelnicy, nie czytamy książki pod kątem, za co biję się w pierś i pokrzykuję mea culpa :)

      A za poparcie zdziwienia kompleksem szarości – dziękuję.

      1. Lektura „pod kątem” może się też scalić post factum, wrażenie powoli narasta z rozmaitych drobiazgów, aż staje się dominujące. Wtedy recenzent może podjąć ponowną lekturę, gromadząc dokumentację warstwy odpowiedzialnej za wrażenie. Ja też teraz oglądałem tekst książki, szukając potwierdzeń (albo zaprzeczeń) ocen Szybowicz, co nie znaczy, że pierwsza lektura (przed laty) zostawiła mnie bez żadnych wrażeń. Nie były bardzo odległe od odbioru E.Sz. – to dlatego pozwoliłem sobie wkleić tu link.

  14. A czemu mam „dawać spokój”?

    Zaraz, zaraz. Trzymajmy się świata przedstawionego w utworze, on też ma swoje fakty (obojętne na ile zgodne z tzw. rzeczywistością, bo nie o nią chodzi). Owszem, Lisów jest zapadłym kątem: protoplasta, co wyraźnie napisane w książce, nie tylko zbankrutował, ale jeszcze wyprzedał całą ziemię za reformy Grabskiego. Więc jest to dom prawie bez ziemi (jest sad i jakiś kawałek, gdzie Lala w czasie wojny sadzi ziemniaki – ale nie pomnę gdzie, bo nie chce mi się szukać) i bez inwentarza (co to jest jedna krowa, jeden koń i jeden pies?). Próby organizowania „wykwintnych przyjęć” książka wyraźnie wykpiwa.

    Nie wiem, gdzie wyczytałaś, że chłopstwo jest „paskudne i niewdzięczne”. Ja tam widzę raczej dużo sympatii do chłopów. Służę cytatami (musiałabym pokopać w moim egzemplarzu; istnieja bowiem książki nie będące e-tekstami).

    Serwisy na 24 wywiezione do Oliwy? Tam jest głównie o potłuczonych skorupach i smętnych resztkach…

    W książce sygnet jest pokazywany jako wstydliwa rodzinna tajemnica. Może nie pamiętasz czasów, kiedy o rodzinie nic nie można było powiedzieć – ja pamiętam. I doskonale rozumiem to olśnienie tajemnicą, resztką innego świata, przechowywaną w pudełku po kawie.

    Poszukałam o ciotce Mechowej – no i przepraszam Cię bardzo, ale sami chłopi uważają ją za „głupią Ewę”, to ona w paskudny sposób odnosi się do swoich dzieci, do chłopki w ciąży, itp. I całkiem jasno jest napisane, że miała „nierówno pod sufitem”, podobnie jak wujek z syfilisem. Nic wspólnego z Komornicką to nie ma – zastanów się, czy Mechowa to jakaś marginalizowana bohaterka-anarchistka, kochająca lud, skoro chłopkę w ciąży porównuje do suki? No, rzeczywiście. Komornicka jak żywa.

    Jak już przekartkujesz uważniej, to jednak spróbuj znaleźć w podlinkowanym przeze mnie tekście Dehnela fragmenty, w których czymś z życia wziętym broni czegoś z tekstu. Ja przeczytałam „Lalę” całą dwa razy, fragmentami pewnie po raz trzeci i jestem gotowa bronić jak lwica.

  15. Przyjęcia: jedną ręką wykpiwa, drugą pokazuje, że było z czego je robić, srebra, porcelany, ą, ę. Chłopstwo niewdzięczne: historia dworu podarowanego na szkołę; paternalizm nie stoi na antypatii, jest pobłażliwy dla niższych form życia, pod warunkiem że znają swoje miejsce, tych granic się nie przekracza (Mechowa przekraczała, więc wariatka). Kategoria „kochania ludu” była anachronizmem w latach trzydziestych, a co dopiero w XXI wieku. Podtrzymuję swoje: nie rozmawiamy teraz o faktach, a o obrazach (symbolicznych i anegdotycznych) i o ich ocenach/odbiorze.

    Ale nie chcę Ci, lwico, wyszarpywać terytorium (symbolicznego i emocjonalnego) spod pazurów, chcę tylko powiedzieć, że inny odbiór jest możliwy i że różnice nie spoczywają w „faktach”.

  16. Zaraz, zaraz. Chyba czytałam inną książkę. Niewdzięczne chłopstwo? To, które broni przed Rosjanami i ratuje Lalę i jej męża przed rozstrzelaniem?

    A co to, wstyd jakiś, że ktoś miał porcelanę i srebra? Jest w tym coś złego, powinien to ukrywać, żeby była „słuszna saga” w której jego rodzina cierpi biedę (bo tak jest właściwie) i nienawidzi Żydów (bo tak jest prawdziwie) i wtedy mamy „słuszną sagę” bo spełnia jakieś wymogi wyobrażeń Szybowicz o tym jak wyglądała Polska międzywojenna? Więc: dziedzic-krwiopijca (ale bez sreber! bez porcelany!) i wdeptywani w błoto chłopi?

    Jeszcze rozumiem żeby „dwór” był szlachetny a „chłopi” podli i tępi, żeby antysemityzm nie istniał a Niemcy byli wyłącznie zbrodniarzami jak w naszym uwewnętrznionym micie narodowym – ale właśnie „Lala” idzie pod prąd temu. We dworach mieszkają i ludzie sympatyczni i krwiopijcy (jak ci z sąsiedniego dworu co „płacili za marchewkę herbem” i inni czy może ci sami, którzy chcieli wyciskać gotówkę z dzierżawców), jest ciężki antysemityzm, są Niemcy tacy i siacy, wśród Rosjan najgorszy typ, enkawudzista, to Polak.

    Mam właśnie wrażenie, że „Lala” bilansuje rozmaite postawy i pokazuje, że w każdej grupie społecznej są różni ludzie, a świat nie ejst czarno-biały. No ale to się nie może podobać Krytyce Politycznej :p

  17. Autora nie znałem, ale po lekturze powyższego po książkę sięgnę. Łamiąc, niestety, postanowienie noworoczne nie kupowania nowości do czasu nadrobienia zaległości z półki… No trudno.

  18. Tak myślałem. Wygląda na to, że mamy tę samą traumę. Wiesz, tam już zawsze tak było. Pewniejest to wpływ czerwonej cegły na moralność i wyobraźnię. Wbrew pozorom można to przezwyciężyć.
    :)

    pozdrawiam koleżankę
    t.

    1. Też tak myślałam. :)
      Zastanawiałam się, czy to raczej nie wina tych witrażowych okien i mroku w lochach.

      pozdrawiam również

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s