W podróży

W podróży trzeba zajmować się sobą, żeby dać sobie radę, patrzeć na siebie, myśli się o sobie, sobą opiekuje. W podróżach zawsze w końcu natyka się na siebie, jakby się samemu było celem. We własnym domu po prostu się jest, nie trzeba z niczym walczyć ani niczego zdobywać. Nie trzeba pilnować połączeń kolejowych, rozkładów jazdy, nie trzeba zachwytów ani rozczarowań. Można siebie samego zawiesić na kołku, a wtedy widzi się więcej.

Olga Tokarczuk, Dom dzienny, dom nocny

Choć szacowna autorka najczęściej ma rację, gdy chodzi o podróżowanie, w tym fragmencie przycisnąć ją trzeba do muru i wydusić do ostatniego soczystego słowa. Czyż w podróży nie to jest najpiękniejsze, że dbając o siebie dba się jednocześnie nie tylko o zaspokojenie najcodzienniejszych potrzeb, ale przede wszystkim obserwuje się, patrzy, chłonie? Konieczność ciągłych zachwytów, a czasem pułapka rozczarowania, w którą się wpada po długim i niespełnionym oczekiwaniu, sprawiają, że w trakcie podróży

w telepaniu pociągiem

w drganiach wznoszącego się samolotu

w mijaniu za samochodowym oknem

w turkocie tramwajów i susach miejskich autobusów (bo jazda nimi też jest podróżą)

człowiek otwiera się na nowe. Żyje na oścież. Rano, gdy budzi się do nieznanego, czuje niemal jak biją w nim serca pejzaży i wchłania przez skórę sens krajobrazu. Podróż to właśnie niezawieszanie siebie na kołku. To noszenie siebie na zewnątrz, łopotanie sobą na wietrze, stawanie się niczym, by rozumieć bardziej. By po powrocie z wojaży móc odwiesić się, zamilknąć i to, co wchłonięte, wpatrzone, oglądać na wewnętrznych ekranach, wyświetlać na interialnych projektorach. Z tego, co widziane, tworzyć na nowo siebie. Lepiej pojmując świat, mając przed oczami jego przez wieki niesprane milionami deszczy kolory, móc siebie odprasować w nowych kontekstach. Sunąć poprzez świat jeszcze raz. Tym razem ciszej, prościej, w milczeniu i kapciach. Przypominając. Pamiętając. Rozumiejąc.

Reklamy

4 myśli na temat “W podróży

  1. Och, nie nadazam za Toba, Joan! Chwilke mnie nie bylo, a tyle u Ciebie nowego :)

    Co do podrozowania u Tokarczuk. Mam wrazenie, ze ona fizycznych podrozy nie lubi i obsesyjnie wyszukuje ich niedogodnosci. Bardziej fascynuja ja sprzedawane na lotniska miniszczoteczki do zebow niz obce ziemie. Za to w fikcyjnych podrozach jest doskonala, jak chocby w tej o Annie, co podrozuje moskiewskim metrem w „Biegunach”, uciekajac z ponurego domu.

  2. Powiem ci, że dokładnie ten sam fragment Tokarczuk bardzo zapamiętałam i wywołał we mnie dużo refleksji, podobnych do Twoich. A czytałam Dom dzienny ładnych parę lat temu. Ja sądzę, że można w dwojaki sposób podróżować: tak jak to opisujesz Ty, i tak jak Tokarczuk. Można jechać przed siebie wpatrując się w świat, otwierając się na niego, na jego nowość, piękno ale i niebezpieczeństwa, a można też fizycznie się przemieszczać pozostając zamkniętym w kręgu własnego Ja, jak ślimak w swojej skorupie. Oczywiście w tym drugim przypadku podrózowanie traci swój prawdziwy sens i lepiej zostać w domu. Przyczyną jest strach, zawsze strach.
    Pozdrawiam serdecznie!

  3. Amen. Wszystkie macie racje, choc ja doskonalosci, Maga-maro, za grosz sie w Tokarczuk doszukac nie moge. Dla mnie ta autorka jest wlasnie, jak piszesz, Polaquito, slimakiem w skorupie, ktory nie wychodzi nigdy ze swojej skorupy. Nawet dla siebie samej, w swojej wlasnej glowie.

  4. :))) Doskonalosc fragmentow tokarczukowych wlasnie dotyczy jej pozostawania w skorupie i suncia opowiesci a nie relacjonowania fizycznej podrozy. Chihiro, „Anna Inn w grobowcach” moze odmienic Twoje zdanie :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s