potrzeba Hemingwaya

Ernest Hemingway, "Za rzekę, w cień drzew"
Ernest Hemingway, "Za rzekę, w cień drzew"

Pułkownik obudził się przed świtem i stwierdził, że nikt przy nim nie śpi.

Ernest Hemingway, „Za rzekę, w cień drzew”

Od czasu do czasu potrzeba tych krótkich, jednoznacznych zdań Hemingwaya, jak potrzeba mocnego drinka czy seksu. W tej prostocie jest ulga, jest siła i jest prawda.

Nie zawsze miałam takie zdanie o Hemingwayu. Kiedyś uważałam jego prozę, faktycznie, za dobrą, ale irytował mnie jego patriarchalny ton i serie głupich kobietek, które kochali jego bohaterowie. Nie dowierzałam, że nie spotkał inteligentnej, mądrej kobiety. Nie wierzyłam w ubogość wyobraźni, która nie pozwalała mu takiej stworzyć, jeśli takiej w istocie nie poznał (a po paru rozwodach wnioskując w istocie takiej nie poznał).

Teraz irytacja mi przeszła. Przyszła w zamian przyjemność czytania zdań prostych, ostrych i przejrzystych jak wiosenne niebo nad Wenecją. Jasna historia miłosna, pułkownik i dziewczyna. Ich picie koktajli, jedzenie śniadań, kolacji, gondole i wyprawa do jubilera po broszkę-Murzynka wysadzanego szlachetnymi kamieniami. Ich rozmowy. Tak niewiele, a powstaje kawał dobrej prozy.

Pewnie to trochę tak jak z Pilchem. Większość kobiet go – ponoć – nie toleruje. Dziwne.

Ciekawe, ile przegapiłam w „Pożegnaniu z bronią” czy w „Komu bije dzwon”. Mam zamiar sprawdzić w najbliższym czasie.

Reklamy

5 uwag do wpisu “potrzeba Hemingwaya

  1. a propos krótkich zdań: mój wykładowca od pisania zawsze naciskał, żeby pisać krótkie zdania w esejach, bo mają one więcej mocy. a biorąc jeszcze pod uwagę to, o czym piszesz, przyznaję mu rację. po fakcie.

  2. Kawał dobrej prozy opartej o jeszcze większy kawał życiowych doświadczeń . Ja sam czasami zastanawiam się ile w jego prozie jest artysty, a ile człowieka?
    Hemingway do kobiet raczej nie miał szczęścia… a może należy ująć to odwrotnie.
    Jak zawsze nieobiektywnie i emocjonalnie zachęcam do sięgnięcia po następne pozycje Papy :)

  3. Joan, ja mialam podobnie z Grahamem Greene’em – jego kreacje kobiet to puste cienie, nijakie kochanki, poddajace sie pozadaniu glownych, meskich bohaterow. Po paru ksiazkach mialam dosyc. Zreszta poza tymi nieciekawymi kreacjami kobiet, zmeczyl mnie tez uklad: bohater i kontrbohater, dobry zly, goniacy i goniony. Na szczescie udalo mi sie przeczytac „The Power and the Glory”, „The Quiet American”, „The Captain and the Enemy” i pewnie jeszcze cos, wiec jak patrze na to z perspektywy, to bylam wytrwala w poznawaniu :)

  4. maga-maro,
    ze zgrozą konstatuję, że nie czytałam jeszcze nic G. Greene’a, ale teraz po Twoich słowach nie mam na to w ogóle ochoty. A pewnie wypadałoby. Zwłaszcza, gdy Ty taką do niego cierpliwością się wykazałaś. ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s