Spojrzenie ciągłe Andrzeja Stasiuka

Kiedy przyglądam się ludziom, staram się patrzeć wzrokiem ciągłym, nieprzerywanym: natarczywość o stałym natężeniu odbierze spojrzeniu ukradkowość, a tym samym element podpatrywania,  szpiegowania, przyglądania się w celu oceny.

Andrzej Stasiuk "Jadąc do Babadag"
Andrzej Stasiuk "Jadąc do Babadag"

Takim spojrzeniem ciągłym wodzi po świecie Andrzej Stasiuk w „Jadąc do Babadag”. Mimo że podróże, które opisuje odbywają się w różnym, bynajmniej nie ciągłym czasie, czuje się jednak ich nieprzerwaność, jak dalszy ciąg raz napoczętej myśli, jak naturalną kolej rzeczy. Jeżdżąc pociągami czy samochodem po Polsce, Słowacji, Węgrzech, Rumunii, Słowenii, Albanii czy Mołdawii, autor zbiera do prywatnej kolekcji pamięci obrazy miejsc, które wolniej umierają niż ludzie. Fascynuje go pejzaż upadku, rozkładu, toku spraw niezmiennych od wieków. Poznaje ludzi, dla których nie istnieje przyszłość, którą Stasiuk nazywa wymysłem, czymś, w co się nie wierzy, choć wszyscy o tym do znudzenia mówią. Omija szerokim łukiem wielkie miasta, całe swoje zainteresowanie angażując we wsie i bezkres, który niczym nie chce zaskoczyć. Snuje rozważania o bezsensie podziałów krajów, o ich wcześniejszych losach i o konfliktach, które spowodowały, że postrzega się je tak, a nie inaczej – jeśli w ogóle dostrzega się je na mapie świata. Widzi pola słoneczników, złe drogi z nagłym końcem, krowy.  Niczego nie ocenia. Jego książka to subiektywny zapis, a nie krytyka. Pisząc i jeżdżąc, szuka odpowiedzi na pytanie, dlaczego w niektórych ludziach istnieje przymus podróżowania. Zastanawia się, czy

Być może wyrusza się w podróż po to, by nieść ocalenie faktom, by podtrzymywać ich wątły, jednorazowy błysk.

s. 51

Spokojnie zadaje sobie pytanie

(…) w stylu „co ja tu właściwie robię?”, czyli podstawową mantrę czy też modlitwę każdego podróżnika. Bo właśnie w podróży, rano, w obcym mieście, zanim druga kawa zacznie działać, doświadcza się najmocniej dziwności własnego, pozornie banalnego bytu. Podróż jest po prostu stosunkowo zdrowym rodzajem narkotyku.

s. 75

Po co czyta się Andrzeja Stasiuka? Po to, by razem z nim zadumać się nad bezkresem przestrzeni, historią, impulsem do ruszenia z plecakiem w drogę. Po to, by przyjrzeć się, jakie sceny wyryły się w jego pamięci. Po to, by dowiedzieć się, gdzie

Słońce staczało się na zachód jak odrąbana kogucia głowa.

s. 66

I jeszcze po to, by razem z nim dojść do wniosku, że

(…) życie składa się raczej z okruchów teraźniejszości, które zapadają w pamięć, i tak naprawdę tylko z tego składa się nasz świat.

s. 70

Andrzej Stasiuk, Jadąc do Babadag
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2004

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Spojrzenie ciągłe Andrzeja Stasiuka

  1. Znakomicie napisane, Joan! Ta ksiazka stoi u mnie na polce od lat i jakos jeszcze nie nadszedl jej czas, ale dzieki Tobie przypomnialam sobie o niej. I moze niedlugo przeczytam wreszcie?

  2. Pamietam, ze zaczelam czytac „Jadac do Babadag” pare lat temu i wtedy podroz Stasiuka wydala mi sie zbyt wsobna, pisana zbyt dla siebie. Moze kiedys siegne po raz drugi i doczytam do konca…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s