Chatwin, słynny telegram i Patagonia

„Have gone to Patagonia” – takim telegramem obwieścił Bruce Chatwin swoje odejście z redakcji Sunday Times Magazine w 1974 roku. Rzucił wszystko, by zobaczyć krainę, która fascynowała go od dzieciństwa. Przemierzając południowy kraniec amerykańskiego kontynentu prowadzi notatki w swoim – a jakże by inaczej – notesie Moleskine. Na podstawie tych zapisków zredaguje później swoją debiutancką książkę „W Patagonii”.

Nazwisko Chatwina padało wielokrotnie w powieściach Murakamiego, a mnie nic nie mówiło. Po przeczytaniu „W Patagonii” mam już wyrobione zdanie, ale nie jest ono korzystne dla książki.

Murakami prawdopodobnie polubił Chatwina za prosty, komunikatywny język, który łatwo przekładało się na japoński. Widać, że pisanie przychodzi Chatwinowi od niechcenia. To może być  zaletą, może być również wadą. Angielski pisarz pozycjonowany jest na rynku czytelniczym jako autor książek podróżniczych i reportaży z odległych krain. Kto jednak pokochał książki Ryszarda Kapuścińskiego, nie odda serca Anglikowi. Widać, że Bruce nie angażuje się w przeżywanie świata tak jak śp. Ryszard. Widzi i nie analizuje. Nie produkuje przemyśleń, tylko słowa-sytuacje, słowa-przygody, słowa-historyjki. Są lekkie i puchate jak owce i podobnie jak owce przeżuwają bezmyślnie trawę, tak Chatwin przeżuwa swoją upragnioną pampę  – bez refleksji.

Nie można jednak powiedzieć, że jest to lektura odstręczająca. Historia Patagonii, Indian i Anglików, różnego pochodzenia emigrantów, poszukiwanie kości przedpotopowych zwierząt, przygody i napady, sylwetki kilku ciekawych ludzi – widać, że Chatwin odrobił lekcje. Skrzydełko okładki nie kłamie i faktycznie pisarz jest erudytą, gdyż wszystkie przedstawiane przez siebie informacje o Patagonii osadza w literaturze i muzyce i całkiem nieźle (choć momentami przynudzająco) mu to wychodzi.

Z całej książki najbardziej podoba mi się autor. Czuje się, że nie stylizuje się na nikogo i jest w opowieści sobą: wyluzowany, ciekawski i sympatyczny. Podoba mi się jego zryw w wieku 37 lat, aby zmienić swoje życie. W młodości pracujący dla największego domu aukcyjnego na świecie Sotheby’s, w miarę upływu lat coraz mocniej uświadamia sobie, że to nie tym chciał się zajmować. Zaczyna pisać i ma śmiałość rzucić wszystko, by zacząć życie od początku: z torbą przerzuconą przez ramię* rusza w świat. Staje się znany, zaprzyjaźnia się z wieloma innymi pisarzami, jest otwarcie biseksualny i żyje , jak chce (ku nieszczęściu żony skutkującym w separacji).

Bruce Chatwin
Bruce Chatwin

Postaci występujące w jego książkach miały wielokrotnie pretensje, że nie przedstawił ich prawdziwie (czytaj: nie zawsze przychylnie). Mówi się, że Chatwin nie przedstawia półprawd, lecz prawdę i pół. Podoba mi się to stwierdzenie i podoba mi się sam Chatwin, choć nie jego książka. Taka jest moja prawda. „I pół” jeszcze kiedyś dodam.

*specjaliści od wizerunku z wydawnictw trwają w przekonaniu, że pisarza podróżnika koniecznie trzeba przedstawiać wszędzie z torbą zarzuconą na ramię

Advertisements

11 uwag do wpisu “Chatwin, słynny telegram i Patagonia

  1. od jakiegoś czasu myślę, by przeczytać te książkę, te i raczej żadną inną, a tę z racji zamiłowania mego do pana F. Coloane

  2. Nie miałam jeszcze okazji poznać twórczości pana Coloane (nie licząc listy tytułów na wiki). Zbadam temat.

  3. Chatwin jest na mojej liscie obowiazkowych autorow, razem z Theroux i Thubronem. Moj ulubiony Pico Iyer pisze nie raz o Chatwinie i coraz bardziej mnie do niego ciagnie. Mam na polce jego ksiazke „What am I doing here?”, zbior esejow o zadnym konkretnym kraju, wlasnie takie lubie najbardziej, ale jeszcze nie nadszedl czas na lekture. Za duzo mam tych ksiazek, za duzo!!!

  4. Chihiro,

    Jeśli masz za dużo, zawsze możesz mi coś podesłać ;) Np. ten zbiór esejów Chatwina – chętnie go zaadoptuję i zapewnię mu przyjazny, serdeczny dom, w którym robi się spaghetti i czasem jabłecznik się piecze. I nic z tego nie spada na książki! One tylko wąchają.

    Ślę uśmiech do zaksiążkowanej.

  5. Ha, w piatek kupilismy dodatkowy regal, wiec poki co ksiazki sie mieszcza, nie musze sie ich pozbywac :) Mam nawet pol polki wolnej na przyszle zakupy (ta polowka z pewnoscia szybko sie zapelni…). Zapamietam sobie, ze chcialabys te eseje :)))

  6. Też bardziej mnie zainteresowała legenda samego autora, niż książka, po którą sięgnęłam, a jest to „Wicekról Ouidach” – o tym jak brazylijski awanturnik stał się handlarzem niewolników, wicekrólem Dahomeju, założycielem ogromnie licznego rodu. Tak, masz rację, styl Chatwina jest zdecydowanie zbyt oszczędny, zdystansowany, a przy tym narracja jakas postrzępiona, rwana, co mnie drażniło. Migają przed oczami, jak w filmie, coraz to nowe egzotyczne, czasem bardzo drastyczne obrazy-sceny-kadry. I to wszystko.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s