Śmierć idei w „Niewidzialnym człowieku”

No i nadeszła ta wiekopomna chwila, kiedy przeczytałam książkę z polecenia niemalże, i pojawia się we mnie ta nieszczęsna ambicja, by dorównać recenzencko oczekiwaniom.

Chodzi o „Niewidzialnego człowieka” Ralpha Ellisona. Polecił niemalże Giera, który przez jakiś czas krył się za pseudonimem Ralph Ellison. Było to na tyle intrygujące (kim jest Ralph Ellison i czego dokonał, że kolega po blogowisku wybiera go na swoje wirtualne alter ego), że spotkawszy na swej księgarskiej drodze w czerń oprawioną książkę – a grubą, a twardą, a pachnącą drukiem jak najprzedniejszymi perfumami – co prędzej (by nie powiedzieć, co stopa wyskoczy) kupiłam ją.

Książkę opatrzył sam autor wstępem. Wstępem elokwentnym i jak jagodami pięknymi myślami umajonym. Płynie z niego wniosek, że autor swe własne  doświadczenia przekuł w powieść

(wielką i amerykańską, bo taka była jego ambicja; zaspokoję moją wrodzoną skłonność do dygresji, niech się raz wreszcie wypasie: bo otóż faktycznie rozdzielić trzeba pisarzy, którzy chcą napisać dzieło wielkie od tych, którzy od początku zamiarują porwać się na największą powieść amerykańską; to i inny kanon, i inne wymogi).

Książka bogata w stylistycznie proste, lecz piękne sformułowania. Gdy nie są piękne, są dowcipne (zapadła mi w pamięć zwłaszcza śmierć jedząca kanapki z jednego z porównań). Gdy nie są dowcipne, są po prostu komunikatywne i snujące historię o czarnoskórym wykształciuchu, który szuka swojego miejsca w świecie. Początkowo idealista i marzyciel, staje wobec faktów, na które nie ma wpływu i pozbywa się złudzeń. Dowiaduje się, że został wystrychnięty na dudka i tak naprawdę wszystkie jego wysiłki, każda obrana strategia przetrwania są na nic, bo nie sposób zmienić tego, że przez pryzmat rasy jest postrzegany (jeśli w ogóle jest dostrzeżony). A od tego już niedaleko do rozmyślań o tożsamości, o walkach mniejszości i obserwacji małości ludzi uwikłanych w pragnienie zdobycia władzy.

Im więcej piszę o „Niewidzialnym człowieku”, tym bardziej chcę zamilknąć. To nie jest książka do przegadania. To książka do czytania.

Ralph Ellison, Niewidzialny człowiek (oryg. Invisible Man)
Tłum. Andrzej Jankowski
Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2004

Reklamy

4 myśli na temat “Śmierć idei w „Niewidzialnym człowieku”

  1. szkoda, że jest to autor jednej książki. podobno są jeszcze jakieś opowiadania, ale nie dotarłem do nich.

    [ps. miło, że się podobała]

  2. nyemo,

    witaj z powrotem! chętnie będę znów do Ciebie zaglądać, a i do siebie zapraszam jak najserdeczniej. pułkownik Kiwi to mój ogromny wyrzut sumienia. chcę go dokończyć – i nie mogę. ale kiedyś na pewno coś jeszcze powstanie.

    pozdrawiam

    jj

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s