książkę przez słomkę

Dziwne uczucie w trakcie czytania Normana Mailera. Coraz mniejszą mam ochotę czytać, a coraz większą po prostu zacząć pisać. Wszystko już było. Nikt nie pisze nic odkrywczego. Wciąż od nowa to samo. Nikt Ameryki nie odkrywa. A skoro tak – to czy i ja nie potrafiłabym tak pisać?

Ma jednak człowiek ambicję, żeby coś odkryć. Może nie cały kontynent, ale chociaż wyspę. Swoją własną. Z jedną czy dwoma palemkami. Jedna może mieć kokosy, a druga drwiącą małpkę. Lazur nieba po horyzont i co jakiś czas odwiedziny człowieka, który wyskakuje z tratwy i rozbijając harmonię wody podbiega do brzegu. Są leżaki z miękkiej, niewrzynającej się w ciało wikliny, na nich białe materace. I godzinami siedzimy razem, i patrzymy na linię horyzontu, a spod piasku wyskakuje minilodówka i drwiąca małpka przygotowuje truskawkowe sorbety.

Skoro już nic nowego nie można stworzyć, skoro w kółko już czyta się teraz to samo i nowa książka co rusz to zawodzi, bo okazuje się kalką albo imitacją czegoś innego – a przecież sięgam tylko po tych, którzy mają opinię najlepszych –   to może warto zaryzykować ze swoją wyspą z dwoma palmami i małpką, która robi sorbety?

Sięgam po szklankę i przez słomkę siorbię  zamrożone lato.

Reklamy

10 myśli na temat “książkę przez słomkę

  1. Mailer nieodmiennie sprawia, że pragnę napisać coś swojego. Męczy, gniecie… I wcale nie cieszy. Trzeba go przytłoczyć innymi utworami, zakryć. Może i moim?

  2. Pisanie i czytanie – wbrew pozorom dwie zupełnie odrębne wyspy. Wrogie. Nieprzyjazne sobie.

    Zona Conrada zamykała przed nim drzwi do biblioteki – nie miał tam prawa wstępu zanim nie odrobił „codziennej pisarskiej pańszczyzny” przy biurku.

    Nie znosił pisania. Uwielbiał czytać.

  3. Jeśli wyrobi się w sobie poczucie silnego obowiązku – „muszę pisać, szkoda czasu, mu-szę” – najczęściej pisanie nie sprawia przyjemności. Jest pracą. Jest zadaniem do wykonania.
    Jednak po skończeniu pisania sprawia o wiele większą przyjemność, niż ukończenie realizacji jakiegokolwiek innego zadania. Przynosi o wiele większą satysfakcję. Nawet jeśli to tylko mały sukces i odnosiło się również sukcesy w innych dziedzinach – tych bardziej poważanych przez większość ludzi (czyt. przekładalnych na zasobność konta).

    I czytanie po całym dniu pisania staje się nagrodą.

  4. Ja tez dorastam do takiej malej wysepki… A moze nie wysepki, ale najpierw sadzonki rachitycznego drzewka na tej duzej wyspie, ktora juz mnie otacza… Drzewko moze dostrzec tylko garstka osob, ale lepsze to niz nic. Hmmm…

  5. Joan, zdecydowanie warto zaryzykowac! Powodzenia w wyspiarkiej przygodzie. I niech drwiaca malpka robi naprawde dobre sorbety :) Trzymam kciuki

  6. Tak, pisz.
    Mi niestety brakło tej specyficznej regularności, która w pisaniu jest konieczna. Między innymi.

  7. None, zastanawiam się, czy i mnie jej nie zabraknie..

    a Chihiro i Maga-marze dziękuję za słowa otuchy. przydają się. Myślę, że małe, rachityczne drzewka są równie piękne jak te wielkie, pod którymi może piknikować 20 osób jednocześnie wraz ze swoimi zwierzakami. Małe drzewka są piękne na swój sposób. I rosną.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s