Dlaczego (czasem) źle być Poznaniakiem?

Lubię piątki, ale nie takie, kiedy dowiaduję się z porannej lektury gazety, że zamykają jedno z oryginalniejszych miejsc w Poznaniu, Głośną Samotność, kultowa Kapitałka przenosi się do malutkiego kiosku, a Bookarest w Starym Browarze i owszem zostanie, ale w innym mniejszym lokalu.

Nie wszyscy wiedzą, więc powiem: Głośna Samotność to kameralna księgarnio-kawiarnia przy ulicy Ratajczaka, a więc w centrum miasta, w okręgu zakreślonym przez budynek Uniwersytetu Ekonomicznego, kina Rialto, empik i Stary Browar. Jej ściany wypełniają regały zastawione książkami, nieraz trudno dostępnymi w innych księgarniach, a przy wyborze zakupu książki można wspomóc się pijąc kawę. W klubokawiarni organizowane są spotkanie autorskie, pokazy filmów lub kulturowe dyskusje. Na podobnych zasadach działa Bookarest w Starym Browarze. Kapitałka przy ulicy Mielżyńskiego to przede wszystkim miejsce książek specjalistycznych dla szeroko rozumianych humanistów.

Z wymienionych księgarni najbardziej lubię Głośną Samotność. Zawsze po drodze, w samym centrum, nazewnicza aluzja do Hrabala. Jest mi przykro, że nie będzie można do niej przyjść, posiedzieć wśród książek i natknąć się na znajomych. Jednak nie mogę określić siebie jako stałą bywalczynię. Mimo że uwielbiam książki i kawę, nie przychodziłam tam częściej niż raz na, pi razy drzwi, dwa miesiące. W tym czasie kupowałam książki i w tym czasie pijałam kawę nie tylko w domu. Wybierałam zatem konkurencję. Zdradzałam – dlaczego?

Przede wszystkim dlatego, że choć nie przepadam za Empikiem, wielkim i pozbawionym atmosfery księgarni (nie czuje się tej pierwotnej radości z książki), to oferuje on atrakcyjne zniżki. Stosunkowo najłatwiej do niego trafić: jest w prawie każdym centrum handlowym Poznania. Wiele atrakcyjnych książek można wyszperać w Arsenale, który również oferuje rabat 10% dla stałych klientów. Najczęściej jednak zamawiam książki przez Internet, np. korzystając z usług księgarni Albertus. Książki wkładane do wirtualnego koszyka są tańsze, a na dodatek nie ponoszę kosztów przesyłki pocztowej, bo mogę odebrać je sama z magazynu.

Jestem rodowitą Poznanianką, a to znaczy, że jeśli oszczędzam na jednej książce nawet do 10 zł, to czuję się lepszym człowiekiem i ze spokojem wyrzucam paragony do kosza na śmieci (jak w każdym porządnym poznańskim domu tradycyjnie mieszczącego się pod zlewem w kuchni). W zestawieniu z tymi informacjami można sobie wyobrazić, że kupując książkę w Głośnej Samotności pozwalam sobie na ekstrawagancję. Zakup książki w Głośnej Samotności wymaga ustalenia sobie planu: nie chodzi tylko o efekt w postaci książki, ale głównie o wyprawę na ulicę Ratajczaka i cały rytuał przyjemności z tym związany. Niestety, dość, summa summarum, kosztownych.

Tłumacząc się tak gorliwie z niekupowania książek w Głośnej, nie mogę zapomnieć o grzechu niepicia tam kawy. Owszem, dobra kawa w wielkim kubku lub w filiżance (do wyboru). Owszem, towarzystwo książek. No ale właśnie – książki. Jeśli regał stoi za stołem, to jest na przykład za plecami kawosza, niekoniecznie takiego z lękami atawistycznymi, przyjemność z kawy spada, gdy inny klient zaczyna się kręcić, kucać i odchylać poszukując książki akurat tam, akurat wtedy – za plecami. Rozmowa staje się niemożliwa, a i kawa wydaje się trochę gorzka…

Nie byłam w warszawskim odpowiedniku Głośnej Samotności – mam na myśli Czułego Barbarzyńcę – więc jestem ciekawa, jak rozwiązano tam te niegodności i to na tyle prężnie, że od kilku lat działa i dobrze radzi sobie na rynku. Może chodzi o inne zaaranżowanie wnętrz. Może chodzi o podkreślenie, co jest w danym miejscu ważniejsze: czy kawa, czy książki. A może chodzi o to, że chwycenie dwóch srok za ogon nie jest skutecznym chwytem marketingowym w Poznaniu.

Advertisements

6 uwag do wpisu “Dlaczego (czasem) źle być Poznaniakiem?

  1. Czuły, którego lubię, chyba jednak umiejętniej rozgraniczył picie kawy od kupowania książek – jest w nim sporo miejsc, w których można się zaszyć bez narażania się na mola książkowego nad głową. Do regałów się wstaje, losuje jakąś książkę i idzie z nią znowu do swojego kącika. Ale fakt, że umawiam się tam raczej na kawę, a nie na zakupy – książki są droższe niż w Empiku czy Merlinie. Chociaż zdarzało mi się, że jakaś pozycja w drodze od baru do kanapy rzuciła się na mnie i kazała zabrać ze sobą bez względu na cenę :-)

    Ale niestety wszędzie, w Warszawie także, fajne miejsca czasem znikają bezpowrotnie.

  2. Przeczytalam juz o zamknieciu tej ksiegarnio-kawiarni u Padmy i tam akurat w komentarzach dyskusja potoczyla sie w kierunku: Dlaczego ludzie nie wspieraja mniejszych ksiegarni i czy w ogole prowadzenie ksiegarnio-kawiarni sie oplaca.
    Ja bym naprawde bardzo chciala wspierac u siebie niezalezne miejsca, ale zwyczajnie szkoda mi pieniedzy. Zamawiam ksiazki nowe praktycznie tylko w Amazon (co daje oszczednosc 20-50% ceny, w przypadku kupienia np.”The Children’s Book” AS Byatt zaoszczedzilam £9, a to sporo – za tyle moge miec przynajmniej jeszcze jedna ksiazke, jak nie wiecej). Uzywane ksiazki kupuje w sklepach charytatywnych (uzywane nie zawsze znaczy czytane, czesto za grosze udaje mie sie trafic na ksiazke kompletnie nie czytana, wygladajaca jak nowa). Niezalezne ksiegarnie bardzo cenie ze wzgledu na ich klimat, prestiz (np. kultowa ksiegarnia wydawnictwa jednego z najbardziej cenionych magazynow literackich London Review of Books, ktora ma tez wlasna kawiarnia – mozna do niej zabrac ksiazki, ale w samej kawiarni nie ma regalow z ksiazkami poza jednym, nieprzeszkadzajacym) i za uprzyjemnianie wygladu ulicy :) Ale poki nie naleze do najlepiej zarabiajacych (a na zmiane sytuacji sie nie zanosi), niestety nie stac mnie na wspieranie niezaleznych ksiegarni – na szczescie jest mnostwo osob je wspierajacych, pocieszam sie.

  3. PS. Joan, mam do Ciebie sprawe i chcialabym wyslac do Ciebie email, a nie moge go nigdzie znalezc – ani u siebie w skrzynce, ani nigdzie na Twojej stronie (pewnie zle szukam). Moglabys prosze odezwac sie do mnie? (chihiro2@gazeta.pl) Dzieki!

  4. A moze blad tkwi w rozplanowaniu przestrzeni? Nie znam co prawda tych poznanskich ksiegarni, o ktorych piszesz, ale pamietam pare podobnych ksiegarnio-kawiarnii z innych miast. Problem polega na tym, ze polki z ksiazkami otaczaja stoliki, ciezko sie poruszac, jezeli sie jest z kims na kawie, to swidrowanie polek oczami nie jest za bardzo na miejscu etc. Mysle, ze Anglicy znalezli odpowiedz na ten problem. Brytyjskie ksiegarnie (bynajmniej sieciowki) weszly w komitywe z sieciowymi kawiarniami i tak po przejsciu wielkiej sali z ksiazkami, dochodzi sie do wydzielonego miejsca, gdzie daja kawe i cos na zab. Dodatkowo w rogach i zakamarkach sa wygodne fotele i krzeselka. Wszystko tak zrobione, by czlowieka jak najdluzszej w tym ksiegarnio-kawiarnianym miejscu zatrzymac. Wychodzac z kawiarni, po raz drugi przechodzi sie wsrod rzedow polek z ksiazkami, wiec ten o slabej woli (a ja zdecydowanie do takich sie zaliczam), moze cos kupic po drodze do wyjscia… Niby dwa w jednym, ale kazde miejsce ma swoja autonomie, wiec nie wchodza sobie w parade.

  5. Widzę, że poruszył nas ten sam temat:) Zajrzałam dzisiaj do przeniesionej Kapitałki i jako że Poznanianka ze mnie już też, nie mogłam nie zauważyć bardzo przyjemnej promocji – można kupić 3 książki w cenie 2:) Donoszę więc, może Ci się przyda:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s