O tym, jak to odczuwam skruchę

Nawiązując do wpisu poczynionego przez właściciela bloga tookno, w którym tenże poszerza rzeczywistość o dumania i snucia różowego inteligenta, Eguna, przyznaję, że i we mnie nastanie jesieni wywołuje konieczność poczynienia podsumowania i zaczęcia wszystkiego od nowa. Przyczyn tego odruchu doszukuję się w uczniowskiej przeszłości, która w przeciwieństwie do Egunowej nie poszerza rzeczywistości (najczęściej), a ją zawęża.

Szkoła ciągnie się latami, przyzwyczaja nas do wyewoluowania w porządek rzeczy i narzucony ordnung. Pewnego dnia nagle się kończy i nikt człowieka nie ostrzega, że tak będzie. Nikt nie pre-informuje, że w człowieku tworzy się dziura do zapchania innym ładem i zbyt odsłonięta szyja domaga się duszenia nowym rodzajem szalika.

Gdy przeszedł wrzesień, a nade mną nie wisi żadna obelga tzw. pały; gdy nastał październik i nie muszę troską o kolejny sprawdzian (czy wyższą jego formę, kolokwium) malować czoła, pozostaje tylko goły chodnik z rozdmuchanymi liśćmi i wolność kroków.

Na szczęście, nie tylko Dobromir ma głowę pełną pomysłów.

*

Zadałam sobie pokutę. Przyznaję, że nie byłam z Wami, drodzy Czytelnicy, całkowicie szczera. Nie wywlekałam na światło dzienne wszystkich moich brudnych grzeszków niedoczytania. Za wszystkie te pokrycia milczeniem przepraszam i serdecznie żałuję. Tej jesieni obiecuję poprawę i dokończenie lektury następujących książek:

  1. „Moby Dick” Herman Melville
  2. „Listy van Gogha do brata” Vincent van Gogh
  3. „Rozmowy z Pedro Almodovarem”
  4. „Ziele na kraterze” Melchior Wańkowicz
  5. „Weź moją duszę” Yrsa Sigurdardottir
  6. „Spuścizna” Isaac Singer

Ze zgrozą spostrzegam, że niektóre z tych książek w karze zawieszenia trwają już latami. W okrucieństwie swojego niezdecydowania narzucam im niekomfortową kondycję pomiędzy regałem a stolikiem, słowem: nigdzie. Doprawdy, niegodna jestem żadnej nowej książki, póki tymi się nie zajmę.

No, oprócz „Domu ciszy” Orhana Pamuka, bo niesamowicie wciąga. I może tego Claudio Magrisa „Na oślep”, przecież to przygotowania do wakacji… Tak – i tak to się toczy…

PS. Jak myślicie, kim został pomysłowy Dobromir, gdy dojrzał i stał się dużą truskawką?

Reklamy

10 uwag do wpisu “O tym, jak to odczuwam skruchę

  1. Z lektur nieodrobionych :-) znam wyśmienitą pozycję nr 6 i do niej mogę gorąco namawiać, jako i do całej twórczości IBS. Z kolei pozycja nr 2 kurzy się i żółknie na regale już od wielu lat, acz nic nie zapowiada, by wkrótce została stamtąd zdjęta :).

    PS – no i dzięki za wzmiankę, choć nigdy bym nie przypuszczał, że Egun zostanie uznany za inteligenta :-).

    1. Moja wersja pozycji nr 2 jest już pożółkła na dobre: kupił ją jeszcze mój ojciec, wielbiciel i cichy adorator malarstwa van Gogha. Myślę, że i on ni przeczytał…

      A “Spuścizna” mnie przyciąga i odstrasza. Działa tak na mnie ponad 2 lata. W ogóle o niej zapomniałam. A potem ta lista – i nowy wyrzut sumienia gotowy.

      Co do wzmianki – Twój tekst faktycznie mnie zainspirował, nie mogłam go obejść w swoim. A jakim by tu innym wyrażeniem okiełznać Eguna? Zagwozdka.

  2. Witam.
    Przyznaję szczerze, że u mnie poczucie winy jest nie mniejsze. Jednak u mnie niektóre lektury (niestety) pozostaną w „nicości”. Nie ma siły bym zasiadł do nich ponownie lub podjął próbę ich przeczytania.
    Pocieszam się tym, że w innych odrobiłem zadania domowe z nawiązką.
    A co do Dobromira – prawdopodobnie został Adamem Słodowym swoich czasów :)
    Serdecznie pozdrawiam.
    S.Urbanowicz

    1. Witam,

      Mnie najczęściej też to pociesza. Gorzej, gdy to poczucie winy nad niedoczytanymi bierze górę nad spełnieniem przeczytanych…

      A może on został informatykiem? Zapala się żaróweczka i powstaje nowy algorytm… ; )

      Pozdrowienia łączę,

      jj

  3. Znam ból niedoczytanych książek. Kiedyś wieki całe czytałem „Grona gniewu”, choć pozycja to wręcz genialna. Tylko u mnie tym bodźcem do czytania była wiosna ;)

    1. Każda pora jest dobra na zmotywowanie się do dokończenia raz zaczętego dzieła. Jedni szaleją na wiosnę, inni pokornie zwieszają się w posłuszeństwie na jesieni. ; )

  4. Gdybym ja miała najpierw przeczytać Moy Dicka, a potem kupować inne książki, to naprawdę wiele bym zaoszczędziła… Niektórym książkom mówię po prostu nie. Nie ma co się zabijać ;) Choć o „Listach van Gogha do brata” z chęcią bym poczytała.

    1. Ale to jest całkiem dobra książka! Jest barwnie napisana, wspaniały język, zaskakujące porównania itd. Najgorsze są momenty przestoju, kiedy szanowny autor postanawia zapoznać nas ze wszystkimi rodzajami wielorybów. Na Jowisza! Przy tym się cierpi.
      Dodatkowo, można też cierpieć na chorobę morską przy lekturze tego morza: jego falująca monotonność jest bardzo sugestywnie oddana…

  5. Dziwna rzecz z tym „Moby Dickiem”. Mnie się on bardzo podoba, przeczytałam do połowy… a później zaległ na półce i czeka tam od dwóch lat. Może ta książka tak ma? Ale też mnie trochę zmobilizowałaś :-)

    1. Jeśli tak ma, powinna być załączona instrukcja czytania i nieczytania, i powrotów do niej. Przecież nie tak łatwo, ot tak sobie znaleźć się znowu na pełnym morzu! :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s