Jak zostać rzymianinem?

Ostatnie chwile przed wyjazdem przeznaczam na podjęcie najważniejszej decyzji: co wziąć do czytania? Czy we Włochy zatopić się totalnie, czy też od nich się lekturą odciąć dla kontrastu? Biorąc pod uwagę pierwszą alternatywę, nader odpowiedni wydaje się być Umberto Eco i jego felietony, ale biorę też pod uwagę „Na oślep” Magrisa; z drugiej strony „Po zmierzchu” Murakamiego czytałoby się niezawodnie dobrze, a „Life of Pi” Yanna Martela czeka na swoją kolej od pewnego czasu. Wybór jest trudny, bo i lista wymagań zróżnicowana:

  1. Objętość książki i jej rozmiary: niekojarzące się trylogicznie, pasujące do obrazu lekkiego, podręcznego bagażu, który ma spędzać ze mną całe dnie
  2. Nieprzeintelektualizowana przyjemność czerpana z dorywczej lektury
  3. Jednak nie aż tak, abym książkę przeczytała już w samolocie…

Nim całkowicie pogrążę się w moich literackich dylematach, nawiążę do mojego tytułowego pytania. Nie miałabym nic przeciwko, aby zostać rzymianką. Jak zostać prawdziwym rzymianinem? Czy wystarczy li i tylko w Rzymie zamieszkać? Czy trzeba spełniać formalne wymogi (wyobrażam sobie to jako tabelę z listą cech idealnego kandydata na rzymianina)? A może trzeba w odpowiedni sposób wiązać sznurowadła? Kto to wie. Pomysł o posiadaniu białej togi i pasujących sandałów (a to większości nasuwa się na myśl o rzymianinie) skreślam z góry.

Będę usilnie starać się znaleźć odpowiedź na to naczelne pytanie. Jako, że wydaje się to dość absorbującym zajęciem, uprzedzam lojalnie, że mogę w najbliższym czasie na pełnym morzu blogosfery nie dryfować. Jeśli jednak środki lokomocji naziemnej i powietrznej nie zawiodą, możecie się mnie, drodzy Czytelnicy, spodziewać w okolicach przyszłego wtorku. Do tego czasu życzę Wam jak najwięcej przyjemnych chwil (tych związanych z literaturą, ale nie tylko) i mówię Wam serdeczne

arrivederci!

Reklamy

15 uwag do wpisu “Jak zostać rzymianinem?

  1. Jeśli mogę doradzić, to nie bierz ze sobą Life of Pi. Ta książka ma swój klimat, który wciąga; nie powinna musieć konkurować z klimatem Rzymu.

    1. Sylwio,

      Nie wzięłam. Postanowiłam poczytać ją w domu. Takie miałam wobec niej przeczucie, że do gwarnego Rzymu się nie nadaje.

  2. Akurat te ksiazke Murakamiego mozesz sobie spokojnie darowac, nawet jesli do pisarza palasz wielka sympatia.

    Przepraszam, ze nie wyrobilam sie z wyslaniem emaila wczesniej, brak internetu doskwiera. Wspanialej podrozy!

    A co zostania rzymianinem nie moge niestety odpowiedziec na to pytania. Ale zadam inne: dlaczego chcialabys nim zostac?

    1. Bycie Polakiem w Polsce mi nie odpowiada, a bycie Włochem mi się podoba.
      Bo życie we Włoszech ma styl, a życie w Polsce to tylko nakręcanie od nowa tych samych ponurych, wiecznie ciemnych dni.
      Bo często wstyd mi jest za Polaków: za ich cwaniactwo, chytrość, krętactwo, wpychanie się do kolejki, niezdyscyplinowanie, ciągle obecny kompleks pozaborowy, ksenofobię, niewykraczanie poza utarte ścieżki, tkwienie w standardzie, strach przed wyróżnieniem się, brak rozmachu, w wielu przypadkach brak klasy.
      Bo życie jest po to, aby realizować marzenia.
      Bo widzę kontrasty, prawie zawsze na niekorzyść Polski i nie widzę specjalnych możliwości na naniesienie korekty.
      Bo lubię żyć z rozmachem, a nie ukradkiem, po cichutku, bledziutko.
      Bo podziwiam architekturę tworzoną z pomyślunkiem, z zamiarem placu, przestrzeni, wpuszczenia maksymalnej ilości światła. Bo lubię wielkie kościoły – te proste budowle sakralne, ale i te skomplikowane, dopracowane do najmniejszego detalu, zapierające dech, osadzone w środku parku, na wzgórzu czy nawet na rogu ulicy. Bo brak mi w Polsce wielkich parków, w których gubi się zgiełk miejski (i podobają mi się papugi na wolności). Bo nad brzegiem Tybru można godzinami spacerować lub wybrać się na przejażdżkę rowerową – i Tybr towarzyszy zielony, pomiędzy kamiennymi mostami płynący. Bo lubię wielkie balkony. Bo lubię słońce, małą kawę pitą przy barze, roześmiane twarze, energię włoską, gazety (typografia! okładki książek!). Bo lubię bliskość morza. I wielkich muszli. Włoskie nastawienie do życia i do innych ludzi. Oprawki okularów korekcyjnych. Bo bawi mnie, że Włoch marznie przy temperaturze 20 stopni Celsjusza i owija się w grube szale i zimowe płaszcze (i nie poci się!).

      Włoską klasę – mimo wszystko, przede wszystkim.

      1. Ho ho, rozumiem doskonale :) Rozumiem szczegolnie wiele aspektow zwiazanych z polskoscia, ale za malo znam ‚wloskosc’, by pisac o klasie. Jednak nie ma watpliwosci, Wlochy vs. Polska 1:0 :)

        1. Tak, szczególny nacisk we mnie kładzie się na tę wstydliwą polskość. Im więcej wyjeżdżam, im więcej za mną podróży, tym gorzej ta Polska wypada. A Włochy – ośrodek kultury i to tak starej, że aż nieobjętej wyobrażeniem. Portugalia – taka ciepła Polska plus kawa. Hiszpania – zbyt wielki rozgardiasz. Ale Włochy – tam po prostu czuję się jak w domu.

          1. Ja sie tak u siebie czuje w Londynie. Wszystko mi tu odpowiada (nawet to, co mi nie odpowiada), przyjmuje to miasto z calym dobrodziejstwem inwentarza, tu jest moja dusza. Polska zawsze byla dla mnie obcym krajem, takim negatywnie egzotycznym, nawet gdy tam mieszkalam. Zakompleksiony zascianek Europy nie umiejacy pogodzic sie z wlasna maloscia i usilujacy liczyc sie w swiecie. Szarpalam sie ze wszystkim i probowalam we wszystkim szukac sensu, ktorego nie bylo. Zmarnowana energia :(

  3. Zabawne, za trzy tygodnie będę miała identyczne dylematy :) Ale pewnie coś włoskiego zabiorę jednak do Rzymu. Może jakieś ślady zostawisz, a ja poszukam? ;):)
    Udanej wyprawy!

  4. Znam tylko z tych książek Życie Pi i polecam. Fajna, prosta książka, bez zbytniego przeintelektualizowania właśnie. Ciekawe, czy Ci się spodoba…

    1. &nns&;pbbsp;Sodalo: Løp 5 intervaller med 8,5 kg ekstra belastning i vest med stÃ¥lplater. Løp ogsÃ¥ oppvarming og nedjogg med vesten pÃ¥.Hehe, er det tøft løpermiljø siden du løper med skuddsikker vest??Hørtes spennende ut Ã¥ løpe motbakker med ekstrabelastning, men tror knærne ville mistrivdes veldig pÃ¥ veien ned igjen….Men om jeg ikke kommer i gang med skikkelig løping snart sÃ¥ trenger jeg ikke Ã¥ bruke vest for Ã¥ fÃ¥ den ekstra tyngden…..

  5. @chihiro/joan:

    nie wiem dlaczego, ale (sorry/scusa) ta Wasza wymiana uwag na temat polskości taka nasza, swojska mi się wydała. Najpierw.

    A potem przypomniałem sobie mego przyjaciela Rudolfo z Florencji, który wprawił mnie onegdaj w stan szoku gdy poinformował mnie, że on – człowiek cywilizowany – do Rzymu wybierać się nie ma zamiaru bo w Rzymie mieszkają afrykańscy barbarzyńcy. Rzym określił mianem wrzodu Włoch a Rzymian murzynami którzy wybielili się i nauczyli się mówić po włosku. Podobne poglądy słyszałem potem wielokrotnie w Rzymie na temat Neapolitańczyków. I dziwiłem się, dziwiłem.

    A potem przypomniał mi się Dave, który zamienił Liverpool na Londyn a Londyn na Berlin. Po 10 latach pobytu w Berlinie coraz częściej spędza czas w Poznaniu. Przedtem narzekał na Londyn i jego mieszkańców. Teraz coraz częściej wyraża się krytycznie o Berlinie. W Poznaniu bardzo, bardzo mu się podoba. Ludzie – jak twierdzi – tacy otwarci, serdeczni, gościnni. Nie to co w Anglii.

    I co wy na to moje Panie?

    Odpowiedź może być po włosku lub angielsku ;-)

    1. No cóż, Telemachu, jeśli nie prowadzi do zmiany miejsca zamieszkania, takie utyskiwanie jest zdecydowanie polskie. Ponarzekać, wiadomo, polska rzecz. Stwierdzić to – nic odkrywczego.
      Spójrzmy jednak na to z drugiej strony: jak ma zachwycać, skoro nie zachwyca?

      I nigdy to, na co się czeka, nie okazuje się takim, jakim miało być. Rzeczywistość zawodzi. Ale czy to znaczy, że mamy przestać dążyć do zmian? Że mamy przestać być krytyczni? To, że podoba mi się życie we Włoszech, wcale nie oznacza, że nie widzę ich wad. Po prostu zalety Włoch są dla mnie o wiele wyższe niż ich wady, już o porównywaniu do Polski nie wspominam, bo nie ma po co.

      Jeżeli mnie pamięć nie myli, to Ty, Telemachu, również nie mieszkasz w Polsce. Można więc wysunąć wniosek, że i Tobie tutaj najlepiej się nie mieszkało?

      1. I jeszcze: może przykłady, które przytoczyłeś, dają tylko dowód na to, że niektórym ludziom nie jest przeznaczone mieszkanie ciągle w jednym i tym samym miejscu? Potrzebują zmian otoczenia, żeby pogodnie funkcjonować. Tryb życia nomada jest im bliższy niż osiadły.

  6. Joan, zgoda, zgoda. Ja tylko dostrzegam aspekty komiczne gdy Chihiro uważa polską rzeczywistość za przygnębiającą i chwali Londyn a Anglik (który mieszkał w Londynie) nie może zaznać spokoju aż nie znajdzie się w wymarzonym Poznaniu (który mnie przygnębiał do tego stopnia, że gdy kiedyś pozostawiłem to miasto za sobą ,to poczułem się jakby wyrosły mi skrzydła i płuca napełniły się powietrzem).

    Dobrze Was obie rozumiem, też tak miałem i mam nadal. Od czasu do czasu. Rozmaite przykłady wskazują jednak, że pozytywna interpretacja miejsca rodzi się w głowie przybysza.

    Cieszę się, że Ci się podoba tam gdzie jesteś. I nie zamierzam dmuchać w patriotyczną trąbę.
    Pozdrowienia
    t.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s