Zdobyłam „Twierdzę”

Antoine de Saint-Exupery "Twierdza"
Antoine de Saint-Exupéry "Twierdza"

Chyba tylko mój narzeczony w pełni rozumie, jak wielka była moja radość, gdy w sobotę późnym popołudniem skończyłam czytać „Twierdzę” Antoine de Saint-Exupéry. 650-stronicową książkę w spleśniałozielonej i żółtej lśniącej okładce wypatrzyłam w księgarni, ledwo wróciliśmy z Portugalii. Za każdym razem, gdy ją widziałam, brałam do ręki i przewracałam kartki w łapczywym poszukiwaniu pięknych zdań. I zawsze znajdowałam. Kiedy więc wreszcie książka trafiła pod moją strzechę, z entuzjazmem i prawdziwą przyjemnością rozpoczęłam lekturę.

To było w lutym.

Nie przypominam sobie podobnego doświadczenia z książką. Najczęściej czytam jedną tygodniowo; zdarza się, że szybciej lub wolniej, ale z zasady nie przekraczam czasu lektury mieszczącego się w jednym miesiącu (nie biorę pod uwagę innej książki, którą czytam już od jakiegoś czasu – „Moby Dicka” H. Melville’a, gdyż jeszcze jej również nie przeczytałam). Mniej więcej od połowy męczyłam się z tym uznawanym przez autora jego największym dziełem. Liczyłam, ile kartek zostało do końca i wzdychałam, patrząc na książkę cierpliwie czekającą na mój odpowiedni nastrój.

Bo nie jest to książka na każdy dzień i na każdy humor. Niebagatelne znaczenie ma miejsce czytania i pogoda. Na odbiór książki wpływa również zasób czasu, podejście do życia w konkretnym momencie stykania się z nią i wiele innych czynników.

Jest to bowiem naprawdę piękna i mądra książka. Widać jednak, że autor nie zdążył jej dopracować i w wielu miejscach sugerowałabym redakcję i skrócenie. Saint-Exupéry chce w niej jak najwięcej przekazać. W przypowieściach swoich na prostym przykładzie ilustruje mądrości życiowe. Zmaga się z wielkimi pytaniami o sens życia, sens pracy i twórczości. Przekonuje do ciągłego doskonalenia siebie na drodze ku Bogu. Jest w tej powtarzalności (a także w sposobie pisania) coś niezaprzeczalnie biblijnego, ale gdyby książka była o połowę krótsza, byłaby o niebo bardziej przekonująca, wstrząsająca i zachwycająca. Pozostawiałaby z niedosytem i zastanowieniem. Po 560 stronach powtarzania tych samych scen i prawd, po odwoływaniu się do tych samych symboli i parabol pojawia się jedynie znużenie. A szkoda. Głębia, w którą wszedł na poziomie metafizyki, filozofii i religii, była podstawą do wspaniałej książki. Jednej z najlepszych, jakie czytałam. Teraz również zaliczam ją do kanonu najpiękniejszych dzieł literatury, ale z ciężkim westchnieniem, jakim wieńczy się mozolny trud wielotygodniowej wspinaczki.

Antoine de Saint-Exupéry, Twierdza (oryg. La Citadelle)
Tłum. Aleksandra Olędzka-Frybesowa
Wyd. Literackie MUZA, Warszawa 2009

Reklamy

10 myśli na temat “Zdobyłam „Twierdzę”

  1. Gratulacje! :)

    Warto sie nad taka ksiazka pochylic. Szkoda, ze jest dostepna w swojej nieoszlifowanej formie. Znam to zniecierpliwienie i bol czytania powtorzen. Z ksiazek, ktore czytalam w tym roku i ktore bylyby zdecydowanie lepsze, gdyby je przeedytowano i skrocono, to np. „Bieguni” Tokarczuk. W swojej obecniej formie swietne kawalki mieszaja sie z koszmarna, banalna papka. Szkoda.

    „Twierdza” zdobyta – co dalej?

  2. Rozumiem to znuzenie, ale szczerze mowiac nie wiem, czy chcialoby mi sie wylapywac te smaczne kaski wsrod tych powtorzen. Za przypowiesciami nie przepadam, odniesienia biblijne obawiam sie moglyby sie dla mnie okazac zbyt ciezkostrawne, obce, bo po prostu postac Boga jest dla mnie czyms malo zrozumialym. Hmmm, wierze, ze to piekna ksiazka, ale obawiam sie, ze ja i Exupery nadajemy na innych torach. Nawet „Maly ksiaze” nieszczegolnie mnie zachwycil…

    A nad „Stambulem” tez pewnie westchniesz nie raz…

  3. Zaczęłam „Stambuł” i podoba mi się. Wyobrażam sobie małego Orhana skaczącego z foteli na kanapę, bo przecież dywan to morze – i budzi to moją sympatię.

    A w „Twierdzy” dostrzegam te biblijne odniesienia, ale też nieszczególnie do mnie trafiają tak naprawdę. Doceniam ich piękno i wielkość, ale najczęściej mnie nie przekonują. Nie mam po prostu usposobienia religijnego.

  4. Ja wlasnie tez nie. Ale skoro da sie docenic piekno tej ksiazki nie odnajdujac sie w biblijnych klimatach, to wspaniale, to zacheta dla mnie.

    Mnie sie „Stambul” tez bardzo podobal, tak okolo 2/4 ksiazki zrobilo mi sie troszke trudno, czasem odniesienia historyczne byly dla mnie malo ciekawe, albo gdy pisal dokladnie o mejscach, ktorych nie kojarzylam. Ale calosc – bardzo pozytywna!

  5. To tak jak z kolorami w „Między piekłem a niebem” Vincenta Ward’a lub czymś, co osobiście dotyka – iskrą od środka i snem w „Źródle” Darren’a Aronofskiego – tak „Twierdza” przenika przez wszystkie poziomy, budząc prawdziwy głód sensu. Metafizyka uobecnia się jak deszcz jesienią.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s