Palermo Shooting, reż. Wim Wenders

[Udało się! Udało się legalnie w Polsce obejrzeć film Wima Wendersa Spotkanie w Palermo. Nie było to proste. Wymagało umiejętności researcherskich i anielskiej cierpliwości. Gdy już straciłam nadzieję na bycie człowiekiem z czystym sumieniem, Kino Muza przyszło mi z pomocą. Kolejne kino studyjne z zimną salą widowiskową i niewygodnymi fotelikami, które uparcie naciskają na skrócenie długości moich nóg lub chociaż zachwianie ich proporcji.

Było warto dać się pomiażdżyć i zziębnąć.]

78354_spotkanie-w-palermo-200
reż. Wim Wenders

Porównywany do Lisbon Story film, na szczęście, okazał się wcale nie tak podobny. Wspólne motywy obu to bohater zagubiony w świecie, poszukujący sensu i nowej radości, który wyrusza w podróż, a podróż go, oczywiście, zmienia. Spotkanie w Palermo to jednak coś więcej niż tylko odwołanie do wcześniejszych poruszeń reżysera. Widać, że Wenders dojrzał i coraz swobodniej posługuje się technikami filmowymi. Jego nowy obraz to aluzje do Ingmara Bergmana – pragnienie, by czas płynął wolniej, autonomiczna gra świateł: bladych porannych, zamglonych, ostrych, słonecznych, nasyconych, przytłumionych, oddychających, to pragnienie, by czas stopujący, w tempie melodyjnym przynosił zrozumienie znaczenia rzeczy, pozwolił się zatrzymać i zauważyć Chwilę, gdy trwa. Jego nowy film to aluzje do Michelangelo Antonioniego – zaczerpnięcie inspiracji z filmu Powiększenie (Blow up) i Zawód: reporter (Professione: Reporter), te same poszukiwania, a także sam główny bohater Finn (Campino): sławny fotograf mody, który cierpi na bezsenność w wielkim, minimalistycznie urządzonym studio; zaprzątnięci milionem niecierpiących zwłoki spraw ludzie w otoczeniu; przemijający blichtr i wielkie pieniądze. Finn musi otrzeć się o śmierć ze swoimi słuchawkami na uszach, w swoim sportowym samochodziku, ze swoją kolekcją aparatów różnych marek. Musi wejść na drzewo i na nim się przespać. Porozmawiać z obcym starszym mężczyzną, pasącym o poranku stado owiec i usłyszeć, że inni próbowali znaleźć sens i odnaleźli go – we wsłuchiwaniu się w czas. Musi rzucić wszystko, by błąkać się po Palermo.

Spiętrzenie tych wszystkich obserwacji nie oznacza, że w filmie nie widzę niedociągnięć. Spotkana przypadkowo włoska artystka i konserwatorka, Flavia (Giovanna Mezzogiorno), która – jakże poręcznie – akurat język niemiecki preferuje nad wszelkie inne i tak płynnie – jak układnie – się nim posługuje. Dosłowność spotkania ze śmiercią – niepotrzebna, przerysowana. Reżyser o takich aspiracjach, jak Wim Wenders, śniący ewidentnie o tym, aby być porównywanym do Antonioniego i Bergmana, którym nawet dedykował film (nie zwróciłam wcześniej uwagi, że znamienici panowie zmarli tego samego dnia – Wenders mi o tym powiedział), Wenders zatem powinien posiąść już zdolność przekazywania znaczeń innym sposobem, niż personifikacja śmierci. Gdyby kwestie związane z nią dotyczyły jedynie wypadku, gry aktorskiej Campino –  faceta z charakterystyczną pomarszczoną twarzą – czy odnawianego przez Flavię obrazu przedstawiającego śmierć: jakże znaczniejsze by się to wszystko okazało w kontekście całości.

A tak wyszedł film dobry, nasączony aluzjami i sugestiami. Przekazujący ideę. Pięknie wykadrowany. Oprawiony w świetną muzykę. Taki film na miarę naszych czasów: zaczerpnięty, silący się, próbujący, och, jakże usilnie próbujący. Potrafiący trafić w samo sedno wrażliwości człowieka współczesnego o ponadprzeciętnym natężeniu czucia. Lepszy niż Lisbon Story (mdły, przydługi) i lepszy niż The Million Dollar Hotel (efekt działania mojego subiektywizmu, który trudno w tym przypadku uzasadnić). Jednak jeszcze czegoś tu brakuje. Jeszcze na coś tu czekamy. Na kolejny film, na kolejną podróż. Dokąd? Tylko Wendersowi się śniło. Dobrej nocy i oby łóżko było raczej zbyt wielkie niż za małe.

Spotkanie w Palermo (Palermo Shooting)
reż. Wim Wenders
Francja, Niemcy, Włochy 2008

Reklamy

6 uwag do wpisu “Palermo Shooting, reż. Wim Wenders

  1. Jesteś pierwszą osobą – poza mną ;-) – której spodobał się ten film… Co prawda wolałam „Lisbon story” i „Hotel”, no i zgadzam się, że wątek romansowy był troszkę wysilony, ale summa summarum niezły film

  2. Jesteś bardzo łaskawa dla Wima Wendersa… Mnie ten film bardzo rozczarował – wysmakowane obrazy i aluzje do Mistrzów nie wystarczą, żeby zrobić dobry film. W efekcie kadry mnie raziły sztucznością, scena rozmowy ze śmiercią śmieszyła, a przedłużone zbliżenia na anielską twarz Giovanny Mezziogorno – męczyły.

  3. Czaro,

    Przede wszystkim witam na moim blogu – miło mi poznać nową komentatorkę :)

    Co do Wendersa, cóż – po filmowej suszy, której byłam uczestniczką, obraz ten wydał mi się przyjazną próbą załagodzenia mojego focha na kino. Możliwe, że dziś inaczej bym go oceniła. Wtedy wpasował się w mój nastrój i potrzebę chwili. Sceny rozmów i spotkań ze śmiercią mnie również irytowały – i to mocno – mógł reżyser się bardziej postarać, bardziej metaforą pracować, a nie ostentacją groteskową i śmieszną. Ze zbliżeń na anielską twarz G. Mezzogiorno, zapamiętałam to z ostatniego kadru i przyznam, że mnie aż tak nie zmęczyło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s