Podróż do kresu przaśności

Pesymista, szyderca, kombinator, uciekinier, lekarz, myśliciel, podróżnik, desperat… Na określenie głównego bohatera książki „Podróż do kresu nocy” francuskiego pisarza Louisa-Ferdinanda Céline’a znalazłoby się jeszcze więcej, niekoniecznie pozytywnych, słów.

Podróż do kresu nocy, L.-F. Céline

Bardamu, jakiego spotykamy na placu Clichy na początku książki, to młody entuzjasta i optymista, który rzuca się głową naprzód w wojenną katastrofę, licząc na „śmieszne doświadczenia”. Pierwszy zapał i wszelkie pozytywne emocje wykruszają się w nim stopniowo w miarę upływu lat. Po podróży do Afryki, gdzie pracował na odludziu, po ucieczce do Stanów Zjednoczonych, w których nie umiał się do końca odnaleźć jako niedoceniany emigrant, we Francji jako początkujący lekarz w biednej dzielnicy –  po tych przeżyciach zostaje z niego cynik, milczący obserwator, pesymista skazujący się na obojętność i nudę. Życie ubarwia mu jedynie przyjaźń Robinsona, który pełni w książce rolę zarówno oddzielnego bohatera, jak i alter ego bohatera. Robinson to postać dynamiczna, niedopowiedziana, która nie cofnie się przed realizacją żadnej, dostojewskiej z temperamentu, fantazji. To typ egoistycznego nonkonformisty zdolnego do popełnienia morderstwa w imię wyższych (czytaj: własnych) interesów. Jednocześnie imponuje Bardamu i irytuje go, jest dla niego radością i powodem kompromitacji. Jednak i Bardamu, i czytelnik doskonale zdają sobie sprawę z tego, że bez Robinsona życie protagonisty nie miałoby żadnego motywującego napięcia.

Kto czytał książki Houllebecqa, ten pstryknie palcami i zauważy: już wiadomo skąd to się wzięło! Ten sam pesymizm, życie na skraju obezwładniającej depresji i przygnębienia, bezsens przedłużającej się egzystencji, jedynie momentami radośniejszej –  to samo opisuje współcześnie Houllebecq, co wskazał w 1932 roku Céline. Tylko stopień wyuzdania pogłębia się z latami i wyrazistość scen przenikniętych smutkiem.

Jest coraz gorzej, ale im „gorzej” w książce, tym lepiej w czytaniu. Zwłaszcza jeżeli pisarz tak komponuje zdania i wnioski jak mistrz Céline. Zabawny, depresyjny, wytykający przaśność (mam słabość do tego słowa). Soczystojęzyczny pisarz.

Louis-Ferdinand Celine, Podróż do kresu nocy (oryg. Voyage au bout de la nuit)
Przełożył Oskar Hedemann
Świat Literacki, Izabelin 2005

Reklamy

18 uwag do wpisu “Podróż do kresu przaśności

  1. Chyba się odważę wybrać w tę podróż z Célinem (choć zapewniam, że Houllebecq nie jest moim ulubionym pisarzem). Nie znam jego twórczości, dzięki za tę intrygującą recenzję!

    1. Też nie zaliczam go do ulubionych. I Celine nie jest taki jak Houllebecq – to tylko jego wcześniejsze, znacznie delikatniejsze wcielenie.

  2. joan, dziewczyno kochana (że zwrócę się do ciebie matriarchalnie)!
    jak dobrze, jak miękko, jak płynnie cię czytam!
    módl się i pracuj, ergo czytaj i pisz!
    ew

    1. Ale mi radość zrobiłaś, Madru!
      Jestem dotknięta w angielskim rozumieniu tego słowa!
      Dziękuję.

      j

  3. A ja sie bardzo ciesze, ze dostalam te powiesc pod choinke :) Chce sobie jeszcze masochistycznie odlozyc lekture, ale pewnie nie na dlugo. Zwlaszcza, ze nasz przyjaciel z Paryza za kazdym razem jak sie widzimy pyta, czy juz przeczytalam „Podroz do kresu nocy”. Dla niego to najwazniejsza ksiazka zycia, pierwsza, ktora przeczytalm po francusku i przez nia podobno wiele rzeczy potoczylo mu sie tak, jak sie potoczylo… Dziekuje za Twoja recenzje!

    1. Ile w niej mam zakreśleń i komentarzy, słów, które bezpośrednio do mnie strzelają – tego na pewno nie oddałam w recenzji. Dodaję więc teraz.

      Czekam na Twoje refleksje po lekturze!

    1. Mnie też bardzo się podoba i uważam, że Canetti to dowcipny człowiek.
      Czytam ją jednak tylko w soboty na zajęciach z podyplomówki (ukradkiem, studencko, pod ławką), dlatego tak długo już tkwi w tym miejscu.
      Bardzo przyjemnie do siebie chichotać, gdy inni przysypiają lub (to rzadko) słuchają o procesach HRM…

  4. „Soczystojęzyczny pisarz”

    Doskonały literat. Nędzny (niestety) pod wieloma względami człowiek. Sartre napisał kiedyś, że trzeba go czytać, ale w rękawiczkach, by nie pobrudzić sobie rąk.

  5. Z panem Celinem jeszcze nie podrozowalismy, ale chetnie sie zabiore. Tym bardziej, ze mam ochote przeczytac cos francuskiego autora przed krotkim wypadem do Paryza. Dziekuje za recenzje Joan!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s