Rzecz o Freudzie

Ma ponad 1100 stron, a przeczytałam w zaledwie tydzień. Ta wiadomość już sama w sobie ma siłę rekomendacji, jeśli policzyć, że na jeden dzień przypada przeciętnie 157 stron z haczykiem.

Pasje utajone, I. Stone

„Pasje utajone czyli życie Zygmunta Freuda” Irvinga Stone’a, bo o tym tomiszczu mowa, jest dobrą książką. Jest nią, ponieważ nie aspiruje do roli wielkiej literatury. Marzenie ma – wydawałoby się – skromne: być zbeletryzowaną biografią. I spełnia je z naddatkiem. Tysiąc stron to wspólne przejście przez życie pierwszego psychoanalityka, przez zmiany jego poglądów, odkrycia, z poznaniem (w tle) jego rodziny, przyjaciół, podróży. Jest tym, czego człowiek spodziewa się po biografii: zbiorem informacji o człowieku, zebranym w treściwe, konkretne zdania. Stone nie podaje jednak ich w suchy, martwy sposób, lecz owija w ładne pojemne słowa, z których sprawnie tworzy malarskie obrazy, mikroscenki. Zdarza się Stone’owi palnąć jakiś banał czy trzasnąć sentymentalny dialog (niemal fizycznie cierpiałam, gdy rozmawiał w ten niecnie wygładzony, słodko-lepki sposób z narzeczoną, a później żoną), ale jest to tak mały ułamek, że tylko matematyk lub zdolny ekonomista mógłby to oszacować. Do matematyki mi daleko, a ekonomia to tylko słowo na dyplomie – żonglerki liczbowej u mnie nie będzie.

Można nie zgadzać się z poglądami Freuda, można się na nie burzyć, ale jak ciekawie jest obserwować, skąd one się wzięły, jak w nim ewoluowały, jak męczył się, aby je forsować w nieprzyjaznym środowisku naukowym i, szerzej, wiedeńskim. Lubię wiedzieć, więc i lubię to czytanie dowiadujące się, zasięgające informacji, ale nie w sztywny podręcznikowy sposób, lecz w okrągłych, literacko przyswajalnych zdaniach.

Kiedyś, kiedyś czytałam też „Pasję życia” Irvinga Stone’a o van Goghu. Pamiętam, że od niej również nie sposób się było oderwać. Jedni mają rękę do kwiatów, inni do prowadzenia badań, gromadzenia materiałów: korespondencji osobistej, publicystyki naukowej, prywatnych zapisków. Zdecydowanie miał Stone smykałkę do biografii.

Tak, te tysiąc stron to była przyjemność.

Irving Stone, Pasje utajone czyli życie Zygmunta Freuda (oryg. The Passions of the Mind. A novel of Sigmunt Freud)
Przełożył Józef Krzeczkowski
Świat Książki, Warszawa 2009

Reklamy

18 uwag do wpisu “Rzecz o Freudzie

  1. „Pasja zycia” mnie porwala, wlasnie koncze „Grecki skarb”, ktory tez swietnie sie czyta. „Pasje utajone” jednak sobie odpuscilam. Wymeczylam niecale 200 stron i na wiecej nie mialam juz sily. Pozdrawiam!

  2. Przydalaby mi sie taka biografia, tylko o Jungu. I moze byc nawet polowe krotsza. Joan, moze takowa czytalas?

    Co do swietnych biografii, to polecam Ci literackie portrety, jakie malowal swietej juz pamieci Humphrey Carpenter. Sa naprawde znakomite: wrazliwe, nieplotkarskie i swietnie przygotowane.

    1. Magamaro,

      Stone wspomina sporo o Jungu poprzez relację między nim a Freudem, ale poza tym niestety nie znam książki o Jungu tylko i wyłącznie, którą mogłabym Ci polecić.

      Będę mieć w pamięci Humphreya Carpentera – dziękuję za wzmiankę!

  3. Czytałam kilka lat temu i mogę tylko podzielić Twoje zdanie- czytało się świetnie. Właściwie zostaly mi 2 tytuły do przeczytania- „Grecki skarb” i „Bezmiar sławy”.

  4. Ha, w szkole nauczyciele śmiali się ze mnie, bo wszędzie zawsze dopatrzyłam się czegoś freudowskiego. Mam nawet taki piękny, niebieski słownik psychoanalizy, czasem przeglądam go sobie i aż ciarki tuptają mi po plecach, że można mieć tyle fobii i różnych skrzywień. Ale bardziej przeraza mnie to, ze można je mieć i o nich nie wiedzieć.
    W sumie, mam takie dziwne sny, ze pan Freud mógłby mnie przemaglować. Może dowiedziałabym się, dlaczego zeszłej nocy smarowałam twarz bananem.
    Pozdrawiam i ogromne DZIĘKUJĘ za podsunięcie mi tej książki!

    1. Cóż, Joanno, mam pewne podejrzenia, jak ten sen zinterpretowałby Freud :) Bardzo polecam Ci tę książkę – jest w niej opisanych tyle przypadków nerwic i fobii, że przyłapałam się na tym, że sama się psychoanalizuję pod ich kątem ;)

    1. Witam serdecznie w moich blogowych progach.

      W 2010 roku życzę wiele powracającego dobra i szczęścia. Z ciekawością będę zaglądać do „Dziennika umierania”.

      Zapraszam
      j

      1. O, dzięki wielkie. To tak mniej więcej jak ja, ok. 1 strony na minutę.

        Bo tak się zastanawiałem, czy masz jakiś sposób na połykanie tej olbrzymiej liczby książek. A Ty jak widzę się po prostu nimi rozkoszujesz. 22 godziny na rzecz o Fruedzie…

        Chapeau bas!

  5. Czytałem ostatnio esej Adama Zagajewskiego o anglosaskich biografiach. Tydzień później w taniej książce trafiłem na „Pasje utajone” i pomyślałem sobie: „O, Zagajewskiemu to się podobało, wezmę, zobaczymy”. Później, w domu, przeglądałem ten jego esej i szukałem w nim wzmianki o Irvingu Stone’ie. Nic, ani słowa. I dopiero dzisiaj sobie przypomniałem, że tego samego dnia czytałem Twoją recenzję :-) Gratuluję, pomyliłem Cię z Adamem Zagajewskim :-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s